Wynajem krótkoterminowy, czyli Airbnb, właśnie dogorywa

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
10 maja 2020, 09:00
Turyści w Wenecji
Turyści w Wenecji/PAP/EPA
Turyści go pokochali, stali mieszkańcy znienawidzili. Wynajem krótkoterminowy, czyli Airbnb, właśnie dogorywa na naszych oczach za sprawą koronawirusa

Airbnb to zorganizowana działalność przestępcza. Niszczy centra miast, zamieniając je w drogie pustynie, a finansowaną przez ogół przestrzeń publiczną zamieniając w wybiegi dla turystów. Przyczynia się do tego, że brakuje mieszkań na wynajem dla normalnych ludzi, a kupno staje się zbyt drogie ze względu na spekulantów. Poza tym rujnuje uczciwe hotelarstwo”. Takich komentarzy pod tekstami o problemach turystyki i zapaści na rynku wynajmu krótkoterminowego jest zatrzęsienie. Na zagranicznych serwisach inne języki, ale ton podobny.

Przeciwko wynajmowi krótkoterminowemu od dawna protestowali m.in. mieszkańcy Barcelony. Władze wielu europejskich krajów postanowiły ograniczyć jego ekspansję. Także Polakom z bardziej obleganych miast – po początkowym zachwycie jakimikolwiek turystami, którzy uznali nasz kraj za warty odwiedzenia – coraz bardziej zaczęły przeszkadzać rosnące ceny najmu i zamienianie całych budynków na quasi-hotele. Teraz, w czasie pandemii – gdy kolejne gałęzie gospodarki więdną z powodu zakazu prowadzenia działalności lub braku klientów, a najbardziej cierpią te uzależnione od turystów, jak gastronomia i hotelarstwo – właściciele mieszkań na krótkoterminowy wynajem nie mogą liczyć na współczucie. Wręcz przeciwnie. Niektórzy mówią wprost o szczęściu w nieszczęściu, upatrując w obecnym przetasowaniu szansy na uwolnienie rynku mieszkaniowego od licznych patologii. W końcu z dnia na dzień tysiące mieszkań opustoszało (eksperci zaznaczają jednak, że pogorszenie koniunktury na tym rynku było widoczne już wcześniej).

Czym branża sobie zasłużyła na złą opinię? Przede wszystkim tym, jak zmieniła miasta. Dziś, jak słyszymy od stałych mieszkańców, często nie poznają oni swojej najbliższej okolicy. W Polsce rzecz dotyczy przede wszystkim Krakowa i Sopotu. Ubiegły rok był w dawnej stolicy Polski rekordowy. Odwiedziło ją – i wydało tu 7,5 mld zł – ponad 14 mln turystów, co przez miesiące zasilało ekonomiczny krwiobieg miasta.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Magazyn - eDGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj