Decyzję ogłosił w poniedziałek Pałac Królewski. Misja obu polityków została przedłużona do 28 stycznia.

Od wyborów w Belgii minęło ponad 230 dni. To pokazuje, jak trudne jest zbudowanie porozumienia między dwiema największymi partiami politycznymi - Nowym Sojuszem Flamandzkim (N-VA) i frankofońską Partią Socjalistyczną (PS). Pomimo starań mediatorów przepaść między tymi ugrupowaniami jest ciągle duża. W negocjacjach koalicyjnych biorą też udział inne duże ugrupowania, w tym CD&V oraz MR.

Przewodniczący N-VA Bart De Wever powiedział w ten weekend w swoim przemówieniu noworocznym, że jego partia chciałaby podnieść najniższe emerytury w zamian za ścisłą politykę migracyjną i ożywienie polityki społeczno-gospodarczej. Podniesienie emerytur to postulat socjalistów. Chociaż PS nie uważa tego gestu za „wyciągniętą rękę”, komentatorzy wskazują, że PS i N-VA mogłyby zbudować razem koalicję.

Mediatorzy będą próbowali jednak znaleźć kompromis między partiami w takich sprawach jak deficyt budżetowy, polityka społeczna (zabezpieczenia społeczne, emerytury itp.), zatrudnienie i rynek mieszkaniowy, klimat oraz migracja.

Podział administracyjno-językowy Belgii praktycznie uniemożliwia wyłonienie zdecydowanego zwycięzcy w wyborach krajowych. O ile we flamandzkojęzycznej Flandrii dużą popularnością cieszą się partie prawicowe, o tyle we francuskojęzycznej Walonii silni są socjaliści.

Przed sześcioma miesiącami Belgowie głosowali w wyborach parlamentarnych. Od tego czasu Belgia tkwi w politycznym ślepym zaułku, a politycy nadal bezskutecznie próbują utworzyć koalicję, która mogłaby wyłonić nowy rząd.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)