Wyniki spółek paliwowych w I kwartale były słabe, ale już nie tak złe jak w IV kw. 2008 r., kiedy PKN miał 3,05 mld zł straty netto, a Lotos 904 milionów zł. Prognozy wskazują, że ich straty wyniosą kilkaset mln zł, głównie z powodu przeszacowania kredytów walutowych. W Lotosie na wyniki wpłynie też zakończony właśnie przestój remontowy.

Marcin Palenik z Millennium DM szacuje, że w I kwartale strata netto PKN wyniesie 730 mln zł, a Lotosu 322 mln zł. Paweł Burzyński z DM BZ WBK zakłada 662 mln zł straty netto PKN i 643 mln zł Lotosu. Do publikacji wyników przez Lotos i zakończenia przez PKN Orlen negocjacji z bankami o aneksowaniu niektórych umów kredytowych, analitycy zalecają ostrożność.

- Nasze obowiązujące zalecenie dla obu spółek to kupuj. Jednak w przypadku PKN, dopóki nie poznamy wyników negocjacji z bankami, w krótkim terminie zalecałbym ostrożność. Do tego momentu nie można wykluczyć nerwowości na papierach. W przypadku Lotosu do zakupów akcji będzie można podejść po wynikach kwartalnych, które mogą doprowadzić do korekty kursu - mówi Kamil Kliszcz z DI BRE.

Również Paweł Burzyński, po ostatnim silnym wzroście kursu, w perspektywie miesiąca zaleca inwestorom niedoważanie akcji Lotosu. Od dołka notowań na początku lutego kurs spółki wzrósł o ok. 120 proc. W długim terminie utrzymuje zalecenie kupuj dla akcji obydwu spółek, preferuje inwestycje w Lotos. Według analityka, firmie nie grożą problemy płynnościowe, czego się obawiał rynek pod koniec 2008 r. w związku z rozbudową mocy produkcyjnych (program 10+), bo Lotos ma zapewnione finansowanie projektu.

- Istotnym długoterminowym czynnikiem potencjału wzrostowego kursu Lotosu jest sygnalizowana, ale nie wliczana przez nas w wycenę, zmiana regulacji co do utrzymywania przez PKN i Lotos zapasów obowiązkowych paliw - mówi Paweł Burzyński.

Dodaje, że jeśli w czerwcu, zgodnie z zapowiedziami resortu gospodarki, zapadnie decyzja o zmianie zasad utrzymywania rezerw obowiązkowych, można oczekiwać podwyższenia wyceny Lotosu przez analityków. Dla tej spółki ta zmiana będzie najbardziej korzystna. Firma nie będzie bowiem zmuszona do skokowego rozbudowywania rezerw w latach 2011-2012 po zwiększeniu mocy w ramach projektu 10+. Może od państwa dostać pieniądza za część utrzymywanych rezerw.

- Jeśli państwo zdecydowałoby się wykupić rezerwy od Lotosu, oznaczałoby to, iż wycena spółki mogłaby się zwiększyć o 21-23 zł - dodaje.

Kamil Kliszcz ocenia, że zmiany dotyczące rezerw obowiązkowych (obowiązek ich magazynowania miałoby przejąć państwo) są bardzo prawdopodobne w związku z pracami Komisji Europejskiej, która chce, aby zapasy obowiązkowe były bezproblemowo dostępne. Inny pogląd prezentuje Marcin Palenik z Millennium DM, który niedawno obniżył rekomendację dla Lotosu do redukuj, a cenę docelową wyznaczył na 14,4 zł, podczas gdy DM BZ WBK i DI BRE ustaliły ją odpowiednio na 32,6 i 26,7 zł. Szacuje, że na koniec 2010 r. zadłużenie Lotosu wyniesie 6,5 mld zł. W wypadku słabej koniunktury i niskich marż rafineryjnych może się okazać, że wartość długu przewyższa całkowitą wartość majątku spółki.

- Biorąc pod uwagę aktualną koniunkturę i jej perspektywy na najbliższe kwartały, akcje Lotosu są gorszą inwestycją niż akcje PKN przy aktualnych cenach akcji - ocenia analityk Millennium DM. Sceptycznie ocenia zmiany w rezerwach obowiązkowych.

- Trzeba poczekać na konkretne propozycje i zaopiniowanie przez Ministerstwo Finansów. Trudno sobie wyobrazić, aby rząd łatwo znalazł 5 mld zł w czasie kryzysu na wykup zapasów obowiązkowych od Lotosu i PKN - dodaje.