Rogalski: Zaskakująco słaby ISM daje negatywne impulsy dla dolara i rynków wschodzących

Marek Rogalski, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A.
Marek Rogalski, Analityk, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A./Media
Takiego obrotu spraw chyba nikt się nie spodziewał. Ostateczny indeks PMI dla przemysłu liczony przez Markit potwierdził dzisiaj wcześniejsze szacunki na poziomie 53,7 pkt. w styczniu, co jest o 1,3 pkt. poniżej odczytu z grudnia.

 Jednocześnie dane z poszczególnych regionów FED za styczeń nie były złe i co ważniejsze w kontekście bardzo srogiej zimy, jaka miała miejsce na początku miesiąca. Tymczasem ISM dla przemysłu spadł w styczniu do 51,3 pkt. z 56,5 pkt. po wcześniejszej rewizji danych za grudzień. Niemniej subwskaźniki są mieszane – mocno w górę poszedł indeks cen płaconych (do 60,5 pkt. z 53,5 pkt.), a spadł indeks zatrudnienia (do 52,3 pkt. z 55,8 pkt.). Silnie spadł też wskaźnik dla nowych zleceń – do 51,2 pkt. z 64,4 pkt. Jak to interpretować? Sroga zima przyczyniła się do tąpnięcia w produkcji i zamówieniach (i może być to jednorazowe), ale już wzrost wskaźnika cenotwórczego to sygnał pro-dolarowy. Stąd też chwilę po publikacji mamy dużą zmienność wahań i widać, że inwestorzy są nieco zdezorientowani.

Niemniej ogólna wymowa dzisiejszego ISM będzie negatywna. Zwłaszcza, jeżeli zestawimy to z tym, co poznamy za kilka dni, czyli danymi Departamentu Pracy w piątek. Rynek zacznie się obawiać podobnej niespodzianki jak w grudniu, kiedy to zamiast 200 tys. nowych etatów mieliśmy ich zaledwie 74 tys. Teraz mediana oczekiwań mówi o 184 tys., ale czy można jej wierzyć? Tym samym dolar w najbliższych dniach nie otrzyma dodatkowego bodźca w postaci spekulacji nt. zwiększania skali cięcia QE3 ponad 10 mld USD na najbliższych posiedzeniach.
Słabsze dane z USA to wzrost globalnego ryzyka, co dobrze widać po zachowaniu się walut emerging markets chwilę po publikacji danych z godz. 16:00, które zaczęły ponownie słabnąć, kasując tym samym zwyżki z ostatnich godzin.

Na wykresie EUR/USD widać, że buduje nam się mocne dno w rejonie 1,3475 i zejście poniżej tego poziomu może być trudne. Teoretycznie za spadkami euro powinny przemawiać obawy związane z cięciem stóp przez ECB, ale zwolennicy takiego rozwiązania to wciąż mniejszość. W efekcie nie ma pewności, czy Mario Draghi będzie w czwartek wystarczająco „gołębi” względem tego, czego mógłby oczekiwać rynek. Tym samym bardziej preferowanym scenariuszem w kontekście słabszych danych z USA może okazać się zwyżka EUR/USD, a reakcja rynku pojawi się dopiero w czwartek. Rzut oka na wykres pokazuje, że odreagowanie mogłoby sięgnąć nawet okolic 1,3600-1,3618, gdzie przebiega m.in. spadkowa linia trendu. Po drodze do sforsowania będą jednak ważne poziomy przy 1,3565 i 1,3580.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dom Maklerski BOŚ
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj