Na wieść o śmierci 3 czerwca 1989 roku swojego przywódcy kilka milionów Irańczyków zgromadziło się na placu w Teheranie, gdzie wystawiono trumnę z ciałem Chomeiniego. Żałobnicy z rozpaczy uderzali się w głowy rękami i płakali. Setki z nich chciały dotknąć trumny ze zmarłym w wieku 86 lat przywódcą.

W trzy dni od śmierci ajatollaha podczas uroczystości na cmentarzu, 30 kilometrów od Teheranu, służby bezpieczeństwa usiłując uspokoić tłum polewały go wodą. Nie kontrolowały go jednak. Helikopter z drewnianą trumną Chomeiniego wylądował na placu pełnym zrozpaczonych ludzi; śmigła maszyny wirowały tuż nad ich głowami.

Ubrani na czarno żałobnicy przepychali się, próbując zerwać biały całun z trumny. Według doniesień, wśród przepychanek ciało ajatollaha w końcu z niej wypadło. Strażnicy oddali strzały ostrzegawcze; trumnę zabrano z powrotem do śmigłowca, który odleciał z cmentarza.

Reklama

Ceremonię żałobną na chwilę wstrzymano. Szacuje się, że w tłumie mogło zginąć 10 osób, a kilkaset zostało rannych. Pięć godzin później śmigłowiec z trumną Chomeiniego - tym razem ze stali - znów wylądował na cmentarzu. Ajatollaha w końcu udało się pogrzebać - uroczystości żałobne podczas "wieczoru nieskończonego smutku" - jak nazywają te wydarzenia Irańczycy - trwały jednak jeszcze długo. Zwolennicy szyickiego duchownego czuwali przy jego grobie w nocy, paląc świeczki i trzymając portrety ajatollaha w czarnym turbanie oznaczającym pochodzenie z rodu proroka Mahometa.

Pogrzeb Chomeiniego jest uznawany za najbardziej tłumną ceremonię żałobną w historii.

Na jego następcę irańskie Zgromadzenie Ekspertów wybrało Chameneia. Nie cieszył się on poparciem wszystkich frakcji w łonie rewolucji islamskiej; niektórzy kwestionowali jego pozycję w szyickiej hierarchii duchowieństwa.

Kandydaturę Chameneia poparł jednak wpływowy Ali Akbar Haszemi Rafsandżani, wówczas spiker irańskiego parlamentu. Zapewniał, że chciał tego sam Chomeini. Chamenei - zgodnie z irańskim zwyczajem okazywania skromności - deklarował, że sprzeciwia się swojej kandydaturze. Gdy szyiccy duchowni wstali w geście poparcia dla niego, jedynie podparł głowę ręką i zamknął oczy.

W 30 lat później podczas obchodów rocznicy pogrzebu swojego poprzednika Chamenei nie szczędził słów krytyki wobec USA. Podkreślił, że Teheran nie da się zwieść amerykańskiej ofercie negocjacji i nie zrezygnuje ze swojego programu balistycznego.

"Prezydent USA powiedział niedawno, że Iran może się rozwijać z obecnymi swoimi przywódcami. To oznacza, że oni (Amerykanie) nie chcą zmiany władz. Ale ten polityczny trik nie zwiedzie irańskich urzędników i Irańczyków" - mówił Chamenei w przemówieniu transmitowanym w telewizji.

Obszernie chwalił również Chomeiniego, którego nazwał "człowiekiem Boga". Podkreślał jego pobożność oraz to, że zawsze opowiadał się po stronie "poddanych opresji" i stał za Palestyńczykami w ich walce o niepodległe państwo.

Chomeini urodził się w religijnej rodzinie muzułmańskich nauczycieli w 1902 roku. Dał się poznać jako działacz opozycji przeciwstawiającej się panującej dynastii Pahlawich, wspieranej przez Stany Zjednoczone i odsuniętej w 1979 roku od władzy przez rewolucję islamską.

11 lutego 1979 roku ostatecznie upadła monarchia, islamiści pokonali ostatnie oddziały wierne dawnej władzy, a na czele państwa stanął Chomeini. W tym samym roku magazyn "Time" przyznał mu tytuł człowieka roku.

Jako przywódca religijny i polityczny Chomeini często powtarzał: "Islam jest religią, w której modlitwa jest złączona z polityką, a polityka jest rodzajem modlitwy".

Władze Iranu do dziś szeroko odwołują się do jego dziedzictwa; portrety przedstawiające ajatollaha jako brodatego sędziwego mężczyznę z posępnym wzrokiem wywieszone są w wielu miejscach kraju. Dla znacznej części irańskiej opozycji - szczególnie z powodu mordów politycznych w Iranie w latach 80. - pozostaje jednak postacią znienawidzoną.

>>> Czytaj też: Prezydent Iranu w kontrze do słów Pompeo: To USA powinny powrócić do normalności