Pisałem o tym (wyłącznie na Xelion i Stooq.pl), że giełda ta pokazała drogę do przebicia bańki na rynku surowców podnosząc 2 maja depozyty na handel kontraktami na srebro o 13 procent. Okazało się, że była to tylko próba generalna. Przed czwartkową sesją gracze dowiedzieli się, że od 9 maja depozyt wzrośnie o 84 procent w porównaniu do tego, jaki był dwa tygodnie temu. Srebro staniało kolejne 11 procent.

Taka decyzja przestraszyła graczy na całej giełdzie Nymex. Po rynku chodziły pogłoski, zgodnie z którymi następna na liście szykowanych podwyżek wartości depozytów jest ropa. Nic dziwnego, że staniała ponad 9 procent. Miedź straciła nieco ponad 3 procent, ale ten metal jest już od dawna w korekcie. Złoto staniało o 3 procent. Wszystkie te surowce rozpoczęły dłuższą korektę. Zanurkowały też towary rolne – pszenica, soja, kukurydza i ryż (sic!), pokazując, że to rynki finansowe mają największy wpływ na ich ceny.

Pomagało niedźwiedziom na rynku surowcowym to, co wydarzyło się na rynku walutowym. Wydawałoby się, że po słabych danych makro (szczegóły poniżej) kurs EUR/USD wzrośnie, a tymczasem gwałtownie spadł (około 2 procent). Wyjaśnienie tego ruchu było proste. Podczas konferencji prasowej Jean-Claude Trichet, prezesa ECB okazało się, że z komunikatu znikło sformułowanie mówiące o tym, że bank będzie „ze wzmożoną czujnością” spoglądał na to, co może się stać z inflacją. Podobno można wysnuć z tego wniosek, że podwyżka stóp możliwa jest najwcześniej w lipcu. To wystarczyło do wywołania potężnej (i dawno się już należącej) realizacji zysków. Silniejszy dolar szkodził surowcom.

Niezwykle interesujące było zachowanie rynku akcji. Indeksy rozpoczęły sesję od sporych spadków, dość szybko wróciły do poziomu neutralnego (NASDAQ nawet wyżej) i gracze zaczęli czekać na rozgrywkę w ostatnich dwóch kwadransach. Inwestorzy na rynku akcji nie dopuszczali do siebie myśli, że to, co spotkało graczy na rynku srebra (wygląda to na specjalnie wywołaną przecenę surowców) może i ich spotkać. Myślę, że na razie mają rację. W ostatniej godzinie strach wziął górę nad chciwością i indeksy posypały się, ale końcówka sesji zmniejszyła zakres porażki byków. Wiele sygnalizuje, że majowa korekta potrwa dłużej niż kilka dni, ale mimo tych spadków żadna formacja zapowiadająca spadki się nie utworzyła. Nadal zakładam, że byki spróbują jeszcze ruchu na północ. Wykorzystają do tego odbicie na przecenionych rynkach surowców.

GPW w czwartek od rana niespecjalnie paliła się do podniesienia indeksów. Gracze widzieli, że po dużych środowych spadkach inne europejskie giełdy czekają na rozwój sytuacji, więc i u nas rynek czekał. U nas też widać jednak było chęć do sprzedaży akcji. Nadal najgorzej zachowywały się akcje spółek surowcowych. Akcje banków nawet rosły, co sygnalizowało, że byki nie stoją na straconej pozycji. Po publikacji fatalnych danych makro w Niemczech, kiedy indeksy na innych giełdach europejskich już solidnie spadały, a wraz z nimi ceny surowców, WIG20 osunął się, ale bez przekonania. Nadal banki (które w Europie były bardzo słabe) broniły indeksy przed większymi spadkami. Po publikacji danych makro w USA indeksy zwiększyły skalę spadków. WIG20 stracił 0,68 proc. Przełamanie poziomu 2.870 pkt. utworzyło zapowiadającą dalsze spadki formację podwójnego szczytu, ale jest na tyle niewielkie, że wymaga potwierdzenia.

Reklama