Zasada 10 tysięcy godzin mówi więcej o nadziei i obietnicach niż o naukowo potwierdzonych faktach.

Pomysł, że wystarczy 10 tysięcy godzin na opanowanie poziomu eksperckiego w danej dziedzinie powstał prawdopodobnie w 2008 roku – za jego rozpropagowanie odpowiada Malcolm Gladwell i jego książka „Poza schematem: sekrety ludzi sukcesu”. Po jej publikacji szybko pojawiły się głosy naukowców, którzy skarżyli się, że Gladwell zbytnio uprościł wyniki ich badań. W ubiegłym miesiącu opublikowano wyniki badań, w których naukowcy zanalizowali raport z 1993 roku – pracę na której oparł się Gladwell, gdy pisał o zdobywaniu mistrzostwa w danej dziedzinie.

Okazało się, że wyniki współczesnych badań nie pokrywają się z pierwotnymi.

Reklama

W artykule z 1993 roku przedstawiono następujące dane: otóż najlepsi skrzypkowie studiujący w berlińskiej akademii muzycznej ćwiczyli średnio 10 tysięcy godzin przed ukończeniem 20. roku życia. Gladwell rzeczywiście dość mocno uprościł tę informację, w dodatku pominął kilka ważnych informacji: przede wszystkim owi studenci wciąż się uczyli, ich edukacja wcale nie była jeszcze zakończona, więc daleko im było do poziomu ekspertów. Poza tym bardzo wielu z nich ćwiczyło mniej niż 10 tysięcy godzin. Owe 10 tysięcy godzin to średnia, jaką osiągnęła cała grupa.

Mimo tych przeinaczeń, okazało się, że teoria w formie, w jakiej podał ją Gladwell, chwyciła. Obiecywała bardzo wiele, bo według niej dosłownie każdy, po przepracowaniu określonej liczby godzin, zyskiwał status eksperta, czy chodziło o szachy, pisanie czy koncerty fortepianowe. Najnowsze badania pokazują coś zupełnie innego.

Przede wszystkim: przebadano znów studentów – tym razem było to 13 skrzypków ocenianych jako najlepsi, dobrzy oraz słabi (w kwestii uzyskanych osiągnięć). Okazało się, że podczas gdy ci z najsłabszymi wynikami faktycznie ćwiczyli najmniej, to w grupie dobrych i najlepszych, średnia godzin poświęcona ćwiczeniom wynosiła tyle samo: 11 tysięcy. Coś jednak – i nie była to liczba poświęconych na ćwiczenia i pracę godzin – zadecydowało o tym, że część grupy była po prostu lepsza od innych.

Wyniki nie powinny zresztą nikogo dziwić: nawet Gladwell nigdy nie napisał, że wrodzone zdolności nie mają znaczenia. Reguła miała raczej na celu podkreślenie prostego faktu, że do osiągnięcia doskonałych rezultatów potrzeba wiele pracy. Rzecz jednak w tym, że ostatnie badania komplikują sprawę, ponieważ zadają kłam zgrabnemu przekonaniu o tym, że ciężka praca prowadzi do mistrzostwa. Czasami możemy pracować i pracować, i wciąż będziemy w czymś tylko „całkiem dobrzy”.

Dla niektórych będzie to frustrująca wiadomość, bo znika pewność, że istnieje konkretna ścieżka zapewniająca nam mistrzostwo w jakiejś dziedzinie. Z drugiej strony porzucenie szkodliwego często przekonania, że ciężka praca zaprowadzi do wspaniałego finału, może zmienić nasz stosunek do pracy.

Pasje nie są przecież „odkrywane”, tylko tworzone. Nawet po dziesiątkach tysięcy godzin wciąż można się wiele nauczyć i zrobić. Kiedy hobby czy nawet nasz zawód sprawiają nam przyjemność, można się w nie angażować niezależnie od tego, ile czasu już im poświęciliśmy. Być może nigdy nie zostaniemy w czymś najlepsi, ale angażowanie się w naukę dowolnej umiejętności dla własnej radości prowadzi do znacznie bardziej satysfakcjonującego życia niż spędzanie 10 tysięcy godzin po to, by uzyskać coś, co jest niemożliwe do uzyskania.

>>> Czytaj też: Noemi Gryczko: Empatia i kreatywność to kompetencje przyszłości