"Kandydaci nie są poszukiwani, jeśli chodzi o moją wiedzę" - podkreślił we wtorek w Brukseli Rostowski po zakończeniu posiedzenia ministrów finansów 27 państw UE. Dlatego za niestosowne uznał spekulacje o nazwiskach ewentualnych następców obecnego dyrektora generalnego MFW Francuza Dominique'a Strauss-Kahna, którego aresztowano w związku z oskarżeniem o próbę gwałtu na pokojówce w hotelu w Nowym Jorku.

>>> Czytaj też: WSJ: Belka ma szansę zastąpić Strauss-Kahna na czele MFW

W Brukseli już w poniedziałek rozpoczęły się spekulacje, kto może zostać następcą szefa MFW. Wśród dyplomatów i dziennikarzy najczęściej pada nazwisko francuskiej minister finansów Christine Lagarde i kończącego mandat prezesa Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude'a Tricheta. W prasie pojawiły się też nazwiska Marka Belki i Leszka Balcerowicza.

Tradycyjnie stanowisko szefa MFW przypada Europejczykowi, ale zdaniem Rostowskiego kraje rozwijające się mogą zechcieć to zmienić.

>>> Czytaj też: Rostowski: Nowy szef EBC niekoniecznie przyjmie Polskę do strefy euro

Reklama

"Nie ma powodów, żeby to nie był kandydat spoza strefy euro. Jest też duże prawdopodobieństwo, że będzie duża presja krajów pozaeuropejskich. Uważam, że dla Polski bardzo ważne jest, żeby był to Europejczyk, jeśli byłaby taka potrzeba. A teraz trzeba założyć, że nie ma takiej potrzeby, bo jest dyrektor generalny, który nie pełni swoich obowiązków, ale jest dyrektorem generalnym" - powiedział Rostowski.

Także ekspert ds. europejskich Piotr Maciej Kaczyński z brukselskiego Centrum Studiów nad Polityką Europejską (CEPS) mówił PAP w poniedziałek, że "to, czy to będzie Europejczyk, pokaże stan wpływów Europy w międzynarodowym systemie finansowym". "Pojawiają się głosy, że niekoniecznie to Europejczyk powinien być na czele Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Może ktoś inny; Azjata albo z Bliskiego Wschodu, a nawet pada czasem tureckie nazwisko" - powiedział.

Od powołania MFW w 1945 roku istnieje porozumienie, że Europa obsadza stanowisko szefa Funduszu, a USA - Banku Światowego. Jesienią ubiegłego roku, pod presją USA i krajów rozwijających się z Chinami na czele, Europejczycy zgodzili się na reformę głosowania w MFW, oddając część głosów ważonych, dotychczas należących do UE. Najbardziej zyskały Chiny, ale Amerykanie razem z UE wciąż mają tyle głosów, by przekonać innych do swojego kandydata.