Sąd: Kredyt frankowy to kredyt złotowy. Ale to nadal kłopot

Ten tekst przeczytasz w 6 minut
15 października 2019, 10:00
Kredyt frankowy to nadal kłopot
Kredyt frankowy to nadal kłopot/Dziennik Gazeta Prawna
Nie ma powodu, aby unieważniać umowę kredytową sprzed lat. Zarazem jednak – na skutek zastosowania niedozwolonych postanowień umownych przez bank – frankowicze nie mogą ponosić ryzyka walutowego.

To clou wczorajszego wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie. O tyle istotnego, że to pierwsze prawomocne orzeczenie w sprawie bliźniaczej do tej rozstrzygniętej 3 października 2019 r. przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (sygn. akt C-260/18). Stołeczny sąd wskazał, że kredytobiorczynie wygrały spór w 68 proc., a bank w 32 proc.

Trybunał Sprawiedliwości UE w uproszczeniu powiedział tak: jeśli umowa kredytowa związana z walutą obcą zawiera niedozwolone postanowienia umowne, to konsument decyduje, czy chce ich „wykluczenia” z umowy.

Jeśli tak, sąd krajowy może orzec o nieważności całej umowy albo przekształcić ją w taką, jak gdyby od początku była ona kredytem złotowym. Sąd nie może natomiast dziurawej po wyrzuceniu klauzul abuzywnych umowy „łatać” ustalonym przez siebie kursem franka, np. wynikającym z tabeli Narodowego Banku Polskiego.

Spór, który został wczoraj rozstrzygnięty przez Sąd Apelacyjny w Warszawie, był bardzo podobny. Sąd pierwszej instancji stwierdził nieważność umowy kredytu z uwagi na zamieszczenie w niej abuzywnego mechanizmu indeksacji oraz sprzeczność z naturą zobowiązań ustalenia kwoty kredytu do zwrotu samodzielnie przez bank.

– Wyrok będzie o tyle ważny, że pokaże nam, jak sądy polskie mogą reagować na orzeczenie TSUE. Jeszcze przed zamknięciem rozprawy 1 października 2019 r. złożyliśmy w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie wiele pism, w których wykazywaliśmy, że postanowienia o indeksacji i odesłaniach do tabel kursowych określają przedmiot główny umowy – który nie został sformułowany jednoznacznie, jest nieuczciwy i bez niego umowa nie może się ostać. Nasza argumentacja potwierdziła się w wyroku TSUE w sprawie Dziubak – wskazywała jeszcze przed ogłoszeniem orzeczenia Barbara Garlacz, pełnomocniczka frankowiczów.

Okazało się jednak, że sąd zmienił wyrok pierwszej instancji. Uznał, że nie ma powodu, aby unieważniać umowę. Postanowił ją przekształcić w kredyt złotowy.

Dlaczego nie orzekł o nieważności? Najprawdopodobniej (w ustnych motywach orzeczenia zostało to jedynie zasugerowane, a nie padło wprost) sąd doszedł do wniosku, że choć klauzula indeksacyjna miała niedozwolony charakter, nie była związana z tzw. postanowieniem głównym umowy.

Sąd wskazał zarazem, że do rozstrzygnięcia pozostanie, w jaki sposób taki kredyt będzie oprocentowany i czy w ogóle powinien być. To jednak nie było przedmiotem rozpoznawanej sprawy, a zatem zajmie się tym inny skład sędziowski w prawdopodobnym kolejnym postępowaniu.

Barbara Garlacz stwierdziła, że choć wyrok generalnie jest korzystny dla jej klientek, złoży skargę kasacyjną w celu uzyskania jeszcze korzystniejszego rozstrzygnięcia, czyli unieważnienia umowy.

Powodu do zadowolenia nie ma również sektor bankowy. W najlepszym wariancie kredyt frankowy przekształcony w złotowy będzie najniżej oprocentowanym kredytem hipotecznym na rynku (według stawki LIBOR). Gdyby zaś sąd uznał, że oprocentowanie się w ogóle nie należy, bank nic by nie zyskał, a biorąc pod uwagę konieczność rozliczania się z franków przez lata – stracił. W samej relacji bank – kredytobiorca zaś rozstrzygnięcie w swych skutkach finansowych przypominałoby unieważnienie umowy.

– Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie można określić mianem eksperymentalnego – komentuje Jerzy Bańka, wiceprezes Związku Banków Polskich.

Wskazuje, że z punktu widzenia banków cieszy to, że sąd nie dopatrzył się powodów do unieważnienia umowy.

– Zaskakujące jednak jest przekształcenie umowy w kredyt złotowy, podczas gdy dekadę temu żadna ze stron nie brała pod uwagę wariantu udzielenia i wzięcia takiego kredytu. Dobrze by było, gdyby sądy przy kształtowaniu na nowo umów sprzed lat zwracały uwagę na to, jakie zachowanie stron byłoby w chwili zawarcia umowy racjonalne – podkreśla ekspert.

I dodaje, że bez wątpienia żaden bank nie zawarłby kredytu bez oprocentowania lub z oprocentowaniem wielokrotnie niższym od rynkowego.

– Dostrzegam potrzebę odniesienia się przez Sąd Najwyższy i do tej sprawy, i do kolejnych, które na pewno będą. Dopiero uchwała SN przyniesie nam odpowiedź na pytanie, jak powinno się w Polsce odczytywać wyrok TSUE. Im szybciej któryś z sądów powszechnych zada pytanie prawne Sądowi Najwyższemu, tym lepiej – uważa Jerzy Bańka.

Do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez SN – gdyby orzeczenie sądu apelacyjnego stało się wyznacznikiem kolejnych – możliwe są trzy podstawowe warianty, wszystkie korzystne dla kredytobiorców.

Jeden to stwierdzenie nieważności umowy (strony oddają sobie wzajemnie to, co wzięły od drugiej – czyli kredytobiorca musi od razu oddać dużą kwotę bankowi, ale jednocześnie kwota ograniczona jest do tej z chwili brania kredytu, a nie dzisiejszej, zaś dotychczasowe wpłaty mogą być przeznaczone na jednorazowy zwrot kredytu), drugi – kredyt po przekształceniu w złotowy oprocentowany będzie stawką LIBOR, oraz trzeci – kredyt okaże się darmowy.

>>> Czytaj też: Reich: Franki? Tego problemu można było uniknąć [WYWIAD]

Orzecznictwo

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 14 października 2019 r., sygn. akt VI ACa 264/19.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj