Cymcyk: Pół roku ekonomicznego thrillera Hitchcocka

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
30 czerwca 2011, 18:20
Paweł Cymcyk
Paweł Cymcyk/Forsal.pl
Dzisiejsza sesja kończyła pierwsze półrocze 2011 roku. Półrocze podczas którego mieliśmy więcej zaskakujących wydarzeń niż ktokolwiek mógł wcześniej przypuszczać.

Teraz wszyscy przeżywają grecki plan oszczędności, ale przecież styczeń zaczęliśmy od śnieżyc w Stanach, które uderzyły w tamtejszy rynek pracy, później mieliśmy rewolucje w północnej Afryce i związane z nią gigantyczne wzrosty cen surowców, a kiedy wydawało się że już wszystko co najgorsze za nami przyszło trzęsienie ziemi w Japonii. Drugi kwartał także nie szczędził niespodzianek, bo po pojawiły się pierwsze kłopoty z Grecją, a kiedy rozpoczęła ona negocjacje z MFW i UE aresztowano szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Gdzieś w międzyczasie technicznie zbankrutowały Stany Zjednoczone, bo osiągnęły swój pułap zadłużenia, a jedna agencje raitingowa obniżyła perspektywę wiarygodności USA. Zatem dokładnie jak w filmach Hitchcocka, który mówił, że ”dobry film to taki który zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie”. Ekonomiczny thriller rozgrywał się na naszych oczach.

Czwartkowa sesja była istnym zwieńczeniem wszystkich poprzednich wydarzeń. W Grecji przegłosowano pakiet oszczędności i przynajmniej na chwilę rynki mogą odetchnąć od greckiej tragedii. Już pojawiają się głosy, że w weekend cześć banków niemieckich podobnie jak francuskich zgodzi się na restrukturyzację długu, a pozostała część zostanie spłacona w uzgodniony sposób na możliwych warunkach.

Poza pozytywnym sygnałem z Grecji wzrosty wspierały także dane makroekonomiczne. Szacunki inflacji ze strefie euro w czerwcu okazały się niższe o 0,1 proc. niż prognozowano i wzrost cen sięgnął 2,7 proc. Odrobinę większe niż oczekiwano były tygodniowe dane o nowych bezrobotnych w USA, których liczba sięgnęła 428 tysięcy, ale zdecydowanie istotniejsza była informacja o indeksie Chicago PMI, który wyraźnie przebił prognozy i wzrósł do 61,1 pkt. Taka poprawa sugeruje dobre jutrzejsze dane ISM opisujące produkcję, więc nic dziwnego, że zachodnie rynki kończyły dzień na porządnych plusach. Dodając do tego klasyczne „window dressing” mieliśmy mix, który wręcz zmuszał do kupna akcji. Tak dobre nastroje powinny utrzymać się przynajmniej do końca tygodnia, więc jutrzejszy handel w Europie też ma duże szanse zakończyć się na plusach.

Gdy cała Europa rosła WIG20 był najsłabszym indeksem i zakończył dzień symbolicznym spadkiem. Swoją słabość zawdzięczał głównie spółkom energetycznym, TP SA i PZU, które przy swojej wadze neutralizowały zbliżający się do rekordów kurs KGHM. Spadki na akurat tych walorach można powiązać z wychodzeniem graczy z defensywnych spółek oraz likwidacją pozycji po potwierdzeniu wysokości dywidendy (PZU). Większy obrót pokazał, że wróciło zainteresowanie rynkiem, więc jutrzejsze dobre nastroje na świecie znajdą także odzwierciedlenie we wzrostach WIG20, który powinien oddalić się od bariery 2800 pkt.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: A-Z Finanse
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj