– Stany Zjednoczone są wciąż najważniejszym motorem globalnego wzrostu, choć może nie w takim stopniu, jak to było kiedyś – powiedział Mark Zandi, główny ekonomista Moody's Analytics Inc w West Chester w stanie Pensylwania.

Zandi należy do optymistów. Argumentuje, że przyspieszenie wzrostu gospodarczego w USA odbije się pozytywnym echem na innych gospodarkach poprzez stymulowanie wymiany handlowej i inwestycji.

Sceptycy w firmie Morgan Stanley i HSBC Holdings Plc twierdzą, że zredukowany popyt Ameryki na eksport i energię, a także możliwość podwyższenia stóp procentowych, oznaczają, że rozwój tego kraju nie będzie tak pomocny jak kiedyś.

>>> Czytaj więcej Ławrow do USA: Nie dopuśćcie do przemocy na wschodniej Ukrainie

Spotkanie grupy G-20

W piątek 11 kwietnia w Waszyngtonie podczas spotkania ministrów finansów i szefów banków centralnych z grupy G-20, największych przemysłowych i wschodzących gospodarek świata, odbyła się dyskusja na temat tego, co wspiera globalny wzrost gospodarczy, a co go wstrzymuje.

W centrum ich rozmów były rynki wschodzące, takie jak Chiny, które nie napędzają światowej gospodarki w takim stopniu jak w 2009 r., gdy pomogły uchronić ją przed recesją.

Według prognoz MFW gospodarka Chin wzrośnie w tym roku o 7,5 proc., najsłabiej od 1990 r. Spowolnienie w Chinach przyczyni się do ograniczenia wzrostu we wszystkich krajach rozwijających się do 4,9 proc.

Niektóre z nich, wliczając Turcję i Brazylię, ucierpiały przez wyprzedaże na rynku obligacji. – Rynki wschodzące wciąż mają nadzieję, że historyczne relacje pomogą i USA wyciągnie je z kłopotów – powiedział Ebrahim Rahbari, ekonomista z banku Citigroup w Londynie. – Staramy się podkreślać, że szanse na to są dużo mniejsze niż w przeszłości – dodał.

>>> Rosja krytykowana na całym świecie.USA krytykują Rosję: Moskwa używa gazu jako narzędzia przymusu

 Wkład USA

Według Zadniego podniesienie się wzrostu w USA o jeden punkt procentowy mogłoby przyspieszyć ekspansję gospodarczą reszty świata o 0,6 punktu. Z prognoz MFW wynika, że gospodarka USA wzrośnie w tym roku o 2,8 proc., po 1,9 proc. wzrostu w zeszłym roku, dzięki rekordowo niskim stopom procentowym, wysokiemu popytowi wewnętrznemu i zlikwidowaniu przeszkód podatkowych, które spowalniały wzrost w 2013 r.

Athanasios Vamvakidis z Bank of America w Londynie uważa, że przyspieszenie wzrostu Stanów da reszcie świata wsparcie w wysokości 0,25 proc. Mimo to jest to według niego istotna kwota, a niektóre kraje zyskają nawet więcej.

Spośród 165 krajów, które Vamvakidis przestudiował w raporcie z 9 kwietnia, Hiszpania, Francja, Włochy, Wielka Brytania, Kanada i Meksyk znajdą się w gronie największych zysków. Mniej osiągną Japonia, Nowa Zelandia, Rosja, Brazylia i Chiny.

>>> Więcej o gospodarce USA. USA: Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła 300 tys.

Zakłady walutowe

Takie wyniki sugerują ekspertowi Bank of America, że inwestorzy chcący obstawiać silniejsze odbudowanie gospodarki USA powinni wybierać funta i dolara kanadyjskiego wobec jena i dolara nowozelandzkiego, kupować peso meksykańskie i sprzedawać reala brazylijskiego i rosyjskiego rubla.

Rynki wschodzące już teraz mogą doświadczać odbicia się gospodarki, ponieważ eksport do krajów rozwiniętych wzrósł o ponad 6 procent w stosunku do końca ubiegłego roku, według JP Morgan. W ten sposób USA i zachód Europy stanowią według banku bardzo ważny bufor dla gospodarek wschodzących, zmagających się z istotnym spadkiem wzrostu wewnętrznego.

Nie wszyscy ekonomiści uważają jednak, że odrodzenie USA jest powodem do westchnienia ulgi wśród reszty świata. Jeden jedyny powód to fakt, że USA importuje mniej, co odbiło się na kurczącym się deficycie bieżącym, najniższym od 1999 r.

Import niepaliwowy

Inną oznaką tego, że popyt oddala się od zagranicy, jest wynik obliczeń analityków firmy Morgan Stanley. Obliczyli oni, że wzrost importu do Stanów produktów niezwiązanych z paliwem wyniósł 4,4 proc. w ostatnim kwartale ubiegłego roku, poniżej średniej wynoszącej 7,1 proc. w latach 2003 – 2007.

Nie istnieje już "konsument ostatniej instancji", powiedział Stephen King, główny globalny ekonomista HSBC w Londynie.

Poprawa w Stanach Zjednoczonych również może mieć mniejszy wpływ na inne kraje z powodu zmniejszającego się popytu na importowaną energię, w wyniku wdrożenia nowych technologii. Import ropy spadł do 5 mln baryłek z poziomu blisko 13 mln w 2006 r., a według amerykańskiego departamentu energii import ropy może w 2037 r. spaść do zera.

– Ponieważ USA zmierzają do niezależności energetycznej, główne źródło zewnętrznego wzrostu dla niektórych państw może nie być już tak silne jak kiedyś – powiedział Kit Juckes, globalny strateg w Societe Generale w Londynie.

Wpływ FED

Rynki wschodzące mogą mieć inne powody by podejrzewać, że nie mogą już polegać na zewnętrznym popycie, stwierdził Juckes. Bliskie zera stopy procentowe FED popchnęły w ostatnich latach kurs dolara w dół, sprawiając, że ich eksport był na rynkach światowych mało konkurencyjny. Dziś, gdy gospodarki rozwijające stanowią blisko połowę światowej gospodarki, nie mogą po prostu przerosnąć reszty poprzez sprzedawanie im produktów, a przynajmniej w tym samym zakresie jak do tej pory, twierdzi Juckes.

Zdrowsza gospodarka Stanów Zjednoczonych może oznaczać też potencjalne podwyższenie kosztów pożyczania pieniędzy na całym świecie, twierdzi Joachim Fels z Morgan Stanley w Londynie. To właśnie wydarzyło się w ubiegłym roku, gdy jedynie podejrzenie, że Fed wycofa wsparcie, wystarczyła by inwestorzy wycofywali kapitał z rynków wschodzących.
- Rynki wschodzące były kiedyś zyskowną grą na rozwiniętych rynkach, powiedział Fels. Uważamy, że sytuacja się zmieniła.