Grecja coraz bliżej bankructwa

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
2 grudnia 2009, 17:00
Po Dubaju Grecja może być następnym krajem, który popadnie w poważne tarapaty finansowe. Inwestorzy obawiają się, że rosnące zadłużenie ateńskiego rządu grozi nadchodzącą niewypłacalnością pierwszego kraju strefy euro.

Do tej pory wydawało się, że państwu należącemu do strefy euro nie grozi niewypłacalność. Zagraniczni inwestorzy coraz bardziej obawiają się jednak, że rząd w Atenach nie wywiąże się ze swoich zobowiązań. I domagają się wysokiej premii za ryzyko inwestowania w greckie obligacje.

>>> Polecamy: Mobius kupuje  "zbombardowane" akcje dewelopera z Dubaju

Aby utrzymać działalność administracji, szpitali, szkół i innych służb publicznych, a także spłacić zaciągnięte wcześniej kredyty, Grecja musi się coraz bardziej zapożyczać. Tylko w przyszłym roku będzie potrzebowała na ten cel przynajmniej 50 mld euro kredytów. Ale wierzyciele nie są już pewni, czy raz pożyczone pieniądze kiedykolwiek do nich wrócą. W tym tygodniu oprocentowanie greckich obligacji poszybowało do przeszło 600 punktów bazowych (6 proc.): za udzielenie 10 mln euro rocznej pożyczki inwestorzy domagają się 600 tys. euro odsetek. Dla porównania Niemcy i Francja otrzymują kredyty za 40 punktów bazowych. Rosnące zaniepokojenie inwestorów to przede wszystkim efekt dziury w greckim budżecie, która rośnie w ekspresowym tempie. W tym roku wyniesie blisko 13 proc. PKB, najwięcej w całej strefie euro.

Jeszcze w 2008 r. deficyt był zdecydowanie niższy i wynosił 7,7 proc. PKB. Deutsche Bank obliczył, że bez radykalnych reform przy tak dużej dziurze w budżecie zadłużenie Grecji będzie rosło w błyskawicznym tempie i w 2011 r. osiągnie 135 proc. PKB. Przez wiele lat poprzedni, konserwatywny rząd dopuścił do rozpasania wydatków publicznych, czego apogeum była olimpiada w Atenach w 2004 r., najdroższa w historii. Grecy byli jak do tej pory najmniejszym krajem, który zdecydował się na organizację igrzysk na wielką skalę. I poświęcili na to 15 mld euro. Już w 2004 r. deficyt budżetowy sięgnął 6,1 proc. PKB – to dwa razy więcej, niż pozwala Bruksela. Gdy rok temu kryzys uderzył w grecką gospodarkę, a przychody podatkowe gwałtownie się załamały, doprowadziło to do rozdęcia deficytu budżetowego, bo przed wyborami konserwatywny rząd nie chciał ciąć wydatków.

>>>Polecamy cały tekst: Grecja pójdzie w ślady Dubaju

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj