Rząd największej gospodarki europejskiej od dawna daje odpór wezwaniom urzędników z Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Europejskiego Banku Centralnego oraz administracji Donalda Trumpa, że powinien wydawać i pożyczyć więcej.

Ministrowie finansów, popierani przez wyborców, nalegali, aby zrównoważone budżety i niski dług publiczny były rozważną polityką gromadzącą amunicję na wypadek kryzysu.

Scenariusz ten zmaterializował się teraz wraz z wybuchem pandemii koronawirusa. Kanclerz Angela Merkel wykorzystuje dużą przestrzeń fiskalną Niemiec, aby wspomóc gospodarkę pakietem ratunkowym w wysokości 540 miliardów euro.

Działania te skłaniają niektórych ekonomistów do pytania, czy największa gospodarka Europy postąpiła dobrze unikając deficytów, stosując politykę tak zwanego "czarnego zera", przez większą część ostatniej dekady.

>>> Czytaj też: FED: Wielkie banki powinny zebrać 200 mld dol. kapitału, by wesprzeć amerykańska gospodarkę

Holger Schmieding, główny ekonomista w Berenberg Bank z Hamburga uważa, że pod względem fiskalnym Niemcy mają poczucie, że ich działanie było absolutnie uzasadnione. "Teraz mamy najgorsze gradobicie w historii pokoju i mamy środki, aby temu przeciwdziałać" – powiedział Schmieding.

Takie też jest przesłanie Olafa Scholza, niemieckiego ministra finansów, który jest nieugięty w przekonaniu, że obecny kryzys pokazuje mądrość polityki zrównoważonych budżetów realizowanej przez niego i jego poprzednika Wolfganga Schaeuble.

"Kiedy mówiłem, dlaczego warto obniżyć dług publiczny, moim argumentem zawsze było, że może wystąpić kryzys" - powiedział 25 marca telewizji Bloomberg. "Teraz mamy siłę i wykorzystamy ją" - dodał.

Podobne nastroje panują w całej północnej Europie, nie tylko w Austrii i Holandii. W Szwajcarii minister finansów w zeszłym miesiącu przedstawił pakiet stymulacyjny o wartości 20 miliardów franków (20,4 miliarda dolarów) z uwagą, że skoro kraj spłacał dług od lat, to teraz stać go było na wydatki. 

Jednak są też tacy, którzy politykę „czarnego zera” widzą nieco inaczej. Marcel Fratzscher, główny ekonomista instytutu DIW w Berlinie i były urzędnik EBC, utrzymuje, że Niemcy powinny przez lata wydawać więcej na swoją gospodarkę i że jakakolwiek obrona polityki fiskalnej "czarnego zera" jest całkowicie mylna. Według niego dług na poziomie 50 proc. lub 70 proc. produktu krajowego brutto „nie robi różnicy”.

„Nie zgodziłbym się z tezą, że Niemcy mogą teraz tyle wydać, ponieważ w przeszłości zawsze trzymały się zrównoważonego budżetu” - powiedział. „Gdyby więcej inwestowali, mieliby dokładnie taką samą zdolność reagowania na kryzys, jak dziś”.

Jednak na niemieckich urzędników podobne argumenty nie działają. Dlatego lata usilnych starań, aby unikać deficytów oraz zapisy w konstytucji ograniczające dług publiczny sprawiły, że Niemcy zyskały reputację skąpca uprzemysłowionego świata.

Szef Bundesbanku Jens Weidmann udzielił wywiadu tuż przed wybuchem kryzysu, w którym napomknął, jak często musiał wysłuchiwać krytyki niemieckiej polityki fiskalnej. „To debata, do której byliśmy przyzwyczajeni od dłuższego czasu” - powiedział.

Europejski Bank Centralny, którego publiczna retoryka uniemożliwia urzędnikom sprecyzowanie działań poszczególnych krajów, od dawna wyczekiwał bodźca fiskalnego ze strony Niemiec, który mógłby pomóc nie tylko niemieckiej gospodarce, ale też całej strefie euro w czasie, gdy własne narzędzia monetarne EBC zostały wyczerpane.

Prawdą jest, że teraz, gdy kraje Unii Europejskiej zobowiązały się do walki z nadchodzącą recesją, ich zdolność do taniego korzystania z rynków jest potencjalnym dobrodziejstwem dla sąsiadów. Przy rekordowo niskich stopach procentowych rząd kanclerz Angeli Merkel może pożyczać pieniądze praktycznie za darmo.

„Kraje, takie jak Niemcy i Holandia, posiadające tę przestrzeń fiskalną są teraz dobre dla wszystkich, ponieważ zapewniają wsparcie fiskalne” - powiedział Volker Wieland, członek Niemieckiej Rady Ekspertów Ekonomicznych. „Utrzymują niższe stawki i pomagają innym krajom uzyskać dostęp do rynku.”

Bez względu na to, jak ten argument się rozwija, nie ulega wątpliwości, że teraz, gdy wybuchł kryzys, niemieccy konserwatyści podatkowi mają poczucie, że się nie mylili. "Ci, którzy przestrzegali zasad, mają teraz przestrzeń fiskalną" - powiedział w rozmowie z telewizją Bloomberg Otmar Issing, były ekonomista EBC i urzędnik Bundesbanku. "Ci, którzy tego nie robili, teraz mają problemy" - dodał.

>>> Czytaj też: Polska z najwyższą inflacją w regionie. Kryzys bardzo szybko zdusi wzrost cen