"Z jednej strony koronawirus, a z drugiej pewien megatrend (odchodzenia od węgla i stawiania na OZE - PAP) muszą przyczynić się do tego (...), żeby zmniejszyć produkcję węgla w kraju i dopasowywać ją do zapotrzebowania konsumpcyjnego energii, zapewniając w jakiejś mierze bezpieczeństwo energetyczne. Ale trzeba również przyjąć do wiadomości, że bez węgla importowanego nasza gospodarka sobie po prostu nie poradzi" - powiedział w środę prezes podczas internetowej sesji konferencji Economic Security Forum ECONSEC.

W ocenie Heryszka, import węgla jest uzasadniony z dwóch przyczyn - chodzi np. o niskosiarkowe gatunki węgla dla ciepłownictwa, jakich nie produkują polskie kopalnie, ale także o ceny importowanego surowca, który jest tańszy od krajowego.

"Nie jesteśmy w stanie zejść z kosztem produkcji tony węgla energetycznego do takiego poziomu, który dzisiaj i w perspektywie jeszcze 24 miesięcy prawdopodobnie będzie panował w basenie Morza Bałtyckiego, w portach ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia) czy nawet w Newcastle w Australii" - ocenił Heryszek.

Reklama

Jego zdaniem, jeżeli węgiel importowany w długim horyzoncie czasowym jest na północy Polski tańszy od surowca krajowego, trudno dziwić się właścicielom źródeł ciepła, że wybierają towar tańszy, starając się przy tym tak dywersyfikować źródła zaopatrzenia, by zapewnić sobie bezpieczeństwo dostaw surowca.

"Idealnym rozwiązaniem byłoby zapewnienie krajowych potrzeb na poziomie 60-70 proc. konsumpcji węgla, uzupełniając od 30 do 40 proc. pozostałego zapotrzebowania węglem importowanym, w zależności od tego, czy ten węgiel jest tańszy o jakiś procent" - uważa prezes Węglokoksu, wyspecjalizowanego w handlu węglem.

W opinii Heryszka, obecnie możliwe są kontrakty na sprzedaż polskiego węgla za granicę jedynie w obszarze tzw. renty geograficznej polskich kopalń, czyli w krajach nieodległych od Polski. Eksport w innych kierunkach jest nieopłacalny.

"Dzisiaj mówimy o sytuacji, w której ceny w portach ARA czy w porcie w Gdańsku - poniżej 8,50 zł za gigadżul (energii uzyskanej z węgla - PAP) - to cena, która nie mieści się nawet w koszcie produkcji węgla w naszych rodzimych kopalniach" - wyjaśnił Heryszek. Tłumaczył, że na efektywność produkcji w śląskich kopalniach wpływa m.in. rosnąca głębokość eksploatacji, kończące się zasoby czy konieczność naprawy szkód górniczych.

"Ekonomii nikt nie będzie w stanie pokonać; to ekonomia dyktuje cenę i relację kosztu jednostkowego do ceny jednostkowej" - podsumował Heryszek. Zapewnił, że Węglokoks, będący największym akcjonariuszem Polskiej Grupy Górniczej, nadal będzie aktywnie uczestniczył w procesie restrukturyzacji górnictwa węgla energetycznego, by zapewnić gospodarce dostawy węgla na kolejne ok. 20 lat.

"Z pewnością wpisujemy się w konsolidację tych tzw. brudnych aktywów węglowych. Nie używałbym słowa +niechcianych+, ale tych, które są potrzebne dlatego, że podstawą w miksie energetycznym jeszcze (...) w perspektywie prawdopodobnie ok. 20-25 lat będzie w 40 proc. węgiel kamienny. Więc myślę, że Węglokoks będzie jeszcze miał przez wiele lat co robić" - powiedział Heryszek na forum konferencji ECONSEC online.

W ocenie prezesa Węglokoksu, w perspektywie kilku-kilkunastu najbliższych miesięcy, polska gospodarka będzie musiała zmierzyć się z problemem ponad 7-milionowych zapasów niesprzedanego węgla przy kopalniach, jednak przyszłość górnictwa należy widzieć również w szerszym kontekście unijnej polityki odchodzenia od węgla i budowy Europejskiego Zielonego Ładu. "Pandemia te procesy przyspiesza" - uważa Heryszek, wskazując m.in. na systematyczny wzrost - także w Polsce - ilości energii z odnawialnych źródeł, w połączeniu ze spowodowanym pandemią spadkiem zapotrzebowania na energię.

>>> Polecamy: Tania benzyna to przeszłość. Nie przyzwyczajajmy się do 4 złotych za litr benzyny