Jedność krajów BRICS to propagandowa fasada

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 kwietnia 2012, 23:28
Flagi krajów BRIC For. Shutterstock
Flagi krajów BRIC For. Shutterstock/ShutterStock
Jako narzędzie marketingowe hasło BRICS zrobiło oszałamiającą karierę. Jednak pomimo propagandowej demonstracji jedności zeszłotygodniowy szczyt przywódców Brazylii, Rosji, Indii, Chin i RPA pokazał, że wciąż więcej dzieli, niż łączy te gigantyczne rynki wschodzące.

BRICS oznacza rosnącą potęgę pięciu szybko rozwijających się gospodarek, które stanowią jedną czwartą światowego PKB. Skupiają blisko połowę populacji świata.

Łatwo było uzgodnić wydane podczas szczytu oświadczenia, które potępiają przemoc, wzywają świat rozwinięty do podzielenia się władzą z krajami wschodzącymi i upominają się o dyplomatyczny dialog z Iranem. O wiele trudniej wypracować wspólne stanowisko w takich sprawach jak bezpieczeństwo, gdy pomiędzy samymi członkami BRICS panuje głęboko zakorzeniona podejrzliwość. Pekin i New Delhi do tej pory nie rozstrzygnęły odwiecznego sporu o granice, podczas gdy Rosja podejmuje wyścig zbrojeniowy z Chinami. Trudno zbudować zaufanie, jeśli różnice polityczne obejmują tak szerokie spektrum, jak komunizm, autorytaryzm i demokrację.

Wyzwaniem jest także wspólny wysiłek w budowie dobrobytu, podczas gdy każda gospodarka jest napędzana innym paliwem. Interesy eksportera surowców są zupełnie odmienne np. od interesów importera.

Jednak na szczycie w New Delhi pojawiły się też obiecujące sygnały. Ustalając rozszerzenie programów kredytowych w swoich lokalnych walutach, członkowie BRICS będą mogli zmniejszyć uzależnienie od dolara we wzajemnej wymianie handlowej. Sukcesem jest także osiągnięta po długim zwlekaniu gotowość BRICS do realizacji pomysłu założenia banku, który miałby być sfinansowany z ich własnych środków. Potencjalne korzyści mogą być ogromne, zarówno pod względem uwolnienia handlu pomiędzy krajami rozwijającymi się, a także podzielenia się wiedzą zdobytą przez wielką piątkę z najbiedniejszymi państwami.

Bank będzie sprawdzianem dla skuteczności sojuszu. Kraje BRICS będą musiały wznieść się ponad retorykę jedności, by zapewnić fundusze. Chiny będą musiały stawić czoła nieustannym podejrzeniom o prawdziwość intencji stojących za ich uczestnictwem w jakimkolwiek wspólnym przedsięwzięciu finansowym.

To wymaga czasu. Lecz jeśli przesłanką stojącą za hasłem BRICS jest zrównoważenie wpływów Zachodu w globalnym układzie sił, kraje te muszą znaleźć sposób obejścia tych różnic. Już raz zmarnowały swoją wielką szansę, gdy nie udało im się wystawić wspólnego kandydata na prezesa waszyngtońskiej twierdzy, Banku Światowego. Takie pęknięcia dowodzą, że spoiwo sojuszu BRICS wciąż nie jest dostatecznie mocne.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: FT
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj