co najmniej do średniej unijnej, obowiązkowa profilaktyka oraz blisko domu najmłodszych pacjentów – to niektóre z punktów, które politycy obiecali poprzeć ponad podziałami partyjnymi. Za namową DGP politycy Ko, PSl, PiS i SlD podpisali Pakt dla Zdrowia 2030.
Negocjacje treści dokumentu, który stanowiłby ponadpartyjny konsensus, trwały kilka miesięcy. Ostatecznie politycy podpisali się pod 11 punktami, za którymi – niezależnie od partyjnych podziałów – mają razem głosować. Zdaniem ekspertów to szansa, by po latach nawarstwiających się zaniedbaństało się priorytetem. Bo na to najwyższa pora. Brak lekarzy to efekt niespójnej polityki kadrowej przed laty. Zła organizacja systemu i rosnące zadłużenie placówek medycznych to z kolei rezultat narastających braków w finansowaniu.
W Pakcie znalazły się postulaty dotyczące m.in. zmian finansowych i organizacyjnych. Politycy zgodzili się, że należy podnieść nakłady na kształcenie większej liczby oraz wprowadzić personel pomocniczy w szpitalach. Kolejnym pomysłem, który rywale uznali za kluczowy dla systemu lecznictwa, jest utworzenie specjalnego Funduszu opiekuńczego. Pieniądze z niego miałyby wspierać. Nie mniej ważny jest punkt dotyczący obowiązkowych .
Realizacja Paktu to zobowiązanie nie na rok ani nawet na kadencję. to wyzwanie wieloletnie. Taka umowa społeczna to jedyny sposób na zreformowanie systemu, aby pacjenci mogli liczyć na świadczenia nieodpłatnej publicznej służby zdrowia na europejskim poziomie.
– Musieliby najechać na nas Rosjanie, żeby partie polityczne podały sobie rękę i zaczęły współpracę – mówił nam jeden z polityków w maju, kiedy pytaliśmy go nieoficjalnie, jak by tu namówić różne opcje do podpisania konsensusu w sprawie zdrowia. – My chętnie, ale ONI tego nie podpiszą. Na pewno nie w trakcie walki wyborczej – mówili. – A co by mogło się znaleźć w takim pakcie – pytali. Nikt nie dowierzał, a jednak słowa pakt i porozumienie, coraz częściej pojawiały się w wypowiedziach poszczególnych partii. Postanowiliśmy nie odpuszczać i mediowaliśmy dalej. Szukaliśmy choć trzech punktów wspólnych. Może pięciu. Szybko się okazało, że jeżeli rozmowa nie dotyczy in vitro albo aborcji czy prywatnej służby zdrowia, to właściwie politycy zajmujący się zdrowiem mówią jednym głosem. I nagle okazało się, że na jedenastopunktową propozycję zgadzają się wszyscy. Choć pakt nie wyczerpuje wszystkich kwestii, które powinny ulec poprawie, mamy nadzieję, że to początek zmian.
Najważniejsza jest świadomość problemów, z którymi zderzyliśmy się w polskim systemie ochrony zdrowia. Jest źle, choć tempo wzrostu finansowania służby zdrowia było w ostatnich latach najwyższe od lat – mówi Małgorzata Gałązka-Sobotka z Uczelni Łazarskiego. Jej zdaniem to efekt zaniechań ciągnących się od dekad.
– Brak kształcenia nowych kadr, finansowanie, które nie było dostosowane do zasobów, jakie mamy i do zmieniających się potrzeb zdrowotnych Polaków – wylicza ekspertka. I dodaje, że ta kryzysowa sytuacja pokazuje, iż należy wyjść poza rywalizację polityczną. Musi się to stać dziedziną współodpowiedzialności i współpracy ponadpartyjnej. – Tylko w ten sposób uda się wprowadzić zmiany w szybkim tempie – dodaje Gałązka-Sobotka.
Również przedstawiciele lekarzy podkreślają, że tylko ponadpartyjna umowa daje szansę na reformy uniezależnione od kalendarza wyborczego. – Musi być ciągłość, żeby wprowadzić niektóre rozwiązania, których nie da się wprowadzić w cztery lata. Choćby skrócenie czasu oczekiwania na wizytę do trzech tygodni, którą zapowiada jedna z partii. Tego się nie da zrobić szybko. Ale może w dłuższej perspektywie to realna opcja – mówi Bartosz Fiałek, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy w rejonie kujawsko-pomorskim.
Z kolei Jolanta Sobierańska-Grenda, dyrektor Szpitali Pomorskich, podkreśla, że najważniejsze jest zdrowie pacjentów. – Tej kwestii nie powinny dotyczyć podziały polityczne. Każde porozumienie, które daje nadzieję na uzdrowienie systemu lecznictwa, jest dobrą decyzją. Część z postulatów, które znalazły się w Pakcie, to propozycje, które środowiska medyczne zgłaszają od lat. Teraz pytanie, jak politycy podejdą do podjętego zobowiązania – mówi dyrektorka. I dodaje, że diabeł zawsze tkwi w szczegółach.
Zdaniem politologa prof. Rafała Chwedoruka w skali makro słuszne jest wszystko, co służy ochronie zdrowia i wydłużaniu życia obywatela. – Jeśli w społeczeństwie istnieje jakiś konsensus, to powinien on dotyczyć właśnie polityki zdrowotnej – mówi politolog. Jednak przestrzega, że z realizacją konkretnych zapisów może być różnie. Większość partii w trakcie kampanii podkreślała potrzebę takiego konsensusu. PSL od początku mówiło o wprowadzeniu paktu dla zdrowia, PiS w ostatnich dniach podkreślał, że to dziedzina, w której powinno dojść do współpracy, a wcześniej z takimi propozycjami wychodziła PO.
