Rok 2013 może być przełomowy w segmencie płatności mobilnych. W ciągu kilku ostatnich miesięcy zadebiutowały lub w najbliższym czasie to zrobią kolejne nowe sposoby zastąpienia gotówki i kart innymi formami płatności. Oczywiście wszystkie nie utrzymają się na rynku, jednak wśród specjalistów panuje przekonanie, że gotówka i karty nie mają już przyszłości. A nowe rozwiązanie będzie jednym z tych, które już działają lub pojawią się w najbliższym czasie. To oznacza, że jesteśmy świadkami walki o standardy, które będą obowiązywały przez najbliższe dziesięciolecia.

Na nowo, ale tradycyjnie

Organizacje płatnicze MasterCard i Visa robią wiele, by normą stała się karta bankowa zintegrowana z kartą SIM telefonu komórkowego, wyposażonego w funkcjonalność zbliżeniową (NFC). Koncepcja ta ma swoje niepodważalne zalety. Po pierwsze potrzebna infrastruktura funkcjonuje i jest całkiem dobrze rozbudowana. Transakcje telefonem z NFC odbywać się mogą w tych samych terminalach, w których już dziś płacimy kartami zbliżeniowymi. Na rynku jest już prawie 100 tys. takich urządzeń i wciąż instalowane są kolejne w ramach wymiany starych i zużytych na nowe. Przewiduje się, że w Polsce w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat wszystkie terminale do akceptacji kart będą mogły przyjmować płatności zbliżeniowo. Będzie ich wtedy ok. 400 tys. w całym kraju.

Kolejna zaleta rozwiązania promowanego przez organizacje płatnicze to wygoda dla akceptantów, czyli sklepów i punktów usługowych przyjmujących płatności bezgotówkowe. Ich właściciele nie muszą podpisywać żadnych nowych umów z agentami rozliczeniowymi, czyli operatorami terminali, ani z innymi podmiotami. Płatności są księgowane na podstawie obowiązujących kontraktów.

>>> Czytaj również: Kupcy nie akceptują kart płatniczych, bo jest za drogo

Schemat ten ma jednak też sporo wad. Przede wszystkim jest skomplikowany. Wymaga porozumienia kilku stron, takich jak agent rozliczeniowy, organizacja płatnicza, bank wydawca karty i operator telefonii komórkowej. A jak wiadomo, współpraca tak dużej liczby podmiotów nie jest łatwa. Poza tym jeżeli tyle firm ma na transakcjach zarabiać, ich obsługa musi dużo kosztować. W dodatku producenci telefonów niechętnie wyposażają je w elementy NFC, bo to podwyższa koszt produkcji aparatów, a funkcjonalność zbliżeniowa nie stała się na razie elementem przewagi konkurencyjnej.

Ma to swoje konsekwencje. O ile jeszcze rok temu środowisko bankowe z nadzieją spoglądało na model płatności proponowany przez MasterCarda oraz Visę i wraz z telekomami ustawiało się do wyścigu o palmę pierwszeństwa we wdrażaniu tej nowinki, dziś jego optymizm przygasł. – Mieliśmy nadzieję, że na rynku będzie o wiele więcej modeli telefonów wyposażonych w NFC. Jednak nadal jest ich mało. Wciąż ograniczają nas też względy formalne – mówi Ricardo Campos, szef bankowości elektronicznej w Millennium, banku, który znalazł się w grupie pięciu instytucji liderów wdrażających nowoczesne płatności w porozumieniu z MasterCardem i T-Mobile. W rezultacie Millennium wciąż nie zaoferowało NFC w komórkach. Z kolei w tych bankach, które to zrobiły, rozwiązanie nie cieszy się dużym wzięciem. Po pół roku od wdrożenia w mBanku, Raiffeisen Polbanku i Getinie korzysta z niego ok. 30 tys. osób.

Zdaniem Roberta Łaniewskiego, prezesa Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego, pomysł lansowany przez organizacje płatnicze nie ma szans na upowszechnienie się ze względu na koszty dla akceptantów. – W moim odczuciu na zdobycie znaczącej pozycji na rynku może mieć nadzieję tylko ten system, który przy zachowaniu wysokiej jakości zapewni atrakcyjną cenę. Dziś akceptanci szukają rozwiązań o wiele tańszych niż koncepcje propagowane przez MasterCarda i Visę – uważa Łaniewski.

IKO – taniej niż kartą

Nic dziwnego, że kolejne firmy i banki próbują swoich sił w konkurencji z organizacjami płatniczymi. Dwa miesiące temu PKO BP uruchomił system IKO. To płatności mobilne oparte na aplikacji instalowanej w telefonie komórkowym. System ten, podobnie jak koncepcja lansowana przez międzynarodowych potentatów, wykorzystuje istniejącą infrastrukturę terminali. Aplikacja przypisana do rachunku bankowego generuje kilkucyfrowy kod, który należy wklepać na klawiaturze terminalu. I to wystarczy, by zapłacić za zakupy. Na tej samej zasadzie można też pobrać pieniądze z bankomatu, co jest znaczną przewagą w porównaniu z NFC. Bankomatów wypłacających zbliżeniowo praktycznie nie ma. IKO jest też dużo tańsze od płatności Visą lub MasterCardem. O ile prowizja interchange od transakcji za pośrednictwem tych organizacji wynosi średnio 1,2–1,3 proc., PKO BP pobiera jedynie 0,65 proc. – IKO jest rozwiązaniem nieskomplikowanym, tanim i daje bankowi pełną kontrolę nad płatnością i relacją z klientem – uważa Wojciech Bolanowski, szef bankowości elektronicznej PKO BP. Jego bank jest otwarty na udostępnienie systemu innym bankom. Po dwóch miesiącach od startu z IKO korzysta aktywnie 30 tys. osób.

>>> Czytaj więcej: Wojciech Bolanowski z PKO BP i jego II rewolucja w bankowości elektronicznej

Na korzyść IKO przemawiać też może trwająca od lat batalia o obniżenie kosztów transakcji kartami. W tym roku po raz pierwszy w historii opłaty te wreszcie zostały obniżone. Ma do tego dojść ponownie w przyszłym roku. Tym bardziej że nawet jeżeli organizacje płatnicze nie zdecydują się na to dobrowolnie, prawdopodobnie zostaną zmuszone ustawą, nad którą pracuje Sejm. Docelowo prowizja ma wynosić 0,5 proc. Zakładając, że otrzymywanych z tytułu interchange przychodów obecnie około połowa wędruje z banku do organizacji płatniczych, już wkrótce może się okazać, że bankom bardziej opłacać się będzie rozliczanie płatności IKO niż jakakolwiek współpraca z MasterCardem lub Visą.

Poważną przeszkodą w upowszechnieniu aplikacji PKO BP może być to, że za jej wdrożeniem stoi tylko ten jeden bank. Ciężko sobie wyobrazić, że inne instytucje ochoczo zaproponują swoim klientom rozwiązanie przygotowane przez konkurencję. Z drugiej strony Alior już dziś otwarcie mówi, że jest zainteresowany wdrożeniem IKO. – Jeśli PKO BP zaproponuje nam współpracę w tym zakresie, oczywiście odpowiemy „tak” – deklaruje Celina Waleśkiewicz, dyrektor obszaru bankowości nowoczesnej w Alior Banku. Jednak aby to rozwiązanie stało się powszechnym standardem, trzeba przekonać do niego większość uczestników rynku, a to będzie trudne.

KIR – platforma dla wszystkich

W tej sytuacji większe szanse na zdobycie drogi do portfeli Polaków mogą mieć rozwiązania proponowane przez instytucje niebankowe. Jedną z nich jest Krajowa Izba Rozliczeniowa, która chce zaproponować system podobny do IKO. Nie zamierza jednak samodzielnie produkować aplikacji. – Chcemy się skoncentrować na dostarczeniu bankom gotowej platformy, do której mogłyby podłączyć własne aplikacje płatnicze – powiedział nam Michał Szymański, wiceprezes KIR.

KIR chce włączyć do swojego systemu banki, agentów rozliczeniowych i sieci bankomatów. Dzięki temu klienci zyskają dostęp do szerokiej sieci akceptacji. Banki zaś nie będą musiały w tym celu zawierać umów dwustronnych z poszczególnymi podmiotami działającymi na tym rynku. Pojawia się jednak pytanie, czy banki mające własne rozwiązania w tym zakresie, jak np. PKO BP, zechcą wejść do systemu KIR. Izba nie chce na razie zdradzić szczegółów swojej propozycji. Wiadomo, że wszystkie operacje mają być wykonywane w czasie rzeczywistym. Do tego celu może więc zostać wykorzystany stworzony przez nią system przelewów natychmiastowych Express Elixir. Na razie nie wiadomo też, kiedy system płatności mobilnych w wykonaniu KIR miałby ujrzeć światło dzienne. – Myślę, że w perspektywie kilku miesięcy projekt może wejść w fazę prac programistycznych – deklaruje Michał Szymański.

Aplikacja z Biedronką

W związku z tym szanse na zdobycie znaczącej pozycji na rynku płatności mobilnych może mieć system dostępny w dyskontach Biedronki. Już za parę dni komórką z odpowiednią aplikacją będzie można płacić we wszystkich placówkach tej sieci. Biedronka jest jedną z ostatnich wielkich firm detalicznych, które nie akceptują płatności kartami. Wzbrania się przed tym ze względu na wysokie koszty transakcji. Dlatego też szukała tańszych rozwiązań na płatności bezgotówkowe. Dostarczyła je firma ICP, która jeszcze przed wakacjami udostępni odpowiedni system klientom, którzy założą konto w BZ WBK. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Biedronka za rozliczone transakcje nie będzie nic płaciła. Inne sieci handlowe, które zechcą do tego systemu się podłączyć, płacić już będą musiały, ale nieporównywalnie mniej, niż wynosi interchange, a nawet mniej, niż żąda PKO w systemie IKO.

>>> Czytaj więcej: Przełom w Biedronce. Za dwa tygodnie za zakupy zapłacisz komórką

To, które z opisanych tu rozwiązań zdobędzie status rynkowego standardu, okaże się w ciągu najbliższych miesięcy lub kwartałów. Być może nie będzie to żaden z przedstawionych tu systemów, a wygra pomysł, którego jeszcze nie znamy. Jedno jest pewne: wyrok na gotówkę i plastikowe karty został wydany. To kwestia czasu, kiedy zostanie on wykonany.

Rachunek płatniczy może przyspieszyć rozwój płatności mobilnych

Większość systemów płatniczych niezależnych od banków opartych jest na wirtualnej portmonetce. Rozwiązanie to polega na tym, że aby móc płacić za towary i usługi, najpierw trzeba przelać pieniądze na rachunek techniczny. To z niego pobierane są pieniądze na pokrycie kosztów poszczególnych płatności. Część rozwiązań polega również na powiązaniu z rachunkiem karty płatniczej. W konsekwencji albo system nie może być niezależny od banku, albo musi ponosić wysokie koszty prowizji od transakcji kartami.

Rozwiązaniem może być upowszechnienie rachunków płatniczych. Ich funkcje są niemal takie same, jakie dają konta bankowe, ale oferować je mogą prywatne firmy mające licencję krajowej instytucji płatniczej. Prawne warunki funkcjonowania rachunków płatniczych stworzyła nowelizacja ustawy o usługach płatniczych, której niektóre przepisy weszły w życie pod koniec ubiegłego roku. Opierając się na tej ustawie, Komisja Nadzoru Finansowego wydała już kilka licencji. Udostępnieniem rachunków płatniczych są zainteresowane niektóre z firm, które otrzymały zezwolenie, m.in. mPay. Firma ta jeszcze w tym roku chce zaproponować internetowy system transakcyjny, który praktycznie niczym nie będzie się różnić od systemów bankowych.

Zanim jednak rachunek płatniczy stanie się prawdziwym konkurentem bankowego konta, musi wydarzyć się kilka rzeczy. Przede wszystkim musi być tańszy niż usługi banków. A to może być trudne. Używanie oferowanych dziś wirtualnych portmonetek zazwyczaj jest bezpłatne, podobnie jak dokonywanie transakcji bezgotówkowych. Ale już przelewy, wypłaty z bankomatów czy przekazywanie pieniędzy między użytkownikami są często objęte prowizjami. Na przykład w Sky Cash wypłata pieniędzy z bankomatu Euronetu kosztuje 4 zł, a wykonanie przelewu zewnętrznego w mPay to koszt 2 zł każdorazowo. Przedstawiciele firm zainteresowanych prowadzeniem rachunków płatniczych deklarują jednak, że te prowizje będą niższe, jeżeli klienci zaczną przelewać na rachunki wynagrodzenie.

>>> Polecamy: Płatności telefonem: Czy aplikacje zastąpią karty?