"Godzina prawdy", "wyjście ze strefy komfortu", "gorące krzesła" - tak występ byłego burmistrza Nowego Jorku w debacie telewizyjnej w Las Vegas zapowiadała amerykańska prasa. Długo oczekiwana konfrontacja na żywo z innymi pretendentami do nominacji Partii Demokratycznej w listopadowych wyborach prezydenckich możliwa była dzięki zmianie przez władze partii zasad kwalifikacji do debaty, co wzbudziło oburzenie pozostałych ubiegających się o nominację.

Debata była dla Bloomberga pierwszą okazją do pokazania się szerokiej publiczności w telewizji poza wyreżyserowanymi reklamami, których pełno jest w amerykańskich mediach. Dziennik "Washington Post" wylicza, że tylko za pośrednictwem Google'a i YouTube'a w sieci na minutę wyświetla się 30 tys. reklam miliardera finansującego kampanię z własnych środków.

Na scenie w Las Vegas Bloomberg, były Republikanin, pojawił się w niebieskim (kolor Partii Demokratycznej) krawacie i z przypinką z amerykańską flagą. Rywale w walce o partyjną nominację atakowali go od pierwszych minut debaty.

Wypominając mu wypowiedzi sprzed lat, senator z Massachusetts Elizabeth Warren już na początku debaty stwierdziła, że Demokraci nie mają szans na zwycięstwo, jeśli wybiorą kandydata z "przeszłością szykanowania kobiet" i "wspierania rasistowskiej polityki". "Demokraci podejmą wielkie ryzyko, jeśli zastąpią jednego aroganckiego miliardera drugim" - podkreśliła, odnosząc się do urzędującego prezydenta Donalda Trumpa.

W centrum debaty znalazła się kontrowersyjna praktyka "stop and frisk", uprawniająca funkcjonariuszy nowojorskiej policji do zatrzymywania, przesłuchiwania i przeszukiwania osób, które wydają im się podejrzane, czego ofiarą padały głównie mniejszości etniczne.

Tracący w sondażach były wiceprezydent Joe Biden uznał takie metody działań policji za odrażające. Senator ze stanu Vermont Bernie Sanders ocenił z kolei, że poparcie Bloomberga w przeszłości dla "stop-and-frisk" spowoduje, iż w przypadku nominowania miliardera na kandydata Partii Demokratycznej w wyborach od ugrupowania tego odwrócą się wyborcy o innym niż biały kolorze skóry.

Wstrzemięźliwy w okazywaniu emocji podczas debaty Bloomberg przepraszał za "stop-and-frisk" i bronił swoich szans w starciu z Trumpem. "Wiem, jak rywalizować z aroganckim oszustem, który pochodzi z Nowego Jorku" - zapewniał ósmy, według magazynu "Forbes", najbogatszy Amerykanin.

Pytany o to, kiedy ujawni zwoje zeznania podatkowe, Bloomberg odpowiedział, że "zajmuje to dużo czasu" i upubliczni je "za kilka tygodni". Zapewniał też, że na swój imponujący majątek uczciwie zapracował.

Miliarder podkreślił, że nie wierzy, iż Sanders - określający się jako "demokratyczny socjalista" - ma szanse na pokonanie Trumpa, i zarzucał mu komunizm. "Najbardziej znany socjalista w tym kraju okazuje się być milionerem z trzema domami" - mówił o senatorze z Vermontu.

Oskarżenia o komunizm pod swoim adresem Sanders, nowy lider ogólnokrajowych sondaży Demokratów, nazwał "tanim chwytem". W debacie po raz kolejny koncentrował się na problemie nierówności społecznych i zapewniał, że Stany Zjednoczone stać na program powszechnej opieki medycznej.

Od dwójki tej dystansował się były burmistrz miasta South Bend - Pete Buttigieg. Wyraził on opinię, że Amerykanie nie utożsamiają się ani z "socjalistą, który uważa, że kapitalizm to źródło wszystkiego, co złe," ani z "miliarderem, który myśli, że pieniądze powinny być źródłem każdej władzy".

Zadowolenie z możliwości konfrontacji z Bloombergiem wyraziła senator ze stanu Minnesota Amy Klobuchar. Jej zdaniem były burmistrz Nowego Jorku "nie powinien chować się za reklamami telewizyjnymi".

Do debaty Demokratów w Nevadzie odniósł się w środę Trump, który w środowy wieczór miał w sąsiedniej Arizonie wiec wyborczy. "Słyszałem, że (Bloomberg) jest dziś miażdżony" - mówił do tłumu swoich zwolenników.

Po prawyborach w Iowa i New Hampshire w wyścigu o prezydencką nominację Demokratów prowadzi Buttigieg, a tuż za nim plasuje się Sanders. Na sobotę zaplanowano prawybory w Nevadzie, tydzień później odbędą się prawybory w Karolinie Południowej.

Demokraci ostatecznie mają wskazać kandydata na prezydenta w lipcu. Wybory prezydenckie, w których o reelekcję ubiega się Trump, zaplanowano na 3 listopada.

>>> Czytaj też: To miliarderzy dewastują klimat. Nie będą go jednak w stanie naprawić