Kuczyński: Sesja na przeczekanie – czekamy na nowe impulsy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
23 lutego 2010, 08:45
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi
Piotr Kuczyński, główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi/Forsal.pl
Poniedziałek na rynkach amerykańskich zapowiadał się na nudny dzień. W kalendarium nie było żadnych publikacji makro, a w ciągu tego tygodnia będzie ich sporo.

Będzie też (środa/czwartek) dwudniowe wystąpienie Bena Bernanke, szefa Fed. Warto poczekać na nowe impulsy. Nic dziwnego, że na wszystkich rynkach panował marazm. Na rynek akcji wpływać mogły informacje ze spółek oraz wypowiedzi oficjeli. W tej drugiej grupie była Janet Yellen, szefowa oddziału Fed z San Francisco. Stwierdziła, że nie wesprze żadnej decyzji Fed podnoszącej główną stopę procentową. Niby plus, ale minusem było uzasadnienie takiego stanowiska. Pani Yellen uważa, że gospodarka amerykańska jest zbyt słaba i podwyżka mogłaby znowu wprowadzić ją w recesję. Nie był to pozytywny impuls dla byków.

Jeśli chodzi o informacje ze spółek to raporty Lowes i Campbell Soup były nieznacznie lepsze od oczekiwań, ale nie pomogły cenom akcji. Cena akcji Lowes praktycznie się nie zmieniała, a Campbell Soup spadała. Tracił Schlumberger, który wykupi Smith International (podobno płaci za dużo). Rosły ceny w sektorze finansowym. Podobno powodem była czwartkowa podwyżka stopy dyskontowej, ale według mnie to bardzo naciągane wytłumaczenie. Po prostu ten sektor nadal odreagowuje styczniowe spadki.

Indeksy giełdowe przez całą sesję kręciły się wokół poziomu piątkowego zamknięcia. Widać było wyraźnie, że żaden obóz nie ma zamiaru wyjść przed szereg i mocniej zaatakować. Nawet pojawiła się niezwykle nieśmiała próba, ale kontratak sprowadził wszystko do poprzedniego stanu. Sesja zakończyła się neutralnie (niewielkim spadkiem indeksów). To był klasyczny handel „na przeczekanie”.

GPW rozpoczęła poniedziałkową sesję niezwykle optymistycznie, bo półtoraprocentowym wzrostem, ale taka zwyżka nie miała szans na utrzymanie się. Piątkowa sesja w USA nie dała sensownych sygnałów, więc w Europie panował marazm, a to sprowadziło WIG20 do poziomu około pól procent wyższego od piątkowego zamknięcia. Od tego momentu i u nas zapanował totalny marazm. Dopiero po publikacji raportów kwartalnych przez Lowes i Campbell Soup, kiedy kontrakty na amerykańskie indeksy zaczęły mocniej rosnąć, WIG20 nieśmiało ruszył na północ, ale nic istotnego z tego nie wyszło. Udało się wypracować mały wzrost na absolutnie symbolicznym obrocie. Duże kapitały nadal stoją z boku.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Xelion
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj