Ukraiński sąd najwyższy przełożył wczoraj na 16 sierpnia termin rozpatrzenia kasacji sprawy Julii Tymoszenko. Sędziowie uznali, że schorowana była premier musi być obecna na rozprawie. Tymoszenko jest symbolem procesów politycznych wytaczanych przez władze w Kijowie, jednak liczba podejrzanych spraw sądowych zbliża się do 20.

11 antyrerrorystów na ministra i jego psa

Prokuratura szykuje przeciwko Tymoszenko także inne zarzuty – tym razem była premier może zostać oskarżona o korupcję. Na razie odsiaduje wyrok siedmiu lat za złamanie procedur przy podpisywaniu umowy gazowej z Rosją. To tzw. przestępstwo urzędnicze, które zostało w kodeksie karnym jeszcze z czasów sowieckich. Z podobnego paragrafu odpowiadał szef MSW w rządzie żelaznej Julii Jurij Łucenko. Za załatwienie swojemu kierowcy mieszkania i przyznanie dodatku emerytalnego (do czego jako minister miał prawo) usłyszał wyrok czterech lat więzienia, konfiskaty majątku i wysokiej grzywny.

Łucenko trafił do aresztu dzień po katolickim Bożym Narodzeniu 2010 r. zatrzymany podczas spaceru z psem przez 11 antyterrorystów. Przed tygodniem trybunał w Strasburgu uznał, że Kijów złamał prawo, zatrzymując Łucenkę, i przyznał mu 15 tys. euro odszkodowania. Wpływowy polityk był w 2004 r. głównym organizatorem pomarańczowej rewolucji. Wielu komentatorów nie wyklucza, że Wiktor Janukowycz w ten sposób zemścił się na człowieku, który pozbawił go władzy przed niemal sześcioma laty.

Prokuratura wszczęła sprawy karne także przeciwko trzem innym byłym ministrom z okresu rządów pomarańczowych. Były p.o. minister obrony Wałerij Iwaszczenko miał niezgodnie z prawem zezwolić na prywatyzację niewielkiej stoczni w krymskiej Teodozji. Wyrok: cztery lata. Iwaszczenko, podobnie jak jego dawna zwierzchniczka, uskarża się na chory kręgosłup, a do sądu wniesiono go na noszach. Trzy lata za kratkami spędzi zaś eksminister środowiska Hryhorij Fyłypczuk, który miał niezgodnie z prawem wydać pieniądze pozyskane ze sprzedaży praw do emisji CO2.

Setka oskarżonych

Wiktorowi Bondarowi, ministrowi transportu w jednym z pierwszych rządów pomarańczowych, prokuratura zarzuca, że nielegalnie zdecydował o rozbiórce nieukończonego dworca autobusowego w Kijowie, przez co budżet miał stracić 5,5 mln hrywien (2,3 mln zł). Bondar czeka na proces na wolności, służby odebrały mu tylko paszport. Urzędnik naraził się Janukowyczowi, gdy jako szef administracji w Dnipropetrowsku publicznie poparł Julię Tymoszenko w wyborach 2010 r.

Więcej szczęścia miał z kolei szef resortu gospodarki z czasów Tymoszenko Bohdan Danyłyszyn, który miał stanąć przed sądem za dopuszczenie do dwóch bezalternatywnych przetargów. Danyłyszyn uciekł do Pragi i otrzymał tam azyl polityczny. Podobnym statusem w czeskiej stolicy cieszy się Ołeksandr Tymoszenko, mąż Julii. W sumie kłopoty z janukowyczowską prokuraturą ma więc była premier, jej mąż, pięciu byłych ministrów, a także kilkunastu innych pomniejszych pracowników urzędów państwowych i gazowej spółki Naftohaz.

– To jednak nie wszyscy więźniowie polityczni. Gdyby dodać do tego ludzi, którzy trafili przed sąd wskutek konfliktu z lokalnymi urzędnikami na prowincji, liczba ta może zbliżać się do setki – mówi Natalia Sokołenko z ruchu Stop Cenzurze!. Tymczasem wniesienie sprawy do sądu przez prokuraturę praktycznie odbiera nadzieję na wyrok uniewinniający. Takie rozstrzygnięcie zapada w zaledwie 0,2 proc. spraw rozpatrywanych przez ukraiński wymiar sprawiedliwości. Wsadzenie za kratki biznesowego czy politycznego przeciwnika, zwłaszcza poza Kijowem, nie jest więc na skorumpowanej Ukrainie trudne.

Sprawy przeciwko politykom opozycji mają kilka wspólnych cech. W większości chodzi o pojemne, a przy tym naciągane zarzuty przestępstwa urzędniczego i nadużycia władzy. Sądzą ich młodzi, a zatem niedoświadczeni i łatwi w kontrolowaniu sędziowie, którzy seriami odrzucają wszelkie wnioski obrony, przyjmując za to wnioski oskarżenia. Sprawy Tymoszenko i jej współpracowników mają szerszy kontekst międzynarodowy. Jeśli tego typu wyroki będą wciąż zapadać, Janukowycz ostatecznie straci szansę na wolny handel i stowarzyszenie z UE i będzie zdany na łaskę Rosji. Tym razem na własne życzenie.