W czasach populizmu obywatelstwo traktowane jest jak narzędzie polityczne. Wystarczy spojrzeć na brexit i to, jaki wpływ wyjście Wielkiej Brytanii z UE będzie miało na imigrantów, którzy nie posiadają „właściwego” paszportu, lub na Trumpa, który grozi, że dokona przeglądu wiz wykwalifikowanych pracowników. Mimo to nadal istnieje jeden sposób, by swobodnie wybierać swoje miejsce zamieszkania. Trzeba tylko być bogatym inwestorem – pisze Lionel Laurent.

W ciągu ostatniego dziesięciolecia nastąpił rozkwit tzw. „złotych wiz”, dzięki którym kraje oferują prawa pobytu, a czasem nawet szybki sposób, by uzyskać obywatelstwo w zamian za sześcio- lub siedmiocyfrową inwestycję. Działania te niegdyś były w dużej mierze domeną rajów podatkowych, takich jak St. Kitts i Nevis lub Seszele, jednak kryzys finansowy z 2008 r. zachęcił wiele krajów europejskich do pójścia w ich ślady i zmniejszyć kary za uchylanie się od podatków oraz za przestępstwa finansowe.

>>> Czytaj też: Ceny domów w Londynie zjechały do najniższych poziomów od 2015 roku

Raport przygotowany przez organizacje Transparency International oraz Global Witness z 2018 r. oszacował, że Hiszpania, Węgry, Łotwa, Portugalia i Wielka Brytania wydały inwestorom i ich rodzinom ponad 10 tysięcy złotych wiz w ciągu ostatnich 10 lat. Cypr i Malta osiągnęły ogromne zyski pomimo swoich niewielkich rozmiarów. Cypr uzyskał 4,8 miliarda euro od 2013 r., a Malta od 2014 r. zarobiła około 718 milionów euro dzięki bezpośrednim inwestycjom zza granicy. OECD określiła działalność obu państw jako „wysoko ryzykowne”, ponieważ oferowały niskie podatki na zagraniczne aktywa i nie wymagały, by inwestorzy byli fizycznie obecni w kraju.

Choć pojawiły się pewne reakcje, to raczej opóźnione i niewystarczające. Wielka Brytania poważnie zajęła się potencjalnymi zagrożeniami, jakie niosą nielegalne pieniądze z zagranicy dopiero po próbie zabójstwa byłego rosyjskiego szpiega Siergieja Skripala. Zaproponowała zawieszenie wiz dla inwestorów (zawieszenie już cofnięto) i wprowadzenie „Unexplained wealth order” – prawa, które ma nakłonić inwestorów do ujawnienia źródła ich bogactwa. I chociaż Komisja Europejska ma wydać ostrzeżenie o ryzyku związanym ze złotymi programami wizowymi, to według agencji Reuters mało prawdopodobne jest wprowadzenie jakichkolwiek powiązanych z nimi sankcji lub nowych międzynarodowych zasad.

To haniebne. Zbyt duży nacisk na państwa członkowskie może nie być w interesie Brukseli, jeśli chodzi o systemy podatkowe, zachęty inwestycyjne i prawa obywatelskie. Należy jednak kontrolować pośredników, prawników i agentów nieruchomości, którzy pospieszyli, by zabezpieczyć unijne paszporty dla bogaczy z nierzadko ukrytymi źródłami ich fortun.

Bez wspólnych działań państw UE, które miałyby na celu ustanowienie minimalnego standardu dla regulacji i walki z przestępczością finansową, jedyne, co może ograniczyć coraz łatwiejszy dostęp do złotych wiz, to gniew wyborców. Historia jednak pokazuje, że dochodzi do tego wtedy, gdy jest już za późno. Dopiero, gdy Łotwa zaczęła martwić się o swoje bezpieczeństwo narodowe – zwłaszcza po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. – zaczęła zacieśniać zasady dotyczące własnego programu złotych wiz. Sądząc po nieudanych próbach tego państwa bałtyckiego, by ograniczyć pranie pieniędzy na masową skalę, UE nie może pozostawić tej walki państwom członkowskim.

Europa na dodatek musi się martwić brexitem. Jeśli Wielka Brytania wyjdzie z UE bez umowy – lub uda jej się wycofać z unii celnej i jednolitego rynku – ulgi podatkowe dla obcokrajowców i korzystne wizy inwestorskie mogą zostać wykorzystane jako sposób na zwiększenie inwestycji zza granicy. Brytyjczycy już wcześniej pokazali, że nie mają problemu z imigrantami tego rodzaju. Wojny paszportowe jeszcze się nie skończyły.

>>> Czytaj też: Kto będzie kontrolował gospodarkę w XXI wieku? Oto najbardziej innowacyjne państwa świata