Bezrobocie w USA spada, bo coraz więcej Amerykanów pracuje za stawki poniżej progu ubóstwa

W kraju zbudowanym na ideach niezależności i odpowiedzialności aż 44 mln ludzi (15 proc. narodu) sięga po rządowe zapomogi. Jednak nie same zapomogi są przedmiotem hańby, ale to, że aż połowa potrzebujących pracuje w pełnym wymiarze czasowym.

Tak jak Turnerowie z przedmieść Filadelfii. Marcus na etacie w supermarkecie zarabia 8 dol./godz. Żona Tianna jako przedszkolanka w świetlicy przy klubie fitness dostaje 10 dol. Przy trójce dzieci ich łączne zarobki nie przekraczają progu biedy dla pięcioosobowej rodziny. Bez rządowych talonów na żywność (food stamps) w ramach programu dożywiania ubogich SNAP (Supplemental Nutrition Assistance Program) Turnerom nie starczyłoby na czynsz i świadczenia.

Tianna, gdyby żyła z Marcusem na kocią łapę, jako samotna matka dostawałaby o 400 dol. więcej. – Ratuje nas życzliwość przyjaciół, ale nie rozumiem, co się stało z naszym krajem, że dwie pensje powyżej płacy minimalnej nie starczają, by normalnie żyć – mówi Tianna Gaines-Turner.

>>> Czytaj też: Dobre dane z USA. Bezrobocie spadło do 6,7 proc.

Ludzie tacy jak Turnerowie to working poor – pracująca biedota. Kilka lat temu ten termin dotyczył głównie ludzi z problemami, niepotrafiących utrzymać posady, bezdomnych i zatrudnianych do prac sezonowych. – Wszystko zmieniła recesja, która wymazała z rynku gros dobrych posad, a zastąpiła je pracą za minimum. Matematyka jest prosta. Obecna płaca minimalna to 7,25 dol./godz. Pracownik, który w roku nie opuści ani dnia, zarobi nieco ponad 15 tys. dol. Wystarczy dla singla, ale to poniżej progu ubóstwa dla osoby z dzieckiem. Przy dwójce dzieci rodzina z takimi zarobkami znajduje się 25 proc. poniżej tego progu. Połowa ludzi dokarmiana dziś przez rząd to nie margines, ale normalne rodziny. By wyciągnąć je z biedy, płaca minimalna musi wzrosnąć do ponad 10 dol./godz. – wyjaśnia DGP Lisa Wade, socjolog z Occidental College w Los Angeles.

Oficjalnie bezrobocie spada – w styczniu do 6,6 proc. (w październiku 2009 r. było to 10 proc.). Ale nie uwzględnia wszystkich niepracujących, zwłaszcza tych, którzy po latach niepowodzeń zrezygnowali z dalszego szukania pracy.

David Marotta, ekspert finansowy „Forbesa”, twierdzi, że rzeczywiste bezrobocie to 37 proc. Na niekorzyść pracującej biedoty wpływa to, że wychodzenie z recesji odbywa się w Ameryce nie poprzez realny rozruch gospodarki, lecz kreatywność pracodawców. Według Economic Policy Institute z Waszyngtonu aż 25 proc. wszystkich posad stworzonych po 2009 r. to praca tymczasowa lub w niepełnym wymiarze godzin po najniższych stawkach.

>>> Polecamy: System emerytalny w USA: rośnie liczba pracujących seniorów

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj