Z powodu kryzysu protekcjonizm wraca do łask

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 marca 2012, 15:53
handel zagraniczny
handel zagraniczny/ShutterStock
Kryzys nie sprzyja rozwojowi światowego handlu. I wywołuje reakcję ochronną u tych państw, które obawiają się zagranicznej konkurencji. Tylko w ostatnim roku kraje należące do WTO wprowadziły aż 340 decyzji o charakterze protekcjonistycznym, trzy razy więcej niż było w tym samym czasie inicjatyw służących otwarciu rynku.

Prym w przywracaniu ochrony własnych interesów wiodą kraje wschodzące. Rekordzistką jest Argentyna, która od początku kryzysu w 2008 r. wprowadziła już 192 takie decyzje. Do tego stopnia, że dla uczczenia 30. rocznicy wojny o Falklandy prezydent Cristina Kirchner zadekretowała cła, które ograniczą import z Wielkiej Brytanii.

Jednak w Ameryce Łacińskiej Argentyna nie jest wyjątkiem. Przeciwnie, cały Mercosur – organizacja współpracy gospodarczej kontynentu – zadekretowała w ub.r. podwyższenie ceł na import produktów zamorskich.

>>> czytaj też: Europa zwalnia, Polska pędzi

Niewiele odstaje od Argentyny Rosja: mimo niedawnej zapowiedzi przystąpienia do WTO, Kreml w ostatnich czterech latach wdrożył aż 172 środki ochrony rynku przed zagraniczną konkurencją. Część z nich dotyczy importu części samochodowych. W taki sposób Moskwa chce zwiększyć do 2020 r. do 1/3 udział produkowanych lokalnie aut w łącznej sprzedaży samochodów. Przy otwartej konkurencji nie byłoby to możliwe. Na liście mistrzów protekcjonizmu wysokie pozycje zajmują także Indie (101 decyzji o ochronie rynku) i Chiny (95).

Zwolennikami otwartej konkurencji pozostają, przynajmniej na razie, kraje wysoko rozwinięte. Dobitnym tego sygnałem była niedawna decyzja Brukseli o zniesieniu zakazu importu amerykańskiej wołowiny zawierającej hormony wzrostu. W ten sposób został zakończony trwający od 20 lat spór w tej sprawie między Brukselą i Waszyngtonem.

>>> Polecamy: Polska tak zdecentralizowana jak Skandynawia

Zachód pozostaje wierny liberalizmowi po części z powodu doświadczeń historycznych: nie chce powtórki wojen handlowych z lat 30. XX wieku, które pogłębiły kryzys i otworzyły drogę Hitlerowi do władzy. Innym powodem jest struktura światowej wymiany. W Unii praktycznie nie produkuje się towarów o niskiej wartości dodanej, jak tekstylia, i dlatego musi je importować.

Jednak i w UE podnoszą się głosy za ochroną rynku. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy zaproponował w ubiegłym tygodniu wprowadzenie zasady, zgodnie z którą rządy narodowe, a nie Komisja Europejska miałyby decydować o tym, z kim handlować i na jakich warunkach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj