Kompletny brak emocji, w momencie, gdy na giełdach niemal co dzień padają rekordy, wydaje się mocno nietypowy. Taka sytuacja sugeruje, że to jeszcze nie koniec hossy, ale może też wskazywać na obawę przed korektą.

Handel na warszawskiej giełdzie zaczął się we wtorek niemal identycznie, jak dzień wcześniej. WIG20 zyskiwał symboliczne 0,04 proc., a zwyżka wskaźnika szerokiego rynku nie przekraczała 0,1 proc. Nawet znacznie lepiej ostatnio zachowujący się mWIG40 zdołał na otwarciu „podskoczyć” o zaledwie 0,2 proc. Ten niemrawy początek sesji był sygnałem, że większych emocji nie ma się co spodziewać także w ciągu dnia. I taki scenariusz był konsekwentnie realizowany aż do końcowego dzwonka.

Indeks blue chips nie odchylał się od 2480 punktów, czyli od poziomu poniedziałkowego zamknięcia o więcej niż kilka punktów. Niewielkie były też zmiany kursów większości spółek wchodzących w jego skład. Rano największymi wahaniami charakteryzowały się notowania walorów Banku Handlowego i Tauronu. Te pierwsze zniżkowały o 0,8 proc., zaś akcje energetycznego koncernu rosły o 0,7 proc. W przypadku większości papierów marazm trwał do końca sesji. Wyjątek stanowiły zwyżkujące o ponad 4 proc. akcje GTC. Po około 1,3-1,5 proc. w górę szły wczesnym popołudniem walory Lotosu, Synthosu i Tauronu. Papiery gdańskiej rafinerii momentami zyskiwały 2 proc., ale tak wysokiego poziomu nie były w stanie utrzymać przez dłuższy czas.

Na szerokim rynku uwagę zwracał przekraczający 20 proc. skok notowań DSS. W dalszym ciągu trwa euforia na papierach spółek odzieżowych. Akcje Redanu rosły o ponad 13 proc., Monnari o 11 proc., Primamody o niemal 8 proc., Bytomia i Gino Rossi po 6 proc. Choć skala poprawy wyników spółek mogła stanowić zaskoczenie, to jednak siła i dynamika zwyżek kursów każe podejrzewać, że w tej chwili mamy do czynienia z typową spekulacją. Ze składu mWIG40 pona 8 proc. zwyżką wyróżniały się papiery Rovese oraz rosnące po około 3,5 proc. akcje CEDC i Kopeksu.

Niemal zupełny brak danych makroekonomicznych nie sprzyjał we wtorek aktywności inwestorów. Informacje o inflacji w Niemczech i Włoszech były zgodne z oczekiwaniami i nie spowodowały żadnej reakcji na rynkach. Rozczarowujące dane dotyczące styczniowej dynamiki produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii także nie zrobiły na nikim wrażenia.

Reklama

Indeksy na głównych giełdach europejskich zaczęły dzień od spadków po 0,3-0,5 proc. Jedynie londyński FTSE od rana trzymał się nieznacznie nad kreską. Jeszcze w trakcie pierwszej godziny handlu nastroje poprawiły się także w Paryżu i Frankfurcie. Przez większą część dnia trwały wahania wokół poziomu poniedziałkowego zamknięcia. Zmiany nie przekraczały kilku dziesiątych procent. Wyjątkiem był wskaźnik w Atenach, który zwyżkując o 1,5 proc. odrabiał straty po poniedziałkowym ponad 2 proc. tąpnięciu.

Handel na Wall Street amerykańscy inwestorzy zaczęli zgodnie z tradycją z ostatnich dni od niewielkiego spadku. Indeksy na otwarciu zniżkowały po około 0,1 proc. W komentarzach zza oceanu podkreślano, że= powodem gorszych nastrojów są obawy o kondycję gospodarki strefy euro, w związku z wypowiedzią szefa Bundesbanku Jensa Weidemana, który stwierdził, że kryzys jeszcze się nie skończył. Z czasem jednak zaczęła się do świadomości inwestorów przebijać jego opinia, że gospodarka przyspieszy w drugiej połowie roku. Po kilkudziesięciu minutach wskaźniki za oceanem wyszły nieznacznie nad kreskę, poprawiając nieco nastroje na naszym kontynencie. Sytuacja na rynkach jednak była niestabilna.

W Warszawie sesja zakończyła się na niewielkim plusie. Wszystkie cztery główne indeksy – WIG20, WIG, mWIG40 oraz sWIG80 – zyskały w granicach 0,1-0,2 proc. Obroty wyniosły 573 mln zł.