Pandemia zatapia świat, a tonący lockdownu się chwyta

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
25 kwietnia 2020, 13:30
Kwarantanna domowa. Pandemia. Koronawirus. Epidemia
Kwarantanna domowa. Pandemia. Koronawirus. Epidemia/ShutterStock
Zamknięcie ludzi w domach i paraliż gospodarki nie mogą być standardową odpowiedzią na przyszłe kryzysy zdrowotne. Na szczęście istnieją inne opcje

Zacznijmy od eksperymentu myślowego, który wymaga cofnięcia się do czasów sprzed pandemii. Niech to będzie listopad 2019 r. W Nibylandii rozkręca się kampania wyborcza. Na wiecu polityk wiodącej partii podkreśla, że tylko on zna sposób na zapewnienie powszechnego dobrobytu. Gromkie brawa! Wtem ktoś z tłumu zadaje dociekliwe pytanie: „Naukowcy zwracają uwagę na ryzyko wybuchu pandemii groźnego wirusa, która może sparaliżować świat. Jakie rozwiązania proponuje pan na taką ewentualność?”.

Zbity z pantałyku polityk milczy przez chwilę, w końcu odzyskuje rezon. „W razie wybuchu pandemii zamkniemy wszystkich was w domach na nieokreślony bliżej okres. Część firm, a więc i miejsc pracy, zostanie zlikwidowana na podstawie dekretu napisanego na kolanie przez ministra, który nie będzie miał zielonego pojęcia o gospodarce. Za nieposłuszeństwo ukarzemy mandatami do 30 tys. zł, a nawet aresztem. Na wszelkie głosy krytyki będziemy odpowiadać, że inni robią to samo” – mówi w nagłym przypływie szczerości polityk. Na ile głosów mógłby liczyć, zakładając, że wyborcy zachowaliby minimum rozsądku? Właśnie, na okrągłe zero. To oczywiste, że lockdown nie może być standardową odpowiedzią na zagrożenie epidemiczne. Nie dlatego, że jest nieskuteczny (bo prawdopodobnie jest), lecz dlatego że nie zdobyłby demokratycznej legitymacji. Ale czy rządy będą mogły reagować na przyszłe kryzysy zdrowotne inaczej, niż fundując obywatelom areszt domowy? Niektóre już to robią.

W Szwecji lockdownu nie ma, ale to akurat strzał kulą w płot. Po pierwsze, liczba zgonów z powodu korona wirusa jest tam relatywnie wysoka (w porównaniu np. do Norwegii i Finlandii, które zamknęły swoje społeczeństwa). Po drugie, podobnie jak w innych krajach, w Szwecji wprowadzono pewne ograniczenia wolności obywatelskich (np. zakazano zgromadzeń większych niż 50 osób). Po trzecie, rząd w Sztokholmie nie stosuje oryginalnych narzędzi zwalczania epidemii. Liczy się raczej na szczęśliwy traf, czyli na samorzutne wytworzenie się w narodzie odporności stadnej.

Cały tekst przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj