"Zbieramy informacje i staramy się ocenić sytuację. Powtarzaliśmy to już wiele razy, że ten region potrzebuje deeskalacji. Nie potrzebuje destabilizacji i napięć. Apelujemy o maksymalną powściągliwość i unikanie prowokacji" - powiedziała w Brukseli dziennikarzom rzeczniczka KE Maja Kocijanczicz.

Jak dodała, KE nie zamierza komentować reakcji różnych państw na wydarzenia w Zatoce Omańskiej. Wskazała też, że temat na pewno pojawi się na poniedziałkowym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych UE w Luksemburgu.

Dwa tankowce - norweski MT Front Altair pływający pod banderą Wysp Marshalla i japoński Kokuka Courageous - były w czwartek celem niezidentyfikowanego ataku u wybrzeży Iranu w Zatoce Omańskiej. W jednym przypadku na pokładzie doszło do eksplozji i pożaru, w drugim do bliżej nieokreślonego incydentu i uszkodzenia kadłuba. Z obu jednostek ewakuowano łącznie 44 członków załóg.

Ani marynarka wojenna USA, która pospieszyła z pomocą tankowcom, ani operatorzy jednostek nie wyjaśnili, co spowodowało atak, ani kto go przeprowadził. Oba tankowce były wyładowane produktami ropopochodnymi. MT Front Altair płonął przez kilka godzin; ogień strawił połowę jednej z burt statku.

W czwartek wieczorem sekretarz stanu USA Mike Pompeo, opierając się na informacjach wywiadowczych oraz na rodzaju użytej broni, oskarżył o przeprowadzenie ataków Iran. Z opinią tą zgodziły się Wielka Brytania i Arabia Saudyjska. Władze w Teheranie zaprzeczają tym oskarżeniom.

Czwartkowy incydent jest drugim w ciągu miesiąca na tym strategicznym akwenie. Na początku maja u wybrzeży Zjednoczonych Emiratów Arabskich doszło do "ataków sabotażowych" na cztery statki handlowe, w tym saudyjskie tankowce. Do ataków nikt się nie przyznał, ale doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton obwinił o nie Iran. Również wówczas Iran odrzucił te oskarżenia.

>>> Czytaj też: Atak na tankowce w Zatoce Omańskiej podbił ceny ropy