Upadek strefy euro – katastrofa, czy nowy początek?

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
6 grudnia 2011, 05:30
Barometr rynkowy, fot. ronfromyork
Barometr rynkowy, fot. ronfromyork/ShutterStock
Wyjście Grecji, a zwłaszcza rozpad strefy euro, byłyby dla gospodarki europejskiej dużym wstrząsem. Nastąpiłaby dywergencja walut, stóp procentowych i poziomów inflacji, czyli tych parametrów, które zostały ujednolicone po ustanowieniu Unii Ekonomicznej i Monetarnej – taki scenariusz przedstawił kilka dni temu bank ING. Czy faktycznie oznaczałoby to katastrofę?

Na uwagę zasługuje fakt, że głośno od kilku dni omawiane opracowanie, choć dotyczy strefy euro pomija najmniejsze kraje tego obszaru: Słowację, Słowenię, Maltę, Cypr i Estonię. Uwzględnia natomiast dwa europejskie kraje spoza strefy euro: Wielką Brytanię i Polskę. To świadczy, że polska gospodarka ma coraz większe znaczenie dla całej Unii Europejskiej. Z pewnością ma duże znaczenie także dla banku ING.

>>> czytaj też: FT: polska droga do kapitalizmu "cofa się" na A2

Prognoza ING – szok finansowy, brak dostosowań

Opracowanie analityków holenderskiego banku nie jest prognozą, a raczej futurologią. Należałoby bowiem uwzględnić dziesiątki różnych scenariuszy, dla różnych ścieżek dostosowania fiskalnego, zmian konkurencyjności gospodarek, polityki banków centralnych, które odzyskałyby suwerenność i prowadziłyby bardziej lub mniej aktywne działania antyinflacyjne. Wystąpiłyby też silniejsze niż przewiduje się w opracowaniu zaburzenia w gospodarce amerykańskiej i – w mniejszym stopniu – azjatyckiej.

>>> Polecamy: Merkozy mówi jednym głosem. Witamy w nowej Europie

Analitycy banku ING nie uwzględniają pozytywnych skutków uwolnienia walut krajów strefy euro na poprawę konkurencyjności. Przyjmują założenie, że dostosowania w gospodarce realnej będą następowały bardzo wolno i będą nieistotne wobec negatywnych skutków szoku finansowego. Jeśli Grecja jako jedyny kraj opuści strefę euro, jej PKB spadnie o 10,7 proc. w pierwszym roku, a w kolejnym wzrost będzie bliski zera. Jeśli cała strefa euro się rozpadnie, gospodarka grecka w pierwszym roku skurczy się o ponad 13 proc., w drugim o 2,7 proc.

Nawet po czterech latach dynamika Grecji będzie słaba. Recesja będzie wynikiem załamania się sektora bankowego i bankructwa wielu firm, na skutek dewaluacji krajowej waluty. „Greckie euro” straci 80 proc. wartości w stosunku do waluty europejskiej i 85 proc. w stosunku do dolara.

Przykład Argentyny, która uwolniła swą walutę (wcześniej była ona powiązana z dolarem systemem currency board) pokazuje, że dostosowanie może być znacznie szybsze. Uwolnienie peso w styczniu 2002 roku spowodowało przeszło 3-krotną deprecjację argentyńskiej waluty. W wyniku tego powstała znaczna nadwyżka na rachunku bieżącym bilansu płatniczego (w roku 2001 -4,6 mld USD, w roku 2002 +9,0 mld USD). Dług publiczny, liczony w walucie krajowej wzrósł niemal 3-krotnie, ale liczony w dolarach zmniejszył się, a rząd odzyskał zdolność spłaty długu.

Argentyna na skutek kryzysu (spadek produkcji trwał od 1999 do 2002 roku) utraciła jedną czwartą PKB. Po uwolnieniu peso strata została odrobiona w ciągu 3 lat. Podobny scenariusz kryzysu miał miejsce w Azji Wschodniej oraz w Rosji w końcu lat 90. Uwolnienie walut i ich deprecjacja wymuszały zmiany strukturalne w gospodarce oraz poprawę bilansu wymiany z zagranicą. Po głębokim spadku PKB, następowało dynamiczne odbicie.

Nie ma powodu, by podobny scenariusz nie powtórzył się w Grecji, choć oczywiście samo uwolnienie waluty nie jest wystarczającą przesłanką dla sukcesu. W 2010 roku jednostkowe koszty pracy w Grecji były o 36 proc. wyższe niż w roku 2000. Efektem tego była niska konkurencyjność międzynarodowa, zahamowanie eksportu i ujemny wynik rachunku bieżącego.

Uwolnienie greckiej waluty powinno doprowadzić do znacznego obniżenia płac realnych oraz jednostkowych kosztów pracy, obniżenia poziomu wydatków budżetowych w stosunku do PKB i zbilansowania budżetu. A w konsekwencji – powstania nadwyżki na rachunku bieżącym, głębokiej recesji – trwającej około roku – oraz szybkiego wzrostu eksportu. Zagrożeniem dla takiego scenariusza byłyby – indeksacja płac lub inna forma nadmiernych rekompensat za wysoką inflację, zwłaszcza wypłacanych z budżetu oraz zła polityka banku centralnego. Przykład krajów, które przeszły przez taki szok pokazuje jednak, że nawet słabe państwa i słabe rządy (Argentyna, Rosja) mogą poradzić sobie z tą sytuacją.

Cały tekst można przeczytać na:

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj