Borrell określił decyzję parlamentu ChRL jako niezgodną z międzynarodowymi zobowiązaniami tego kraju (wspólną deklaracją chińsko-brytyjską z 1984 r.) i prawem Hongkongu.

„Nasze stosunki z Chinami oparte są na wzajemnym szacunku i zaufaniu, ale ta decyzja to podważa. (...) Poruszymy tę kwestię w naszym stałym dialogu z Chinami” - powiedział na konferencji prasowej.

Zdaniem szefa dyplomacji UE decyzja Pekinu grozi poważnym naruszeniem zasady „jednego kraju, dwóch systemów” i autonomii specjalnego regionu administracyjnego Hongkongu.

Reklama

Chiński parlament zatwierdził w czwartek decyzję, zgodnie z którą prawo o bezpieczeństwie narodowym ma zostać opracowane w Pekinie i nadane Hongkongowi z pominięciem lokalnych organów ustawodawczych. Według hongkońskiej opozycji i wielu zagranicznych komentatorów jest to wyraźne naruszenie zasady „jednego kraju, dwóch systemów”, która przewiduje szeroką autonomię regionu.

Projekt wywołał protesty w Hongkongu i zaognił spór między Chinami i USA.

Zgodnie z decyzją przepisy dotyczące zwalczania separatyzmu, terroryzmu, działalności wywrotowej i zagranicznych ingerencji w sprawy Hongkongu mają zostać opracowane w Pekinie, a następnie wprowadzone w byłej brytyjskiej kolonii. Decyzja otwiera również drogę do powołania w Hongkongu agencji rządu centralnego odpowiedzialnych za „ochronę bezpieczeństwa narodowego zgodnie z prawem”.

Obecnie nie jest jasne, jaki będzie konkretny kształt przepisów, ale plan narzucenia ich Hongkongowi z pominięciem lokalnego parlamentu oceniany jest jako ograniczenie autonomii regionu, którego mieszkańcy cieszą się swobodami niedostępnymi w Chinach kontynentalnych.

Władze twierdzą, że wprowadzenie tego prawa jest konieczne, by chronić bezpieczeństwo narodowe w Hongkongu i powstrzymać antyrządowe protesty, które wstrząsały regionem przez całą drugą połowę 2019 roku i regularnie przeradzały się w starcia z policją. Chińscy urzędnicy zarzucali protestującym separatyzm i porównywali ich działania do terroryzmu.

Hongkońska opozycja obawia się tymczasem, że chińskie służby bezpieczeństwa będą teraz mogły nawet w Hongkongu aresztować i zamykać ludzi w więzieniach za krytykę komunistycznego rządu, upamiętnianie masakry na placu Tiananmen w Pekinie w 1989 roku czy wzywanie do demokracji. Przedstawiciele opozycji oceniali, że oznacza to utratę wolności wypowiedzi i „koniec Hongkongu, jaki znamy”.

Szefowa władz Hongkongu Carrie Lam przekonywała, że przepisy o bezpieczeństwie narodowym dotyczą wąskiego zakresu działań i nie wpłyną na prawa i swobody Hongkończyków. Opozycja ocenia jednak, że nawet jeśli w praktyce ukaranych zostanie niewiele osób, wywoła to strach u wszystkich innych.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

>>> Czytaj też: Wielka Brytania zaoferuje Hongkończykom obywatelstwo? Chiny grożą odwetem