Atom w Polsce i Europie - koszty, cena, 2019 r. / Media

Pomijając cały rynkowy aspekt atomu - bo to sprawa na oddzielną dyskusję - do budowy elektrowni jądrowych potrzeba woli politycznej, olbrzymich pieniędzy i technologii.

Podpisane w Waszyngtonie memorandum to właśnie dokument woli, ale pieniądze i technologia też się w nim przewijają. Strony wyrażają „wolę rozpoznania możliwości współpracy obejmującej cały przekrój obecnych i przyszłych amerykańskich technologii” oraz „pragnienie określenia ścieżki rozwoju polskiego programu energetyki jądrowej, odpowiadającego na wyzwania takie jak finansowanie […]”.

Stany Zjednoczone są potęgą jeżeli chodzi o energetykę jądrową, ale jest to potęga gasnąca. Działa tam ok. 100 reaktorów energetycznych, ale najmłodsze z nich rozpoczynały produkcję na przełomie lat 80. i 90. Od lat 60. Amerykanie transferowali swoje technologie sojusznikom w rodzaju Japonii, Korei Płd., czy nawet Francji. Wszystkie konstrukcje, budowane przez firmy z tych krajów, mają korzenie w USA. Przedostatnim aktem tego procesu było wejście Japończyków do amerykańskich atomowych potentatów - Westinghouse i GE. Ostatnim - transfer całej najnowszej technologii Westinghouse do Chin. W efekcie na Daleki Wschód przeniósł się cały przemysł ciężki, zdolny wyprodukować najważniejsze elementy energetycznego reaktora. W Ameryce zostały co prawda takie elementy łańcucha, jak projektowanie, software, produkcja paliwa czy serwis, ale to do zbudowania nowej elektrowni nie wystarcza.

Reklama

Na początku dekady Barack Obama ogłosił renesans atomu w USA. Ale efekt 20-letniej przerwy w inwestycjach okazał się morderczy, zwłaszcza w zetknięciu z zupełnie nową technologią generacji III+. Pomimo gwarancji skarbu państwa budowę dwóch bloków AP1000 w Południowej Karolinie zawieszono, a dwa inne w Georgii mają kilka lat opóźnienia, przy kosztach rządu 25 mld dol. Mieszkańcy stanu chyba po wsze czasy będą spłacać koszty kapitału w specjalnych opłatach na rachunkach. Przy okazji Westinghouse zbankrutował, a Toshiba sprzedała firmę kanadyjskiemu konglomeratowi Brookfield, który najbardziej chwali się inwestycjami w OZE, a o przyszłości AP1000 milczy jak zaklęty. Krajobraz po wszystkim jest taki - AP1000 budują wyłącznie Chińczycy.

Drugi potentat ze Stanów to GEH - joint venture GE i Hitachi. Japończycy budowali zaprojektowane przez GE reaktory ABWR. Najmłodsze mają niecałe 15 lat i to w tej chwili - pomijając chińskie AP1000 - najnowocześniejsze konstrukcje, w których wkład mieli Amerykanie. Na nowszą propozycję - reaktor ESBWR - GEH nie znalazło nigdzie klientów.

Projekt Polityki Energetycznej Polski do 2040 r., który przewiduje budowę energetyki jądrowej, wskazuje na bloki jądrowe o mocy 1-1,5 GW. Mieszczą się w tym przedziale trzy wspomniane konstrukcje. Ale Westinghouse jest już kanadyjski, a AP1000 samodzielnie budują Chińczycy.

Czy Amerykanie mają w ogóle technologie które mogą nam zaproponować? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl.

>>> Polecamy: Szwedzki boom na samochody elektryczne jest zagrożony. Chodzi o problemy z prądem