Dlaczego nie możemy sfotografować twarzy siostry?

Bo my na zdjęciach nie pokazujemy całej twarzy.

Wierzycie jak Indianie, że wraz z wizerunkiem kradną wam duszę?

(śmiech) Nie wszystkie wspólnoty kultywują ten zwyczaj, ale u nas jeszcze obowiązuje.

Ja siostrę widzę. Przez kratę, ale widzę.

Jeszcze niedawno mógłby mnie pan tylko słyszeć, bo oddzielałaby nas również zasłona. To stara karmelitańska tradycja, tak jak krata – symbol odsunięcia się od świata.

Bo siostra jest poza nim?

Sens klauzury polega na pójściu na pustynię. I ja też jestem tu na pustyni, choć wokół pola, ale od świata oddziela nas krata.

Mnisi, nawet surowi kameduli, pokazują twarze.

W męskich klasztorach nie ma też krat, a u nas są. To zapewne jest związane ze starożytną, dość pesymistyczną wizją kobiety, którą trzeba chronić. Mężczyźni czuli się odpowiedzialni za to, by nas chronić, czyli zamknąć za kratą… (śmiech)

Jak siostrę zamknę, to ją chronię czy raczej więżę?

Świat różnie dziś na to patrzy. W tradycji krata miała nas przed nim chronić, od niego oddzielać.

Jak sobie dać radę w samotności? To bardzo aktualne pytanie.

Mogę oczywiście powiedzieć, że jeśli to się wybiera i robi dla Boga, to ta samotność jest wypełniona modlitwą i odczuwa się ją inaczej, ale pewnie to pana nie zadowoli?

Cały wywiad z s. Marią Anastazją od Krzyża przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP