Gwiezdne wojny a gospodarka. Konstytucja to za mało na Imperatora [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
29 czerwca 2019, 18:51
STAR WARS, Darth Vader, Gwiezdne Wojny
Gwiezdne Wojny/ShutterStock
„Gwiezdne wojny” odgrywają pozytywną rolę w kluczowej kwestii: przedstawiają tych, którzy cenią wolność. A im więcej wolności, tym mniejsze zagrożenie ze strony Palpatine’ów naszego świata. Rozmawiamy z Mateuszem Machajem, ekonomistą z Uniwersytetu Wrocławskiego, twórcą Instytutu Misesa i autorem książki „Gwiezdne wojny a filozofia polityki”.
4255802-u747f9-mateusz-20machaj-fot-20materialy-20prasowe-20-p.jpg
Mateusz Machaj ekonomista z Uniwersytetu Wrocławskiego, twórca Instytutu Misesa oraz autor książki „Gwiezdne wojny a filozofia polityki” fot. Materiały prasowe

Bo takie było zamierzenie reżysera „Gwiezdnych wojen” George’a Lucasa. Chciał, jak sam później przyznawał, przedstawić historię uniwersalną, mówić o realnym świecie, opowiadając bajkę dla dorosłych. Skoro dzieci uczą się z podań i baśni właściwych postaw, nabywając dzięki nim wiedzę o dobru i złu, to dorośli też mogą.

Tak. „Gwiezdne wojny” można odczytywać w tym kontekście na co najmniej dwóch poziomach. Jako nawiązanie do realnych zdarzeń historycznych, dwóch totalitaryzmów XX w.: hitlerowskiego i stalinowskiego. Odniesienia do tego drugiego znajdujemy w epizodach 4–6, a do pierwszego w 1–3. Wielkiego Kanclerza Republiki Galaktycznej Sheeva Palpatine’a, późniejszego złowrogiego Imperatora oraz Dartha Sidiousa w jednej osobie, można postrzegać jako odpowiednik Hitlera czy Stalina. Drugi poziom to opowieść o procesie budowania państwa totalnego. I zarazem przestroga przed tym, że nawet rozwinięta demokracja może w pewnych warunkach przepoczwarzyć się w bezwzględne Imperium, w którym jednostka nie ma znaczenia. Dlatego właśnie procesy zachodzące w uniwersum gwiezdnowojennym można przykładać do realnego świata.

To porównanie byłoby przesadne. Nie.

Wojny handlowe to zarówno w „Gwiezdnych wojnach”, jak i w realnym świecie droga do zaburzenia ładu międzynarodowego i wywołania prawdziwego konfliktu, ale też do wzmocnienia i rozszerzenia uprawnień władzy. Protekcjonizm może być zatem pierwszym krokiem wiodącym ku upadkowi demokracji. Ale nie oznacza to, że dzisiejsi światowi przywódcy to inkarnacje Palpatine’a. W przekonaniach wielu ludzi pojawia się zgoda na protekcjonizm, ale nie czyni to z nich tak okropnej postaci.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj