Umocnienie złotego nie zaszkodzi eksportowi

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
13 sierpnia 2009, 04:39
Dynamika eksportu i importu w I poł. 2009 r.
Dynamika eksportu i importu w I poł. 2009 r./DGP
Opublikowane wczoraj dane o bilansie handlowym w czerwcu to prawdopodobnie jedna z ostatnich informacji o w miarę zbilansowanym handlu zagranicznym.

NBP poinformował wczoraj, że nadwyżka na całym rachunku bieżącym wyniosła w czerwcu 459 mln euro. Rynek spodziewał się, że będzie to 160–170 mln euro. Taki wynik to skutek przede wszystkim gwałtownego zmniejszenia deficytu handlowego. W czerwcu ubiegłego roku wynosił on prawie 1,7 mld euro. W czerwcu tego roku było to już tylko 26 mln euro. Wartość eksportu i importu jest dużo niższa niż przed rokiem – ale to import traci bardziej. W czerwcu spadł o 31,5 proc. Spadek eksportu wyniósł 20,8 proc.

Ekonomiści tłumaczą taką dysproporcję słabym złotym. Średni kurs złotego wobec euro w czerwcu wynosił 4,51 zł. Rok wcześniej było to 3,37 zł. Przez to towary z importu są znacznie droższe. A polski eksport – konkurencyjny cenowo. Jednak w lipcu i w sierpniu złoty się umocnił. Średnia lipcowa to 4,30 zł za euro, a wczorajszy kurs euro w NBP to 4,20 zł. To oznacza, że sytuacja w handlu zagranicznym może się odwrócić. Zresztą ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy, spodziewają się stopniowego zwiększenia deficytu handlowego w drugiej części roku, bo import może stać się bardziej konkurencyjny.

– Złoty się umocnił, ale na razie nie ma obaw, że to zaszkodzi eksportowi. Bo nasza waluta nadal jest dużo słabsza niż przed rokiem, polskie firmy utrzymują więc swoją zwiększoną konkurencyjność – mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. Dodaje, że zmiany kursu szybciej powinny się za to przekładać na import. – Kurs ma większe znaczenie dla importerów, zwłaszcza towarów konsumpcyjnych, bo konsumenci są bardzo wyczuleni na zmiany cen – mówi.

Według Grzegorza Maliszewskiego z banku Millennium prawdopodobne jest, że dynamika spadku importu będzie stopniowo wytracać tempo. – W kolejnych miesiącach różnica między dynamiką eksportu i importu będzie coraz mniejsza. Na niekorzyść eksportu – mówi. Ekonomiści zaraz dodają jednak, że czynnik kursowy nie gra tu głównej roli. Bo sprawa cen importu to jedno, a kwestia siły nabywczej w kraju – to drugie. Nasi rozmówcy różnią się w prognozach popytu wewnętrznego na II połowę roku.

– Drugie półrocze będzie lepsze dla popytu krajowego. Produkcja przemysłowa zacznie się też odbudowywać – uważa Grzegorz Maliszewski. Według Piotra Bielskiego na silny popyt nie ma jednak co liczyć, choćby ze względu na malejącą konsumpcję prywatną. – Będzie ona coraz bardziej zwalniać, bo ludzie mają coraz mniej pieniędzy. W inwestycjach najgłębszy dołek też jest jeszcze przed nami. Być może kurs złotego będzie dla importerów mniej dokuczliwy, ale ze względu na niską skłonność do zakupów import szybko nie odbije – mówi ekonomista BZ WBK.

Eksperci są za to zgodni w jednej sprawie: umocnienie złotego nie będzie oznaczać, że eksport przestanie się dokładać do wzrostu PKB. W I i w II kwartale tzw. kontrybucja eksportu netto we wzrost gospodarczy była duża, zbliżona do 2 pkt proc. I taka może pozostać, a to dlatego, że w ubiegłym roku nierównowaga zewnętrzna Polski była wyjątkowo duża. – Nawet jeśli w III i w IV kwartale będziemy mieli niewielki deficyt handlowy, to i tak będzie on znacznie mniejszy niż rok wcześniej. Dlatego dodatni wpływ eksportu do PKB może być nawet większy niż w I połowie roku – ocenia Piotr Bielski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj