Rząd w Dublinie nie tylko jest przekonany, że da sobie radę, ale nawet już wspomina o możliwości obniżki podatków. – To nie jest koniec drogi, lecz ważny kamień milowy na drodze – mówił w piątek na konferencji prasowej irlandzki minister finansów Michael Noonan. – Ale musimy kontynuować dotychczasową politykę – dodał. A ta była bez wątpienia bolesna.

W zamian za 85 mld euro pożyczki z Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego rząd w Dublinie zobowiązał się do ostrego cięcia wydatków. Ich ubocznym skutkiem były potężny wzrost bezrobocia, które w szczytowym momencie przekroczyło 15 proc., i emigracja, która jak się szacuje, osiągnęła przez cały okres kryzysu poziom 400 tys. osób. Ale mimo początkowej presji ze strony Francji i Niemiec Irlandia utrzymała niskie stawki podatku od przedsiębiorstw, a dzięki niższym kosztom pracy znów stała się atrakcyjnym miejscem inwestycji. 

Przeczytaj więcej o sukcesie Irlandii w wychodzeniu z kryzysu.

W przyszłym roku kraj ma osiągnąć 1,7-proc. wzrost gospodarczy, a w 2015 r. powinien on przekroczyć 2,5 proc. Rok 2014 będzie jeszcze trudny, bo w przyjętym w połowie października budżecie zaplanowano oszczędności na kwotę 2,5 mld euro, dzięki którym deficyt budżetowy ma spaść z obecnych 7,4 proc. PKB do 4,8 proc., a dług publiczny ze 124 proc do 116 proc., ale w następnych latach powinno być już lżej.

Tegoroczne przychody z podatków okażą się wyższe, niż zakładano, a wydatki państwa mniejsze, więc rząd wstępnie myśli o obniżce podatków. – Uważam redukcję podatku dochodowego za instrument służący wzrostowi zatrudnienia, a w efekcie wzrostowi gospodarczemu. Tworzenie nowych miejsc pracy jest absolutnym priorytetem i jeśli będziemy mieli środki na redukcję podatku dla niektórych grup, aby stworzyć w ten sposób nowe miejsca pracy, z pewnością to zrobimy – zapowiedział Noonan.

Możliwym terminem obniżek podatków byłby rok 2015 lub 2016. Ta zapowiedź, planowane na przyszły rok emisje obligacji, a także to, iż Irlandia nie będzie korzystać z awaryjnej linii kredytowej, nie oznaczają jeszcze powrotu do czasów „celtyckiego tygrysa”. Dublin nie jest uzależniony od pieniędzy z EBC i MFW, ale pod pewną kontrolą trójki pozostanie, dopóki nie spłaci 75 proc. bailoutowej pożyczki, a to zajmie lata. Po drugie, kondycja irlandzkich banków, których złe kredyty sprowadziły w 2008 i 2009 r. na kraj kłopoty, jest daleka od optymalnej. Bank of Ireland dopiero kilka dni temu zaczął wykupywać przejęte wówczas przez rząd udziały, a Allied Irish Banks pozostaje całkowitą własnością państwa.

Dopiero w przyszłym roku mają one osiągnąć pierwsze od rozpoczęcia kryzysu zyski. Wreszcie problem, o którym wspominał Noonan, czyli bezrobocie. Wprawdzie w przyszłym roku zmniejszy się ono do poziomu 12,3 proc., ale tempo tego spadku jest zbyt powolne. Na razie jednak i Dublin, i Bruksela mają swoją chwilę satysfakcji. Irlandia jest pierwszym krajem, który wychodzi z programu pomocowego, więc tym samym staje się dla następnych przykładem, że program może przynieść pozytywne skutki.

Polecamy też interaktywną oś czasu, z której dowiesz się, jak doszło do gospodarczej katastrofy w Europie.