Statystyczny Polak kupuje 10 kwiatów w ciągu roku. To dwa razy mniej niż przed 20 – 30 laty, kiedy to kwiaciarnie usytuowane w centrach miast obsługiwały nawet ponad tysiąc klientów dziennie. Oddalamy się tym samym od takich krajów jak Szwajcaria czy Norwegia, które z liczbą ponad 100 kwiatów na osobę są w europejskiej czołówce.

>>> Czytaj też: Ile kosztuje miłość?

Konkurencja rośnie

Mimo to konkurencja na rynku jest coraz większa, co jest najlepszym dowodem na to, że w branży nie jest źle. – Osoba, która przepracuje rok czy dwa w kwiaciarni, decyduje się otworzyć własny biznes. O tym, że jest dużo chętnych na prowadzenie działalności, świadczyć mogą kursy florystyczne, na które chętnych nie brakuje – mówi Anna Zawadzka, właścicielka osiedlowej kwiaciarni w Poznaniu.

Pojawia się też coraz więcej ulicznych punktów sprzedaży, których inicjatorami, według właścicieli kwiaciarni, są hurtownie. Są one o tyle dużym zagrożeniem, że oferują kwiaty nawet o połowę taniej.

Reklama

>>> Czytaj też: Walentynki - czas żniw dla hurtowni kwiatów

Wreszcie coraz mocniejszym konkurentem stają się supermarkety. Ich udział w sprzedaży kwiatów jest już szacowany na ponad 10 proc. W zeszłym roku tylko sieć Tesco pochwaliła się wzrostami sprzedaży o kilkadziesiąt proc. w porównaniu do 2009 roku.

Do handlu kwiatami przyciągają wysokie marże wynoszące od 50 do 100 proc. Ale coraz trudniej osiągać przyzwoite zyski, skoro spadają obroty.

W sieci łatwiej

Są jednak kwiaciarnie, które nie narzekają na spadek liczby klientów i w dniu zbliżających się Walentynek nastawiają się już na wielokrotny wzrost obrotów. Mowa o tych, które obok tradycyjnej sprzedaży handlują w internecie. Ten kanał dystrybucji bardzo rozwinął się w ciągu ostatnich pięciu lat. Eksperci wiążą to z emigracją Polaków na Zachód i zwyczajem przesyłania przez nich na dzień zakochanych czy w Dniu Kobiet albo Matki kwiatów bliskim w kraju przez internet. Drugi powód to coraz powszechniejsze wykorzystywanie sieci do załatwiania wszelkich spraw.

Od 2006 r. udział e-kwiaciarni w rynku zwiększył się kilkakrotnie. Jak szacują specjaliści, w 2006 r. tą drogą sprzedawanych było około 2 proc. kwiatów. Obecnie jest to około 8 – 10 proc. – Internet stał się w naszym przypadku już dominującym kanałem dystrybucji. Blisko połowę zleceń mamy od firm, które zamawiają kwiaty na recepcję i przy okazji organizacji różnych imprez – przyznaje Anna Zawadzka. Jak dodaje, jeszcze dwa lata temu duży udział w sprzedaży internetowej miały też hotele. Teraz jednak większość znanych sieci ma już własne kwiaciarki.

Niewielka inwestycja

Samo otwarcie kwiaciarni nie jest drogie. Można zacząć z 40 tys. zł na wyposażenie lokalu i 20 tys. zł na zakup towaru. Uruchomienie sprzedaży w sieci to też nie majątek. Stronę internetową można stworzyć samodzielnie lub kupić już gotową domenę za 700 – 800 zł.

Potrzebne będą jeszcze zdjęcia kwiatów i gotowych kompozycji, które oferuje kwiaciarnia. Bez nich trudno będzie o klientów, bo ci składają zamówienie tylko wówczas, gdy dokładnie widzą, co mogą kupić.

– Na początku zlecałem zrobienie zdjęć fotografowi. To jednak było kosztowne – 50 zł od każdego zdjęcia. Uznałem więc, że bardziej opłaca się robić je samemu – mówi Leszek Michałkiewicz z warszawskiej kwiaciarni Flora, która w sieci funkcjonuje już od 10 lat.

Z dostawą

Koszty rosną oczywiście wraz ze skalą działalności. Samo zainwestowanie w reklamę na przeglądarce Google to wydatek rzędu nawet kilku tysięcy zł miesięcznie.

– Potrzebny jest też dodatkowy pracownik, który zajmie się obsługą strony. Najtaniej jest zatrudnić specjalistę z Ukrainy – podpowiada Leszek Michałkiewicz.

Oczywiście dobrze mieć samochód, którym będą przywożone kwiaty z hurtowni. Działają już wprawdzie na rynku dostawcy, którzy oferują dowóz towaru, co więcej w cenie zamówienia, ale takich jest niewielu. – Poza tym lepiej odebrać kwiaty z hurtowni osobiście, bo można dokładnie obejrzeć, w jakim są stanie – mówi Bożena Zwierzchoń, właścicielka warszawskiej kwiaciarni „Kwiaty u Bożeny”.

Przyda się też jeszcze jeden samochód służący do rozwożenia kwiatów do klientów.

– Jest to o wiele bardziej opłacalne rozwiązanie niż powierzenie transportu firmie kurierskiej – twierdzi Bożena Zwierzchoń. Średni koszt dowozu przez kuriera to 17 zł, a na własną rękę – około 10 zł.

Do współpracy można też namówić korporacje taksówkowe. Nie jest to jednak tani sposób na dostarczenie kwiatów. – Płaci się jak za normalny kurs. Oprócz tego taksówkarz pobiera 10 zł za doręczenie. Z korporacji warto więc korzystać tylko w wyjątkowych sytuacjach – wylicza Bożena Zwierzchoń.

Koszty dostawy są o tyle ważne, że ogromna konkurencja wymusza na kwiaciarniach branie ich na siebie. Jest to opłacalne przy zamówieniach przekraczających 50 zł.

Można jednak znaleźć w sieci już i takie sklepy, które nie doliczają opłaty za dostarczenie nawet pojedynczej róży.

Właściciele e-kwiaciarni przestrzegają jednak, by nie oferować bardzo niskich cen w sieci, bo liczba reklamacji jest dużo większa niż w tradycyjnym kanale dystrybucji. Trzeba więc mieć pieniądze na ich pokrycie.

– U mnie ceny internetowe są identyczne jak w kwiaciarni i doliczamy koszt przesyłki – mówi Leszek Michałkiewicz.

Walentynki to dla handlujących kwiatami jeden z najlepszych dni w roku. 14 lutego znów więcej zamówień niż w poprzednim roku trafi do nich z komputerowej sieci. Sprzedaż kwiatów w Polsce maleje z każdym rokiem, ale nie znaczy to, że ten biznes nie jest opłacalny. / Bloomberg