Firmy zamieniły opcje walutowe na nowe długi

Ten tekst przeczytasz w 7 minut
22 sierpnia 2009, 03:00
Zadłużenie przedsiębiorstw z tytułu opcji walutowych
Zadłużenie przedsiębiorstw z tytułu opcji walutowych/Inne
Problem opcji walutowych, które prawie doprowadziły do zapaści rynek finansowy w Polsce, zmienia swoje oblicze. Większość firm obarczonych opcjami obroniła się przed bankructwem, zamieniając je na długoterminowe kredyty.

Problem zmalał do 2,2 mld zł

Po burzliwym okresie, gdy opcjami walutowymi zajmowali się politycy, przedstawiający najczęściej mało odpowiedzialne propozycje rozwiązań, problem opcji rozwiązuje się w końcu sam. Z najnowszych danych UKNF wynika, że zobowiązania przedsiębiorstw z tytułu opcji walutowych skurczyły się z 15 mld zł w styczniu do 2,2 mld zł w lipcu br.

- Tak jak przewidywaliśmy wraz ze spadkiem kursów walut obcych względem złotego problem opcji traci na znaczeniu – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Zobowiązania przedsiębiorstw z tytułu opcji maleją również w sposób naturalny z powodu wygasania i zamykania transakcji. W tym drugim przypadku często dochodziło do konwersji strat na opcjach na kredyty długoterminowe.

W efekcie - według UKNF - do końca bieżącego roku wygaśnie około 40 proc. obecnie otwartych pozycji (w ujęciu wartościowym), a do połowy 2010 roku – 63 proc.

Kredyt zamiast opcji

„Afera” opcji walutowych wygasa, jednak część problemów z nimi związanych przeniosła się na wzrost zadłużenia kredytowego przedsiębiorstw. Ponieważ trudno było przewidzieć zachowanie się złotego, wiele firm zamknęła pozycje na opcjach, aby nie wystawiać się na dalsze ryzyko.

Wraz z zamknięciem pozycji przedsiębiorcy negocjowali z bankami restrukturyzację zobowiązań poprzez konwersję zobowiązań na długoterminowe kredyty złotówkowe.

Dodatkowe obciążenia, wynikające z konieczności spłaty skonwertowanego zadłużenia opcyjnego, będą się ciągnąć za przedsiębiorstwami jeszcze przez wiele lat wpływając negatywnie na ich wyniki i płynność finansową.

Mniej opcji więcej forwardów

Zmienia się również struktura zaangażowania przedsiębiorstw w instrumenty pochodne. Udział w nich opcji w walutowych spadł z 52 proc. w lutym br. do 40 proc. w lipcu, podczas gdy udział transakcji forward zwiększył się z 38 proc. do 41 proc., a swapów z 10 proc. do 19 proc. W przypadku nowo zawieranych transakcji udział opcji spadł z 87 proc. do 45 proc. – informuje UKNF.

Przesunięcie zabezpieczeń z opcji w kierunku forwardów jest rezultatem traumy, jaką przeżyły ostatnio zarówno firmy, jak i banki zaangażowane w te transakcje. Po stronie eksporterów widać wyraźnie tendencję zmierzającą w kierunku uproszczenia struktury zabezpieczeń. Opcje są także trudniej dostępne na rynku.

- Niektóre banki przestały oferować transakcje opcyjne, a te które to robią oferują mniej konkurencyjne warunki zawierania transakcji niż wcześniej. Także zabezpieczenia, czyli limity wymagane od firm przy zawieraniu transakcji są znacznie wyższe niż w przypadku transakcji forward – informuje Marek Wołos, dyrektor Departamentu Doradztwa i Analiz DM TMS Brokers.

Jego zdaniem, po ostatnich traumatycznych doświadczeniach, na naszym rynku królować będą forwardy i proste opcje, natomiast struktury zerokosztowe będą się pojawiać rzadko, tylko jako typowe zabezpieczenie konkretnych kontraktów, bez ich lewarowania i zawierania transakcji na bardzo odległe terminy, dla których nie są znane przepływy walutowe.

Mądrzy po szkodzie

Banki wyciągnęły nauczkę z zamieszania z opcjami i starają się obecnie dużo bardziej formalnie dokumentować rozmowy z klientami, aby na przyszłość uniknąć posądzeń o działanie w złej wierze, jakie miały miejsce przy „aferze” opcyjnej. Zmieniło się także ich podejście do limitu ryzyka kredytowego.

- W czasie opcyjnej hossy w wielu bankach limity ryzyka na otwartych transakcjach na instrumentach pochodnych nie były wliczane do limitów ogólnych dla danej firmy. Dopiero po ostatnich doświadczeniach z opcjami we wszystkich znanych mi bankach instrumenty pochodne są już wliczane do ogólnego limitu ryzyka kredytowego – informuje Iwona Kozera, partner w Ernst & Young. Ogranicza to w sposób sensowny ryzyko zarówno dla banku jak i przedsiębiorstwa.

- Nie sprawdził się także system składania oświadczeń przez klientów banków, którzy niekiedy zatajali fakt, że mają już otwarte pozycje opcyjne w innych instytucjach finansowych, przez co dodatkowo zwiększali ryzyko. Dlatego banki będą tworzyć system wymiany informacji tak, aby w przyszłości takie sytuacje nie mogły mieć miejsca – informuje Krzysztof Pietraszkiewicz z ZBP.

Pozytywnym efektem kosztownej lekcji z opcjami jest to, że zwiększa się liczba podmiotów, które pomimo pewnych obaw i uprzedzeń do instrumentów pochodnych, zaczynają tworzyć normalne, prawidłowe standardy zarządzania zabezpieczeniami transakcji walutowych. Można też podejrzewać, że drastycznie zmniejszy się liczba podmiotów, które w przyszłości będą miały chęć na spekulacje na instrumentach pochodnych, gdyż po ostatnich doświadczeniach firmy będą koncentrować się na transakcjach typowo zabezpieczających.

Boją się opcji więc się nie zabezpieczają

Po „aferze” z opcjami wiele firm zrezygnowało z zabezpieczania swoich transakcji walutowych. Duża liczba przedsiębiorców i zarządów firm jest bowiem bardzo negatywnie nastawiona do instrumentów pochodnych, a zwłaszcza opcji.

Znaczna liczba podmiotów, które powinny mieć zabezpieczone transakcje walutowe, nie posiada takich zabezpieczeń wystawiając się na duże ryzyko kursowe. To reakcja mocno przesadzona i jeśli utrzyma się przez dłuższy czas, nie będzie to korzystne ani dla firm, ani dla gospodarki. Problem dostrzegają sami przedstawiciele banków i instytucji doradczych.

- Trzeba podjąć działania wśród przedsiębiorców, aby nie rezygnowali z profesjonalnego zabezpieczania przed ryzykiem kursowym gdyż przystąpienie Polski do strefy euro, które rozwiązałoby ten problem, oddaliło się w czasie – uważa Krzysztof Pietraszkiewicz z ZBP.

- Dobrze dobrane instrumenty zabezpieczające powinny być normalnie stosowane przez przedsiębiorstwa i my rekomendujemy je naszym klientom. Oczywiście informujemy ich, że muszą wiedzieć, co zabezpieczają i wybrać instrument właściwy do ich potrzeb, tak aby pozycja zabezpieczająca nie zmieniła się w spekulacyjną – dodaje Iwona Kozera z Ernst & Young.

Niezbędne zabezpieczenie przed ryzykiem

Trawestując znane przysłowie można powiedzieć, że przezorny zawsze zabezpieczony. Po ostatnich doświadczeniach z opcjami firmy będą raczej unikać spekulacji i prób przewidywania rynku. Eksporterzy i importerzy powinni mieć politykę zabezpieczania, odpowiednią do swojej ekspozycji na rynek walutowy, i konsekwentnie ją realizować, zwłaszcza że sytuacja naszej waluty nie jest klarowna.

Po okresie umacniania złotego rynek wszedł w fazę konsolidacji. Kurs naszej waluty znajduje się w trendzie bocznym, jednak na tyle płytkim, że trudno jest prognozować dalszy rozwój sytuacji w krótkim okresie.

- W ciągu miesiąca spodziewamy się raczej odreagowania korekty i osłabienia złotego do poziomu 4,25-4,30 zł za euro, natomiast na koniec roku przewidujemy umocnienie polskiej waluty do 3,87 zł za euro - Marek Wołos z TMS Brokers. Jego zdaniem poziom 4,25-4,30 zł za euro byłby atrakcyjny dla eksporterów do zabezpieczenia transakcji walutowych.

Krajobraz po bitwie

Część firm i banków przeszła przez problem opcji nawet nie draśnięta, inne zostały mniej lub bardziej poranione, tu i ówdzie słał się także trup, gdyż mieliśmy także do czynienia z serią bankructw podmiotów, które stały się niewypłacalne z powodu zbyt wysokich ujemnych wycen wystawionych opcji.

Rynek wyciągnął lekcję z „afery” opcyjnej – pozostaje pytanie, jak długo będzie ona pamiętana. - Sądzę, że banki będą dłużej pamiętać tę lekcję gdyż mają wyspecjalizowaną pamięć korporacyjną w strukturach zarządzania ryzykiem. Niewiele przedsiębiorstw posiada takie struktury toteż w ich przypadku jest to bardziej pamięć ludzi, którzy z danym problemem mieli do czynienia – wyjaśnia Iwona Kozera z Ernst & Young.

Jednak dla polskich menedżerów, którzy praktycznie od początku transformacji działali w warunkach ciągłego wzrostu z niewielkimi zawirowaniami po drodze, problem stagnacji gospodarczej, o takiej skali jak obecna, a także kłopoty z opcjami będą znakomitą lekcją, którą zapamiętają na długo niezależnie od zmiany miejsca pracy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj