Robinson: USDJPY powyżej 85,0. Bank Japonii robi sobie przerwę

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 września 2010, 10:04
Andrew Robinson
Andrew Robinson/Forsal.pl
Wczoraj Japończycy przestali tylko mówić o swojej interwencji i wreszcie po raz pierwszy od 2003 roku podjęli konkretne działania – rynek szacuje, że kupione mogło zostać aż 20 mld USD, dzięki czemu para USDJPY powróciła do poziomów ostatni raz widzianych pod koniec sierpnia.

Premier Japonii Kan skomentował to mówiąc, że jen znalazł się na poziomie, którego „nie można było ignorować”. Z pewnością ton komentarzy wskazuje na to, że Japończycy nie żartują, przynajmniej jeżeli chodzi o średnią perspektywę czasową, szczególnie jeżeli wziąć pod uwagę fakt, iż interwencja trwała nawet po zakończeniu sesji w Japonii. Sytuacja na rynkach przez następne kilka dni będzie raczej dość nerwowa w związku z możliwością nadejścia kolejnej fali wyprzedaży jena. Na pewno wszelkie gwałtowne zwyżki na USDJPY i innych crossach jenowych zostaną przypisane właśnie takim działaniom.

Co się tyczy innych wydarzeń, dane amerykańskie wypadły różnie – indeks aktywności przemysłu wytwórczego w rejonie nowojorskim nie sprostał oczekiwaniom, aczkolwiek niektóre poszczególne elementy wykazały mocniejsze tendencje. Poziom produkcji w przemyśle wypadł zgodnie z oczekiwaniami, lecz korekta w dół wyniku zeszłomiesięcznego wkomponowała się dobrze w ogólny słabszy ton.

Na początku sesji azjatyckiej RBNZ zdecydował się pozostawić oprocentowanie na poziomie 3%; mimo to komentarz towarzyszący był w nieco bardziej gołębim tonie, co oznacza wzmożoną presję na dolarze nowozelandzkim. Indeks PMI wśród przedsiębiorstw nowozelandzkich również nieco rozczarował (49,3 wobec poprzednich skorygowanych w górę 50,3), po czym prezes RBNZ Bollard dolał oliwy do ognia mówiąc, że siła NZD nie ma wystarczających fundamentów ekonomicznych. Niemniej jednak wcześniej Bollard powiedział, że poziom stóp procentowych w dalszym ciągu działa stymulująco, więc na razie nie należy spodziewać się ich obniżenia. Ogólnie NZD wypadł na tym źle tracąc wzrosty z ostatnich kilku dni.

Reszta sesji azjatyckiej była dość nudna w porównaniu do wczorajszych wydarzeń. USDJPY zajrzała powyżej 85,50, z czego natychmiast skorzystali japońscy eksporterzy. Japońskie lobby branży motoryzacyjnej udzielało się w prasie, mówiąc o tym, że poziom 85,0 nie jest oznaką słabości jena i powtarzając, że przy kursie 90,0 wiele przedsiębiorstw przestałoby przynosić zyski, co nie pomogłoby w utrzymaniu miejsc pracy w Japonii.

Podczas sesji europejskiej będziemy mieli poziom produkcji w szwajcarskim przemyśle oraz decyzję SNB w sprawie stóp procentowych, stopę bezrobocia w Szwecji, dynamikę sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii oraz bilans handlowy w strefie euro. Sesja amerykańska to tygodniowa liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, PPI oraz dane o międzynarodowych przepływach kapitału.

Tak czy inaczej, wszyscy przypatrywać się będą rozwojowi wydarzeń w Japonii – dzisiejsza nieobecność tamtejszego ministerstwa finansów i banku centralnego na rynku jest nieco podejrzana. Czyżby czekała nas runda druga?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Saxo Bank
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj