Magyar to wytrawny dyplomata. Ale popiera go prawica
"Po niedawnym spotkaniu z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, premier-elekt Węgier Peter Magyar określił spotkanie jako "niezwykle konstruktywne". Bruksela nie słyszała takich słów od węgierskiego przywódcy od lat" – zauważyło w poniedziałek Politico.
Portal przestrzegł jednak przed wyciągnięciem błędnych wniosków ze zwycięstwa Magyara, zwracając uwagę na jego niedawne wypowiedzi i skład przyszłego parlamentu Węgier.
"Magyar nie będzie stylem przypominał Orbana. Zna wyrafinowane brukselskie obyczaje, będąc węgierskim dyplomatą w stolicy Belgii przez kilka lat. Będzie unikał prowokacji, w których lubował się jego poprzednik. Magyar był jednak wpływowym działaczem Fideszu, a dzięki temu, że partie liberalne i lewicowe w dużej mierze zrezygnowały z udziału w wyborach, co dało jego partii TISZA szansę na pokonanie Fideszu, nowy parlament Węgier składać się będzie wyłącznie z posłów prawicowych, nacjonalistycznych i, w różnym stopniu, akcentujących suwerenność" – stwierdziło Politico.
Kampania Magyara to klasyczny populizm
Portal zaznaczył, że "zwycięstwo Magyara nie było zwycięstwem tzw. przebudzonego liberalizmu ani globalistycznego centryzmu, a jego kampania była klasycznym populizmem, skupionym na podstawowych kwestiach inflacji, kryzysu gospodarczego i powszechnej korupcji".
"Do porażki Orbana przyczyniły się koszty utrzymania, brak perspektyw ekonomicznych i brak miejsc pracy" – powiedział Politico Matyas Bodi z Uniwersytetu Eötvösa Loránda w Budapeszcie.
Czasem bliżej mu do Orbana niż do eurokratów
Na konferencji prasowej po wyborach Magyar przypisał swoje zwycięstwo temu, co nazwał "dobrym rodzajem populizmu". Prowadził kampanię bardzo podobną do tej, którą prowadził Orban w 2010 roku, nawiązując do ekonomicznych i społecznych problemów wyborców, którzy czuli się pominięci, martwili się o przyszłość swoich dzieci i uważali, że zasługują na większy udział w bogactwie kraju – zaznaczył portal.
"W kilku kluczowych kwestiach, które potencjalnie mogą powodować problemy między Budapesztem a Brukselą, Magyar jest znacznie bliższy Orbanowi niż globalistycznym eurokratom. Gdy tylko uwolni tak bardzo potrzebne mu unijne pieniądze, Magyar i Bruksela mogą szybko znaleźć się w konflikcie na wielu płaszczyznach" – ocenił portal.
Kwestie sporne z Brukselą
Magyar sprzeciwia się przyspieszeniu procesu akcesji Ukrainy do UE, uzależniając je m.in. od zapewnienia prawa do nauki i języka dla etnicznych Węgrów na ukraińskim Zakarpaciu. Opowiada się przeciwko migracji, obiecując utrzymanie ogrodzenia na południowej granicy Węgier, wzniesionego przez Orbana. Odrzuca obowiązkowe unijne kwoty relokacji migrantów, mające na celu złagodzenie obciążeń migracyjnych tzw. państw frontowych.
Chociaż wyraźnie daje do zrozumienia, że Ukraina jest ofiarą agresji rosyjskiej, podkreśla – podobnie jak Orban – że geografii nie da się zmienić i będzie dążył do "pragmatycznej współpracy" z Moskwą. Przyszły premier Węgier zapowiedział jednak, że zakończy uzależnienie kraju od rosyjskich surowców energetycznych do 2035 roku.
Centryści muszą się zastanowić, co świętują
Politico zwróciło uwagę, że zamrożone unijne środki – ok. 18 mld euro z funduszy spójności i odbudowy po pandemii Covid-19 – są kluczowe dla spełnienia wyborczych obietnic Magyara.
"Bruksela i Węgry mają zatem wspólny interes w tym, aby Budapeszt stał się graczem zespołowym w UE. Nowy przywódca Węgier prawdopodobnie szybko podejmie próbę przywrócenia niezależności sądownictwa i walki z korupcją, nie tylko po to, by zadowolić Brukselę, ale także Węgrów, którzy poparli go częściowo z obrzydzenia do korupcji" – podkreślił portal.
"Europejscy centryści, w tym kanclerz Niemiec Friedrich Merz, szybko okrzyknęli porażkę wyborczą Orbana odrzuceniem nacjonalizmu. Zanim jednak zaczną świętować, warto zastanowić się, kto wygrał i co do tego doprowadziło" – podsumowało Politico.
