W poniedziałek na większości europejskich parkietów panowały nienajlepsze nastroje. Indeksy szły w dół, choć pod koniec dnia tu i ówdzie wyszły nad kreskę. Rzeczywistość nie jest jednak tak smutna, jak wynikałoby z obserwacji tablicy bieżących notowań. Wiele wskaźników w ciągu dnia ustanowiło nowe, kilkunastomiesięczne szczyty. Walka popytu i podaży w takich momentach jest czymś zupełnie naturalnym. Część inwestorów przed końcem roku i przed ewentualną korektą, jest skłonna do realizacji zysków. Część zaś tych, którzy nie mają jeszcze czego realizować, ale wierzą, że najlepsze jeszcze przed nimi, postanawia akcje kupować. Na razie efekt tych zmagań wskazuje na przewagę byków i trudno się spodziewać zmiany tego stanu rzeczy w najbliższych dniach.

Dziś byki będą mieć dodatkowy argument, w postaci dynamicznych poniedziałkowych wzrostów na Wall Street. Dow Jones podskoczył o prawie 0,8 proc., a S&P500 zyskał niemal 1,2 proc. To największe dzienne zwyżki od prawie miesiąca. Przewaga byków była bezdyskusyjna przez cały czas trwania sesji. A wszystko to za sprawą faktu, że prezydent Obama rozmawiał z głównym reprezentantem Republikanów w negocjacjach dotyczących fiskalnego klifu. Żadnych szczegółów, żadnych przecieków, żadnych konkretów. A indeksy mocno w górę. Widać, jak niewiele potrzeba do poprawy nastrojów. To niestety rodzi obawy o trwałość tej tendencji. Zakładając, że zagrożenie klifem wkrótce zniknie, rynek na powrót "siądzie" pod wpływem problemów związanych z gospodarką. Zadziała też pewnie mechanizm, mówiący o kupowaniu plotek i sprzedawaniu faktów.

Z technicznego punktu widzenia jest mało prawdopodobne, by anulowanie kwestii klifu spowodowało trwały powrót amerykańskich indeksów do trendu wzrostowego i ich wyjścia powyżej szczytu z połowy września. Nawet jeśli miałoby to nastąpić, to nie z marszu, ale po spadkowej korekcie, pozwalającej bykom nabrać rozpędu.
To jednak zmartwienia na początek stycznia. Dziś mamy jasną perspektywę ruchu w górę. Widać to na rynkach azjatyckich, gdzie zdecydowanie przeważa optymizm. Nikkei zwyżkował o niemal 1 proc., w Szanghaju wskaźniki rosły po 0,1-0,3 proc.

Po 0,2-0,3 proc. w górę szły rano kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy, sugerując wzrostowy początek handlu na naszym kontynencie. Nie ma też żadnych powodów do obaw o sytuację na warszawskim parkiecie. Festiwal rekordów trwa i wypada czekać, że dotrze też niedługo do segmentu najmniejszych spółek, które do tej pory wielkiej siły nie pokazały. Ważnych informacji makroekonomicznych będzie niewiele, więc rynki będą pokazywać swoje "naturalne" oblicze.