Spór dotyczył kredytu indeksowanego we frankach szwajcarskich udzielonego 11 lat temu małżeństwu Dziubaków przez Raiffeisen Bank. Wcześniej w tej sprawie Sąd Okręgowy w Warszawie zwrócił się z pytaniami do TSUE, który uznał, że prawo unijne pozwala na unieważnienie umowy kredytowej zawartej w obcej walucie, jeśli zawierała klauzule niedozwolone. Już przed złożeniem pytań stołeczny sąd stwierdził abuzywność sposobu indeksowania spornego kredytu, bo stawki określał wyłącznie bank. Pytał jedynie o to, czy powoduje to konieczność rozwiązana umowy, czy jedynie wykreślenia z niej niedozwolonych postanowień.

Czego chcieli kredytobiorcy

Tego pierwszego domagali się pełnomocnicy powodów, wskazując, że po usunięciu z umowy postanowień dotyczących indeksacji (tzw. odfrankowieniu) niemożliwe będzie obliczenie wysokości zobowiązania kredytobiorców. TSUE w wyroku C-260/18 uznał, że jeśli po usunięciu abuzywnych klauzul umowa jest niemożliwa do wykonania, należy ją unieważnić. Nie można też niedozwolonych postanowień zastąpić przepisami odwołującymi się do klauzul generalnych, takich jak np. dobre obyczaje, a jedynie przepisami dyspozytywnymi (obowiązującymi, gdy strony nie umówiły się inaczej). Takie zastąpienie jest jednak możliwe wyłącznie wtedy, gdy unieważnienie umowy pogorszyłoby sytuację konsumenta.

W tym przypadku tak by się nie stało. Państwo Dziubakowie zaciągnęli bowiem kredyt na 400 tys. zł, spłacili ok. 240 tys. zł, a według przewidzianych w umowie zasad indeksacji do zapłaty zostało im około 500 tys. zł. Unieważnienie umowy byłoby więc dla nich korzystne. Powodowałoby konieczność rozliczenia między stronami. Państwo Dziubakowie domagali się od banku zwrotu nienależnie zapłaconych rat (234 tys. zł). Jeśli zaś bank chciałby odzyskać wypłaconą sumę kredytu, powinien zainicjować osobne postępowanie. Termin przedawnienia dla banku jednak upłynął, bo wynosi on trzy lata.

Jak argumentował bank

– Prawo ochrony konsumentów ma służyć wyrównaniu pozycji stron, a nie karaniu firm. Rozwiązanie, którego domaga się powód, prowadziłoby zaś do kredytu darmowego, czyli poważnej sankcji dla banku – podnosiła mec. Alicja Szczęśniak reprezentująca Raiffeisen Bank.

Podkreślała, że powodowie złożyli oświadczenie o świadomości ryzyka wynikającego z zaciągnięcia kredytu walutowego i rezygnacji z możliwości wzięcia kredytu w złotówkach.

– Prawdziwym celem powodów jest więc wycofanie się z nierozsądnej decyzji podjętej 11 lat temu. Przez ten czas korzystali zaś z korzystnego oprocentowania i nie kwestionowali mechanizmu indeksacji – wskazywał mec. Ireneusz Stolarski, pełnomocnik banku.

Podkreślił, że choć obecnie kwota zobowiązania jest wysoka, nie wiadomo, jak będzie się ona zmieniać przez kolejne 29 lat, które zostały do spłaty.

Powołał się też na wyrok Sądu Najwyższego z 29 października 2019 r. (sygn. akt IV CSK 309/18), zgodnie z którym sposób indeksowania nie należy do głównych świadczeń w umowie kredytu (choć sprawa ta dotyczyła kredytu denominowanego, a nie indeksowanego), a zatem można zastąpić go przepisami ogólnymi (np. średnią stawką NBP) i zmienić umowę na kredyt złotówkowy oprocentowany według stop WIBOR.

Ireneusz Stolarski argumentował, że unieważnienie umowy państwa Dziubaków spowoduje lawinę pozwów o unieważnienie innych kredytów frankowych, co będzie nieuczciwe wobec innych klientów banku, którzy wzięli kredyty w złotówkach, i tych, którzy mają w nim depozyty. Podkreślał, że bank będzie się wówczas domagał zwrotu całej kwoty kredytu z odsetkami, co nie będzie korzystne dla konsumentów.

– Dominuje przekaz, że banki powinny oddać to, co zabrały. Tymczasem nie są to przecież pieniądze prezesa banku. Bank przyjmuje depozyty, by udzielać kredytów, i wobec tych, którzy te depozyty złożyli, jest zobowiązany do dochodzenia zwrotu swoich należności – podsumował mecenas Stolarski.

Co zdecydował sąd

Sąd Okręgowy w Warszawie postanowił unieważnić umowę. Uznał, że postanowienia dotyczące indeksowania były niedozwolone. Nie były indywidualnie uzgodnione z klientami, wynikały z regulaminu. Były też rażąco dla nich niekorzystne, gdyż bank samodzielnie ustalał zarówno sposób przeliczania sumy kredytu z franków na złotówki, jak i kursy walut, po jakich dokonywano spłat.

– To tak, jakby w umowie najmu wynajmujący w trakcie jej trwania dowolnie ustalał wysokość czynszu. Taka sytuacja jest niedopuszczalna – wyjaśnił sędzia Kamil Gołaszewski.

Wskazał, że choć przepisy konsumenckie nie zabraniają zawierania umów ryzykownych czy wręcz losowych, jednak w tym wypadku bank przerzucił na klientów całość ryzyka kursowego i walutowego. – Kwota kredytu mogła wzrosnąć w sposób nieograniczony i w każdym momencie podczas 40-letniego okresu trwania umowy. Bank natomiast w najgorszym przypadku mógł stracić część z wypłaconej kwoty – uzasadniał sędzia Gołaszewski.

Przede wszystkim jednak bank nie udzielił kredytobiorcom pełnej informacji – nie przeprowadził symulacji kredytu i nie przedstawił oferty kredytu złotówkowego (klienci nie mogli więc w pełni świadomie z niego zrezygnować). Cała umowa była zawierana przez pośrednika, a nie pracownika banku, który poinformował jedynie o możliwości 20–30 proc. wzrostu raty, zatajając niedawne znaczne wahania kursu franka i to, że w dłuższej perspektywie są one nieprzewidywalne. Takie działanie banku, będącego instytucją zaufania publicznego, było sprzeczne z dobrymi obyczajami.

Sąd nie uwzględnił jednak roszczenia powodów o zwrot uiszczonych rat. Uznał bowiem, że roszczenie banku o zwrot sumy kredytu stało się wymagalne dopiero z chwilą stwierdzenia nieważności umowy, a zatem nie przedawniło się i podlega potrąceniu z kwotą wpłaconą już przez powodów. Ponadto sędzia Gołaszewski wskazał, że nie widzi podstaw do ewentualnych roszczeń banku o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału.

Na koniec sąd polecił rozwiązywanie tego typu spraw w drodze mediacji i wyraził smutek, że stroną, która w tym przypadku odmówiła polubownego rozwiązania, był bank. ©℗

>>> Polecamy: Rozczarowani pierwszą falą PPK. Wielkie firmy, mało wygranych