Pesymizm związany z kryzysem strefy euro widać już bowiem w publikowanych danych. Dzisiaj poznaliśmy wartość wskaźnika Ifo, który spadł do 101,5 pkt. wobec oczekiwanego wzrostu. Również wstępnie indeksy PMI dla Eurolandu nie napawały optymizmem. Co prawda sfera usług wciąż wykazuje poprawę, to już produkcja nie. Pamiętać trzeba, że dla indeksów giełdowych sektor przemysłowy jest ważniejszy od usługowego, pomimo, że jego kontrybucja do PKB jest wyraźnie mniejsza.

Na froncie tak ostatnio monitorowanych wydarzeń politycznych dowiedzieliśmy się, że obie izby niemieckiego parlamentu zatwierdziły udział tego kraju w mechanizmie stabilizacyjnym dla strefy euro. Wydarzenie oczekiwane, więc wyraźnego wpływu na notowania nie miało. Sam indeks WIG20 po pozytywnym początku dnia w południe wyraźnie osłabł i zanotował nowe minima korekty. Dopiero gdy za oceanem dało się dostrzec iskry optymizmu indeks wyszedł na „zielona stronę”, gdzie wzrostem o 1 proc. zakończyły się notowania.

Na rynku panuje ogromne wyprzedanie, więc po dzisiejszym uspokojeniu nastrojów istnieje realna szansa na wygenerowanie odbicia. Będzie ono niezmiernie ważne, gdyż w optymistycznym scenariuszu dzisiaj mogliśmy zobaczyć dołek całej korekty. Niestety realny pogląd sytuacji każe być zdecydowanie bardziej ostrożnym.

Na rynku walutowym złoty wyraźnie się umocnił. Kolejny dzień istotnie drożało euro, a optymizm na tym rynku przełożyć się też i na surowce. Jedynie Europa Zachodnia wciąż była słaba, ale widać, że kapitał choć wciąż omija parkiety Eurolandu szerokim łukiem, to nie obawia się kupowania innych ryzykownych aktywów. Widać po tym, że fundamenty polskiego złotego czy surowców są wyraźnie silniejsze niż Europy Zachodniej. A wzrost euro? To może być efekt zamykania krótkich pozycji po spekulacjach o interwencji Fedu lub ECB.

Reklama