Pozycję Cummingsa w ekipie nowego szefa torysów najlepiej podsumowuje zdjęcie, jakie zrobiono pierwszego dnia po przeprowadzce na Downing Street 10. Oto na pierwszym planie były burmistrz Londynu ściska dłoń Marka Sedwilla, najważniejszego urzędnika Zjednoczonego Królestwa – szefa całej służby cywilnej i doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego. Obydwu panów oświetla flesz aparatu fotograficznego; mają na sobie garnitury stosownie do wyjątkowej okazji, jaką jest przejęcie władzy.

W kadr zaplątał się jednak ktoś z zupełnie innej bajki: po prawej stronie w cieniu stoi łysy gość ubrany w podkoszulek, ciemne dżinsy i sportowe obuwie. To właśnie Cummings, który w nowej ekipie pełni funkcję „specjalnego doradcy”. Zwyczajowo jest to ktoś, kto cieszy się nieograniczonym dostępem do ucha szefa – przez co jest bardzo wpływowy – chociaż oko kamery nie dojrzy go zbyt często. W tym sensie ta fotografia doskonale oddaje pozycję, w jakiej znalazł się Cummings, a która jest zwieńczeniem jego wieloletniej kariery speca od marketingu politycznego, konsultanta i stratega wyborczego.

Przodownik i bękart

Kim jest Cummings? Tim Shipman w książce „All Out War: Full Story of How Brexit Sank Britain's Political Class” („Wojna na całego: historia tego, jak brexit zatopił brytyjską klasę polityczną”) pisze, że doradca premiera budzi podobne uczucia, co marmite, czyli smarowidło do chleba o wyjątkowo słonym smaku: można je kochać albo nienawidzić.

„Jego sojusznicy widzą go jako najbardziej utalentowanego specjalistę od polityki swojego pokolenia, myśliciela ze stachanowską etyką pracy i niezłomną wolą narzucania swojego zdania, ale też jako kogoś, kto jest w stanie przewidzieć, co się czai za rogiem. Dla przeciwników – których jest legion – jest praktykującym czarną magię wściekłym utrapieniem oraz przygarniętym przez torysów bękartem Damiana McBride’a i Alastaira Campbella [laburzystowskich speców od komunikacji; pierwszy zawdzięczał swój upadek rozsiewaniu plotek, drugi – lukrowaniu przyczyn wojny z Irakiem – red.]”.

Wszyscy z pewnością się zgadzają, że Cummings jest bezkompromisowy: nie obchodzi go, komu naciśnie na odcisk. Premiera Davida Camerona nazwał „sfinksem, tyle że bez zagadki”; Davida Davisa, pierwszego ministra odpowiedzialnego za brexit w rządzie Theresy May, „tłustym jak mielone, leniwym jak ropucha, próżnym jak Narcyz”. Skrajnym eurosceptykom (zwanych brexiterami) skupionym wokół Jacoba Rees-Mogga (teraz są razem w rządzie) wymyślał na swoim blogu od politycznych dyletantów. Starych przeciwników Unii ma zwyczaj określać mianem „paleosceptyków”. Dziennik „The Guardian” opublikował w tym tygodniu nagranie, na którym Cummings mówi, że torysów nie obchodzą problemy zwykłych ludzi ani to, jak naprawić sytuację w ochronie zdrowia.

„Konserwatyści biją w eurosceptyczny bębenek od 20 lat i przez cały ten czas ich wysiłki można określić jednym słowem – katastrofa. Teraz pojawia się Dominic i wszyscy politycy, którzy są odpowiedzialni za dotychczasowe porażki przekonują go, że nie wie, jak wygrać [referendum – przyp. red.]. A on wie, że jeśli pozwoli im przejąć ster, zatoniemy. W związku z tym nie czuł potrzeby bycia bardzo dyplomatycznym w kontaktach z nim” – mówił Shipmanowi jeden ze współpracowników Cummingsa.

Treść całego artykułu można znaleźć w piątkowym wydaniu DGP albo tutaj.

>>> Polecamy: Nasi przywódcy grają w narodowe stereotypy. Nie spodziewajmy się prawdziwych zmian [OPINIA]