Ceny ropy nie były tak niskie od czterech lat. Rosja, która postrzega obecne spadki jako amerykańską zemstę za interwencję na Ukrainie, prowadzi ofensywę, która ma skłonić do zmniejszenia produkcji 12 państw OPEC, odpowiadających łącznie za ponad 40 proc. globalnego wydobycia. W czwartek OPEC ma podjąć ostateczną decyzję w tej sprawie.

>>> Czytaj też: Czarne złoto, kartele, rewolucja łupkowa. Wszystko, co musisz dziś wiedzieć o rynku ropy

Moskwa skupiła się na przekonywaniu Arabii Saudyjskiej i Wenezueli. Rijad jest największym poza Rosją producentem ropy na świecie, zaś Caracas – najbardziej antyamerykańskim spośród członków OPEC. Choć wicepremier Igor Sieczin utrzymuje, że 30-proc. obniżka cen nie przyniosła dramatycznych skutków dla gospodarki, liczby mówią co innego. Rosja straciła już przez to 100 mld dol., a minister finansów Anton Siłuanow przyznał, że krajowy PKB wzrośnie w tym roku o zaledwie 0,5 proc.

Rosja, która sama nie należy do kartelu, może liczyć na wsparcie Iranu i Wenezueli. Budżety arabskich państw basenu Zatoki Perskiej lepiej znoszą tańszą ropę, a poza tym łączą je dobre relacje z Waszyngtonem, więc mogą one zablokować obcięcie limitów wydobycia. Formalny limit wynosi obecnie 30 mln baryłek dziennie.

>>> Polecamy: Najważniejszy testament świata. Śmierć tego człowieka może rozpocząć nowy kryzys na Bliskim Wschodzie