Do podpisania Paktu dla Zdrowia 2030 nie doszłoby bez pomocy wiceministra zdrowia Janusza Cieszyńskiego (PiS), Joanny Gajdy, prof. Tomasza Grodzkiego (senatora PO), Magdaleny Sobkowiak i Dariusza Standerskiego (KW SLD). Dziękujemy.
W Danii kilkanaście lat temu politycy zawarli porozumienie w sprawie ochrony zdrowia. Różne polityczne opcje zgodziły się co do scenariusza działań na kilkanaście lat naprzód. Gdy pytaliśmy Duńczyków, jak to możliwe, odpowiedź była prosta. – Dogadaliśmy się i było wiadomo, że niezależnie od tego, która partia wygra, i tak dążymy do celu – opowiadał spokojnie jeden z duńskich urzędników zajmujących się zdrowiem. Zdumienie, że tak można, duńscy eksperci przyjęli z zaskoczeniem.
To zainspirowało nas do myślenia, że może da się tak i w Polsce. Może mimo ostrego sporu politycznego są dziedziny, które nie powinny aż tak dzielić. Do takich na pewno należy zdrowie. Nie jesteśmy naiwni. In vitro, aborcja, eutanazja czy nawet dodatkowe ubezpieczenia to kwestie, co do których trudno o konsensus. Ale są też takie, jak dostępność do lekarzy, do leków czy profilaktyka – wszyscy są zgodni, jak powinny wyglądać zmiany.
Problemy służby zdrowia to fakt niedotyczący tylko Polski. Wszystkie kraje borykają się z brakiem lekarzy, starzejącym się społeczeństwem, drożejącymi lekami, odmawianiem szczepień. Państwa wzajemnie podkupują sobie medyków. Wielka Brytania przeznaczyła kilka milionów funtów na ściągnięcie lekarzy rodzinnych z innych krajów. Niby jest wolny rynek, ale sam komisarz UE ds. zdrowia Vytenis Andriukaitis mówił DGP, że państwa mogłyby się dogadać, jak nie podbierać sobie deficytowych pracowników.
W krajach anglosaskich o takim projekcie mówi się od dawna. W Wielkiej Brytanii były już nawet takie pakty w sprawach społecznych, zawierane ponad podziałami partyjnymi. Mówi się nawet, że być może zdrowie mogłoby być takie jak sądy – niezawisłe od politycznych wyborów. Tak daleko się nie posuwamy. Zaproponowaliśmy na dobry początek 11 punktów, co do których politycy z KO, PiS, PSL i SLD zgodnie zadeklarowali, że podniosą za nimi rękę w Sejmie.
PSL od początku mówił, że taki pakt jest potrzebny – idea wpisała się jego wizję polityczną. Również lewica była zgodna, że należy taki pakt podpisać. Choć wszystkie 11 punktów naszej deklaracji jest ważnych, to chyba najważniejszym jest zgoda na systematyczne podwyższanie wydatków na ochronę zdrowia w relacji do PKB do poziomu unijnej średniej. Pieniądze nie rozwiążą wszystkich problemów, ale bez ich zwiększenia nie ma mowy o poprawie.
Deklaracja jest ważna, bo idzie gospodarcze spowolnienie i wydatki na ochronę zdrowia mogą paść ofiarą doraźnych oszczędności. Wprawdzie mamy ustawę o zwiększeniu wydatków na zdrowie do 6 proc. PKB, ale pakt i zgoda najważniejszych ugrupowań politycznych będą tworzyły presję, finansowanie ochrony zdrowia było świętością. Podpisanie paktu to przede wszystkim zobowiązanie dla jego sygnatariuszy. Niedotrzymanie ustaleń będzie miało dla polityków wymierną cenę – zapłacą za grzech zaniechania przy kolejnych wyborach. Zdrowie jest zbyt poważną kwestią, żeby traktować ją w sposób nonszalancki.
Polscy pacjenci już nieraz byli ofiarami wojny politycznej. Odpowiedzialne partie nie mogą w ten sposób budować swojego kapitału. Zdrowie jest dla Polaków jedną z głównych wartości. Dlatego muszą mieć pewność ciągłości systemu lecznictwa. A z tym, jak wiemy, bywa różnie. Co z tego, że teoretycznie wszyscy mamy dostęp do publicznej i bezpłatnej opieki medycznej, skoro pacjenci stoją w kilkumiesięcznych kolejkach, nie mogą liczyć na właściwe zabezpieczenie w szpitalnych oddziałach ratunkowych, wreszcie czują się zagubieni w nieintuicyjnym systemie.
Do tego dochodzą problemy pracowników – słabo wynagradzani, sfrustrowani złą organizacją, przeciążeni pracą biurokratyczną. Jakby tego było mało, od lat nie udaje się rozwiązać problemów finansowych szpitali. Część wyrwała się ze spirali zadłużenia, ale gros – szczególnie w powiatach – nie radzi sobie z bieżącą obsługą zobowiązań. Pakt dla Zdrowia jest szansą na potraktowanie tych problemów w sposób odpowiedzialny. Trzeba o nich myśleć w perspektywie wielu lat. Bez dyktatu słupków sondażowych.
>>> Czytaj też: Kto najbardziej skorzystał na rozwiązaniach wprowadzonych przez PiS?
