Ten jednorazowy wydatek spowoduje, że tegoroczny deficyt budżetowy wzrośnie do niebotycznych rozmiarów 32 proc. PKB i przekroczy dopuszczalny poziom deficytu wg kryterium z Maastricht wynoszący 3 proc. PKB. Ponadto w zeszłym roku wielkość długu publicznego przekroczyła dopuszczalny poziom 60 proc. PKB, a w najbliższych dwóch, trzech latach może przekroczyć poziom 100 proc. PKB. Jednak sytuacja Irlandii jest zgoła odmienna od tej, w której znalazła się Grecja w marcu br.

Najpierw przyjrzyjmy się możliwościom sfinansowania tak ogromnego deficytu. Obecna sytuacja Irlandii jest o wiele lepsza w tym względzie niż sytuacja Grecji sprzed pół roku. Irlandzki rząd ma praktycznie zapewnione finansowanie swoich potrzeb pożyczkowych do połowy przyszłego roku. Udane emisje rządowych obligacji w tym roku doprowadziły do sytuacji, w której Irlandia dysponuje środkami w wysokości 20 mld euro, nawet mimo że odwołano dwa przetargi obligacji w IV kwartale br. Grecki rząd nie był w tak komfortowej sytuacji. Co więcej, zapadalność długu greckiego była (i ciągle jest) skumulowana w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat. Z kolei Irlandczycy mają zdecydowanie bardziej bezpieczny harmonogram spłat długu publicznego – wielkość długu zapadającego w krótkim terminie jest niewielka w porównaniu do całości zadłużenia.

Dodatkowo Irlandia posiada jeszcze jedną poduszkę amortyzującą pogorszenie się sytuacji finansów publicznych – mianowicie Narodowy Fundusz Rezerwy Emerytalnej. Zgromadzone w nim środki – bagatela – ponad 20 mld euro umożliwiają m.in. dokapitalizowanie banków mających problemy. Dodatkowo gdy wybuchł kryzys w Grecji, państwa strefy euro nie były przygotowane instytucjonalnie do pomocy krajom znajdującym się w trudnej sytuacji fiskalnej. Dziś mamy już Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (EFSF), który dysponuje możliwością finansowania w wysokości do 440 mld euro. Dodatkowo 20 września trzy największe agencje ratingowe przyznały EFSF najwyższy z możliwych ratingów kredytowych ze stabilną perspektywą.

Polityka fiskalna prowadzona w latach przedkryzysowych przez Irlandię diametralne różniła się od polityki greckiej. Irlandczycy potrafili zmniejszać swoje zadłużenie – dług w relacji do PKB konsekwentnie obniżał się od 1995 do 2007 roku. Z kolei poziom greckiego długu publicznego w relacji do PKB utrzymywał się w latach 1995 – 2007 w granicach ok. 90 – 100 proc. PKB. Budżet sektora finansów publicznych Irlandii odnotowywał nadwyżki w latach 1997 – 2007, podczas gdy Grecy notorycznie łamali zasady dyscypliny budżetowej określone w traktacie z Maastricht. Historycznie potwierdzona zdolność do spłaty zadłużenia jest ważnym czynnikiem determinującym wiarygodność kraju oraz jego rating kredytowy. Obecnie agencje ratingowe wciąż wysoko oceniają długoterminowe perspektywy Irlandii (wyżej niż Polski), a greckie obligacje mają status śmieciowy.

Do tego dochodzi sytuacja strukturalna obu gospodarek, która również faworyzuje Zieloną Wyspę. Otóż Irlandczycy potrafili przyciągnąć w ostatniej dekadzie kapitał zagraniczny m.in. do sektora high-tech i znacząco podnieśli swój potencjał gospodarczy. Natomiast w greckiej gospodarce prawie jedną piątą produktu krajowego brutto tworzy eksport usług (turystyka). Stąd też perspektywy wzrostu obu gospodarek są inne. Jest duża szansa, że Irlandczycy wraz z naprawą sytuacji w sektorze bankowym znacząco poprawią wyniki swojej gospodarki, a ciążące na nich zadłużenie będzie spłacane bez pomocy zewnętrznej. Choć i oni będą musieli wyciągnąć wnioski (jeżeli tego jeszcze nie zrobili) z ostatniej dekady, gdy urosła im bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości.