Pożar bagiennych łąk i lasu w tzw. basenie środkowym Biebrzańskiego Parku Narodowego trwał – z przerwami – od godzin wieczornych 19 kwietnia; akcję gaśniczą strażacy zakończyli w minioną niedzielę po południu. Z danych ze zdjęć satelitarnych wynika, że pożar objął powierzchnię prawie 5,3 tys. ha.

W działaniach ratowniczo-gaśniczych brało udział kilkaset osób, oprócz strażaków zawodowych i OSP m.in. żołnierze obrony terytorialnej, służba parkowa i leśna, okoliczni mieszkańcy. W akcjach z powietrza wykorzystywano samoloty i śmigłowce m.in. Lasów Państwowych, policji i SG. Straty materialne i przyrodnicze nie zostały jeszcze oszacowane. Według dotychczasowych informacji, pożar miał charakter powierzchniowy, czyli nie objął pokładów torfu.

Śledztwo dotyczące pożaru wszczęła Prokuratura Okręgowa w Białymstoku. Wpłynęły do niej materiały wstępnie zebrane przez policję jeszcze przed wszczęciem tego postępowania oraz zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, złożone przez dyrektora Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Jak poinformował PAP w poniedziałek rzecznik białostockiej prokuratury okręgowej Łukasz Janyst, przyjęta obecnie kwalifikacja prawna śledztwa to sprowadzenie zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mające postać pożaru, spowodowanie zniszczeń w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach oraz niszczenie lub istotne zmniejszenie wartości przyrodniczej prawnie chronionego terenu lub obiektu.

Reklama

Przy takiej kwalifikacji prawnej, jeśli sprawca działa umyślnie, grozi do 10 lat więzienia; jeśli nieumyślnie - do 5 lat.

Przyczyna pożaru nie jest znana. W ocenie strażaków, wiele wskazuje na działanie człowieka i wykluczają takie okoliczności, jak np. wyładowania atmosferyczne czy awaria, zwarcie instalacji elektrycznej, bo na terenie pożaru nie było burzy, nie ma też linii energetycznych. "W takiej sytuacji, przy tej skali pożaru, możemy tylko powiedzieć, że tutaj brał na pewno udział (w powstaniu pożaru) człowiek. Natomiast, czy to było umyślne, czy nieumyślne, czy przypadkowe, przez nieostrożność czy głupotę, to nie jesteśmy (w stanie) tego na chwilę obecną stwierdzić" - mówił w niedzielę PAP Marcin Janowski, oficer prasowy Komendy Wojewódzkiej PSP w Białymstoku.

Dyrektor BPN jest przekonany, że doszło do celowego podpalenia łąk. Dlatego podjął decyzję o wyznaczeniu nagrody w kwocie 10 tys. zł za wskazanie sprawcy.

Biebrzański Park Narodowy poinformował też w poniedziałek rano, że na specjalne konto pod hasłem "darowizna pożar 2020", z przeznaczeniem na wsparcie okolicznych jednostek OSP wpłynęło dotąd blisko 3,3 mln zł, dzięki wpłatom 35,4 tys. osób i firm. Konto zostało założone niespełna tydzień temu. Park przypomniał też, że nie patronuje żadnym innym zbiórkom "krążącym w internecie" - finansowym ani żywności.

>>> Czytaj też: Susza się nasila. W przypadku niższych zbiorów będzie zmniejszany eksport