Na początku lutego kilku menedżerów z funduszy spekulacyjnych ustaliło przy kolacji, że euro powinno zrównać się z dolarem. Od tego czasu wartość unijnej waluty w stosunku do amerykańskiej systematycznie spada. Jak to możliwe?

Jak informuje "Wall Street Journal" 8 lutego na Manhattanie miała miejsce kolacja, w której wzięli udział zarządzający jednych z największych funduszy hedgingowych na świecie. Zorganizowała ją niewielka, ekskluzywna firma brokerska Monness, Crespi, Hardt & Co. Obecni byli tam zarządzający aktywami funduszy SAC Capital Advisors LP, Soros Fund Management LLC oraz Brigade Capital.

Wall Street Journal pisze, że dyskutowali oni o problemach greckiej gospodarki oraz o tym, że euro powinno spaść do poziomu wartości dolara amerykańskiego, tak, żeby parytet wymiany walut wynosił 1:1. Dziwnym trafem „kolacja bankierów” zbiegła się z gwałtownym spadkiem euro do dolara.

Reklama

W tygodniu, w którym odbyło się spotkanie menedżerów, liczba zakładów obstawiających spadek kursu euro w stosunku do dolara wzrosła do rekordowych 60 tysięcy kontraktów – według banku Morgan Stanley jest to najwięcej od 1999 roku.

Również gracze walutowi zauważyli, że ostatnio na rynku dochodzi do dziwnych zawirowań. Euro, które jeszcze w grudniu kosztowało 1,51 dolara, teraz spadło do 1,35 USD. Oczywiście nie ma nic złego w tym, że fundusze hedgingowe (spekulacyjne) obstawiają te same pozycje, o ile regulator finansowy nie zauważy zmowy. W tym przypadku nie ma takich sygnałów.

Jednak w trakcie kameralnych i nieoficjalnych spotkań fundusze spekulacyjne mają możliwość porozumienia i dokonywania tych samych transakcji na rynku, dzięki czemu czerpią jeszcze większy zysk. W jaki sposób tego dokonują?

Zaróbmy na spadku euro

Skupmy się na przykładzie wspólnej unijnej waluty. Jeśli euro na rynku forex, gdzie można używać tzw. lewara zwiększającego np. 20-krotnie wartość swojej transakcji, spadłoby do poziomu 1 dolara, oznaczałoby to możliwość gigantycznych zarobków dla graczy, którzy obstawią odpowiedni ruch waluty. Na przykład inwestor, który wyłoży 5 mln USD, aby zagrać z lewarem na poziomie 100 mln - w sytuacji spadku euro o 5 proc. w stosunku do dolara podwoi swój kapitał.

W zeszłym tygodniu także traderzy z Goldman Sachs, Merrill Lynch oraz Barclays Capital pomagali inwestorom obstawić grę na spadek euro i wyszukać odpowiedni rodzaj kontraktów. Zakład proponowany przez banki obejmował stosunkowe tanie nabycie opcji, które wiążą się z wypłatą dużych premii, jeśli euro spadnie i zrówna się w wartości z amerykańskim dolarem w ciągu roku.

Koszt takiego zakładu wynosi 7 proc. wartości transakcji. Jeśli np. inwestor chce obstawić pozycje na 1 milion dolarów, koszt opcji wyniesie 70 tys. dolarów. Aktualnie rynek daje szanse 14 do 1 na to, że euro spadnie do poziomu dolara. A jeszcze w listopadzie rynek szacował to prawdopodobieństwo na 33 do 1.

Podobnie działo się w 2008 roku. Wtedy to menedżerowie największych funduszy stwierdzili, że majątek Lehman Brothers i kilku innych instytucji jest „zbyt słaby” i w efekcie zagrali przeciwko ich papierom wartościowym na rynku. Przyspieszyło to upadek Lehman Brothers.

Euro podzieli los funta?

Niektórzy spodziewają się, że euro upadnie podobnie jak brytyjski funt w 1992 roku. Był to efekt gry samego Georga Sorosa, który zagrał dużą sumą na spadek funta. Według graczy, Soros zarobił wtedy miliard dolarów, a wartość funta spadła tak nisko, że brytyjski rząd musiał wycofać go z europejskiego mechanizmu regulującego kursy walut ERM.

Z euro nie pójdzie już tak prosto, bo to dużo głębszy rynek, z dziennymi obrotami na poziomie co najmniej 1,2 biliona dolarów USD.

Jednak banki i fundusze, które zaczęły obstawiać pozycje na spadek euro dolały tylko oliwy do ognia i wzmogły presję na unijną walutę, która była wcześniej w opałach z powodu problemów Grecji. Do tego dochodzi niestabilność finansów Hiszpanii i Portugalii - innych członków Eurolandu - i już mamy kolejne preteksty do tego, aby coraz więcej inwestorów odwracało się od unijnej waluty.

fundusze hedgingowe / DGP