Przasnyski: amerykańska lokomotywa słabnie

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
18 kwietnia 2012, 13:04
Zmiany wskaźnika aktywności amerykańskiego przemysłu ISM i dynamiki produkcji przemysłowej (w proc. rok do roku), fot. Open Finance
Zmiany wskaźnika aktywności amerykańskiego przemysłu ISM i dynamiki produkcji przemysłowej (w proc. rok do roku), fot. Open Finance/Inne
Po tym, jak w Europie nastała łagodna recesja, a chińska gospodarka spowolniła tempo wzrostu, oczy inwestorów i analityków zwróciły się ku Ameryce. Po okresie poprawy i tam widać oznaki zadyszki.

W drugiej połowie ubiegłego roku, gdy w strefie euro coraz bardziej widoczne były oznaki spowolnienia, a później łagodnej recesji, zaś z Chin płynęły sygnały hamowania gospodarki, nadzieja całego świata koncentrowała się na Stanach Zjednoczonych. Amerykańska gospodarka rzeczywiście na tym tle wyglądała niemal jak okaz zdrowia. Większość parametrów makroekonomicznych wskazywała na poprawę sytuacji. Spora część tej dobrej kondycji to zasługa programów stymulacyjnych i działań rezerwy federalnej. Choć przedstawiciele Fed wciąż uznawali wzrost gospodarczy jako frustrująco słaby, inwestorzy byli innego zdania i od października 2011 roku indeksy na Wall Street szły ostro w górę aż do pierwszych dni kwietnia tego roku.

W pierwszym kwartale 2011 roku amerykańska gospodarka robiła wrażenie jednej z najsłabszych. PKB wzrósł wówczas o zaledwie 0,4 proc., podczas gdy tempo wzrostu gospodarki niemieckiej sięgało 5,2 proc. W ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku amerykańska gospodarka wzrosła o 3 proc., a niemiecka o 1,5 proc. Porównując czwarty kwartał do trzeciego, największa europejska gospodarka zaliczyła spadek o 0,25 proc.

>>> Czytaj też: Inwestujesz na rynku forex? Masz niewielkie szanse na zysk

Jeszcze większy optymizm dotyczący oceny stanu i perspektyw amerykańskiej ekonomii zapanował w ostatnich miesiącach, gdy coraz bardziej widoczna zaczęła być poprawa sytuacji na rynku pracy. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła z ponad 400 do około 350 tys. tygodniowo, zaś liczba nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym zaczęła zwiększać się o ponad 200 tys. miesięcznie. Jednak w ostatnich tygodniach korzystna tendencja w przypadku obu tych parametrów została zahamowana. Tę zmianę można by zbagatelizować, jednak towarzyszą jej inne niekorzystne tendencje. Od trzech kolejnych miesięcy produkcja przemysłowa nie ulega zmianie, zaś w ujęciu rok do roku tempo jej wzrostu wyraźnie wyhamowuje. Tendencja ta trwa od drugiej połowy ubiegłego roku, trudno więc ją lekceważyć.

Ostrzegawcze sygnały już wcześniej zaczął wysyłać wskaźnik aktywności amerykańskiego przemysłu ISM. Najwyższą wartość w tym cyklu osiągnął w kwietniu 2011 roku. W lipcu ubiegłego roku ustanowił dołek, a odbicie od niego ma bardzo niewielką dynamikę. Wskaźnik ten jest mocno skorelowany z produkcją przemysłową. Skoro oba te parametry sygnalizują osłabienie, warto baczniej przyglądać się ich zachowaniu.

Amerykańskiej gospodarce recesja raczej nie grozi, jednak istnieje duże prawdopodobieństwo, że możemy mieć do czynienia z sytuacją analogiczną do tej z lat 2003-2005. Wówczas także w wyniku stymulowania gospodarki i rozluźniania polityki pieniężnej miał miejsce dynamiczny wzrost zarówno wskaźnika ISM, jak i produkcji przemysłowej. Oba cykle zmian tych dwóch parametrów charakteryzują się podobnym czasem trwania (od ponad dwa i pół roku do trzech lat) i zbliżonym przebiegiem. W obu przypadkach po silnym wzroście i ustanowieniu szczytu następowała głęboka korekta ich wartości. Następujący po niej ruch w górę trwał kilka miesięcy i był niezbyt dynamiczny. Po jego zakończeniu kontynuowana była tendencja spadkowa. Z analizy przebiegu tych prawidłowości wynika, że obecnie jesteśmy w fazie niewielkiego odreagowania po trwającym od kwietnia do lipca ubiegłego roku spadku ISM i dynamiki produkcji przemysłowej. Można się więc spodziewać dalszego przejściowego pogorszenia się sytuacji w najbliższych miesiącach.

>>> Zobacz też: Niemiecki cud - czyli jak w kryzysie zmniejszyć poziom bezrobocia

Za takim scenariuszem przemawiają też sygnały płynące z obserwacji elementów składowych wskaźnika ISM. Choć w marcu jego wartość wzrosła z 52,4 do 53,4 punktu, to wyraźny spadek miał miejsce w przypadku dynamiki nowych zamówień oraz zamówień eksportowych.

Niewykluczone, że ostatnie spadki na Wall Street to reakcja na te właśnie zjawiska. Mogą one być wynikiem obaw, że amerykańska gospodarka nie poradzi sobie z trwałym powrotem na ścieżkę wzrostu bez dodatkowych bodźców ze strony polityki pieniężnej i stymulacji fiskalnej.

roman_przasnyski_296818.jpg
Roman Przasnyski, analityk Open Finance
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Open Finance
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj