Mykowski: "Czarny Piątek" wcale nie znaczy zły

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
26 listopada 2012, 16:57
Uwagę inwestorów zaprzątały dzisiaj głównie dane dotyczące sprzedaży w tzw. "Black Friday" oraz wyniki kolejnej rundy negocjacji w sprawie pomocy dla Grecji.

Po wyraźnych wzrostach podczas krótszej, piątkowej sesji w USA, przyszedł czas na nieznaczne odreagowanie i kontrakty futures na indeks S&P500 otworzyły się w poniedziałek z czteropunktową luką, by przez resztę dnia stopniowo spadać. Przyczyną jest niepewność co do interpretacji spływających ze sklepów danych dotyczących sprzedaży w tzw. „Black Friday” (Czarny Piątek). Tego dnia Amerykanie, korzystając z wolnego czasu po Święcie Dziękczynienia, ruszają na zakupy. Ich wydatki są ważną prognozą dla gospodarki, gdyż na ich podstawie określa się całość przyszłych wydatków świątecznych. Dzień określano mianem „czarnego”, gdyż właśnie takim atramentem sprzedawcy zapisywali w przeszłości zyski (czerwonym odnotowywano stratę).

Dane dotyczące sprzedaży w miniony piątek wywołują mieszane uczucia, gdyż wprawdzie były o 1,8% mniejsze od zeszłorocznych, ale wiele wskazuje na to, że w tym roku dużo więcej zakupów poczyniono w czwartek oraz w weekend. Niezależnie jednak od czasu zakupów na uwagę zasługuje sposób ich dokonania. Okazuje się, że przez Internet zakupiono o 26% więcej niż rok temu. Ostatecznej interpretacji danych dokona oczywiście rynek, jednak po spadkowym początku dzisiejszej sesji, trudno oczekiwać napływu entuzjazmu.

W Polsce dane o sprzedaży detalicznej w październiku zaskoczyły w sposób jednoznacznie negatywny. Rok do roku wzrosła ona jedynie o 3,3%, podczas gdy prognoza rynkowa zakładała wzrost o 4-5%. Zgodne z oczekiwaniami okazały się dane o bezrobociu, które wyniosło w zaszłym miesiącu 12,5% wobec 12,4% w poprzednim okresie. Dane te wzbudziły spekulacje dotyczące przyszłego posiedzenia RPP, które odbędzie się 4-5 grudnia. Coraz silniejsze są głosy, płynące także ze strony członków rady, iż konieczne jest obniżenie stopy referencyjnej o więcej niż zakładane 25 pb.

Kolejny dzień toczy się także debata o finansowanie greckiego długu. Wprawdzie poprzednie negocjacje prowadzone w środę nie zakończyły się wypracowaniem kompromisu, jednak od tego czasu do mediów zaczęły przenikać informacje o tym, że zostanie on najprawdopodobniej osiągnięty. Na pozytywne zakończenie rozmów zdaje się również wskazywać kurs EUR/USD, który od ponad tygodnia pnie się w górę i zbliżył się w okolice kluczowego oporu na poziomie 1,30 dolara za jedno euro. Za euro po południu płacono 4,10 PLN, dolar kosztował 3,16 PLN, a frank po godz. 16 wyceniany był na 3,41 PLN.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Noble Securities
Tematy: giełda
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj