Przypomnieć trzeba, że publikowane w nocy ze środy na czwartek raporty pokazały spadek indeksów PMI dla przemysłu chińskiego - spadły najniżej od stycznia 2009 roku i zanurzyły się w obszar poniżej poziomu 50 pkt. Europejskie indeksy PMI też wyglądały bardzo słabo. To nie zachęcało do kupna akcji, ale dane amerykańskie były lepsze.

Listopadowa sprzedaż detaliczna w sieciach sprzedaży w sklepach czynnych dłużej niż 1 rok wzrosła w listopadzie o 3,2 proc. To mniej niż październikowe 3,7 proc., ale indeks sektora rósł. Indeks ISM dla przemysłu amerykańskiego wzrósł z 50,8 na 52,7 pkt. (więcej niż oczekiwane 51,5 pkt.). Jedynie raport z rynku pracy rozczarował. Dane o ilości nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych złożonych w ostatnim tygodniu rozczarowały. Wniosków było 402 tys. (oczekiwano 390 tys.). Nieznacznie wzrosła też średnia 4. tygodniowa.

Informacje dochodzące z Europy były nadal bardzo niejednoznaczne. Amerykanie odczytali wypowiedzi Mario Draghi, prezesa ECB na forum Parlamentu Europejskiego, jako zapowiedź mocniejszego udziału ECB w obronie strefy euro, jeśli dojdzie do powstania unii fiskalnej. To był mini-plus. Jednak liderzy Francji i Niemiec nadal przedstawiali rozbieżne poglądy. W wywiadzie prasowym kanclerz Angela Merkel nadal zdecydowanie sprzeciwiała się idei euroobligacji oraz popierała całkowitą niezależność ECB. Nadal też optowała za unią fiskalną, w której to komisarz unijny odpowiadałby za dyscypliny budżetowe stowarzyszonych państw.

Nicolas Sarkozy, prezydent Francji, podczas swojego wystąpienia w Tulonie powiedział co prawda, że Francja i Niemcy zgodzili się co do tego, że potrzebny jest nowy traktat unijny. Powiedział też, że spotka się w poniedziałek z kanclerz Merkel, w celu zaproponowania rozwiązań, które zagwarantują przyszłość Europy. Nie wynikało z tego, że takie rozwiązania już są przez obie strony przyjęte. Z pewnością zresztą nie są, bo prezydent odrzucił niemiecki pomysł z kontrolowaniem budżetów państw przez Brukselę. Podsumowując: w Europie nadal panował bałagan.

Na rynku akcji od rana panowała niepewność. Indeksy rozpoczęły dzień od spadku, szybko wzrosły, znowu zanurzyły się pod kreską i po przemówieniu prezydenta Francji ruszyły na północ. Europejskie bałagan zapewne nie do końca był rozumiany w USA i nie ma się co dziwić. Czasem naprawdę trudno jest tę kotłowaninę pomysłów uporządkować. Generalnie pomagało to, co najprostsze: w poniedziałek Merkel spotka się z Sarkozym i być może coś zaproponują. Okazało się, że to było za mało, żeby zatrzymać chęć do zrealizowania części zysków. Indeksy w końcówce osunęły się, ale była to zupełnie niegroźna mikro-korekta.

GPW rozpoczęła czwartkową sesję od spadku indeksów, co nie mogło dziwić, bo przecież nieczęsto zdarzają się blisko pięcioprocentowe wzrosty indeksów, a taki właśnie wzrost miał miejsce w środę. Bez nowych impulsów taki wzrost prowokował korektę. Owszem, po aukcji długu Hiszpanii i Francji indeksy wróciły do poziomu ze środy, ale potem znowu zaczęły się osuwać.

Reklama

Indeks WIG20 tracił między pół, a jeden procent, a rynek wszedł w fazę marazmu. Dopiero przed pobudką w USA podnoszące się inne indeksy europejskie zaczęły naszym bykom nieznacznie pomagać. Publikacja danych z amerykańskiego rynku pracy przerwała ten proces, początek sesji w USA znowu poprawił nastroje, a spadki indeksów w Stanach pogorszyły. Jak widać WIG20 bujał się w paśmie od poziomu neutralnego do o jeden procent niższego i na tym niższym skończył. Była to klasyczna, niczego nie zmieniająca, sesja wyczekiwania.