Włochy mają 12. prezydenta Republiki. Jest nim 73-letni Serio Mattarella. Wybrało go w czwartym głosowaniu Zgromadzenie Narodowe, złożone z senatorów, deputowanych oraz 58 delegatów dwudziestu regionów.

Sergio Mattarella otrzymał 665 głosów, o 106 więcej od wymaganej większości 505 i zaledwie o osiem mniej aniżeli wynosiło quorum w pierwszych trzech głosowaniach.

Jego kandydaturę w czwartek, na krótko przed pierwszym głosowaniem, wysunął premier Matteo Renzi. Wtedy Mattarella mógł liczyć jedynie na 444 głosy parlamentarzystów partii demokratycznej. Potem szef rządu zdołał pozyskać dla swego kandydata nowych zwolenników, także w szeregach opozycji. Nie udało się

to w przypadku Forza Italia Silvio Berlusconiego, której elektorzy nie opuścili jednak sali w momencie głosowania, ani Ruchu 5 Gwiazd komika Beppe Grillo, głosującej na swoich kandydatów, wyłonionych w internetowym plebiscycie.

Szefowi rządu zależało, by nie powtórzyła się kompromitacja, jaką dwa lata była odmowa przez niektórych demokratów udzielenia poparcia kandydaturze Romano Prodiego, w rezultacie czego na drugą kadencję pozostał Giorgio Napolitano.

Zaprzysiężenie nowego prezydenta Włoch odbędzie się we wtorek 3 lutego przed południem.

Sergio Mattarella to były wielokrotny minister, m.in. obrony narodowej, a obecnie sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Nie jest osobą zbyt znaną i popularną w swoim kraju. Dyskretny, zamknięty w sobie i trzymający się do tej pory z daleka od głównego nurtu wydarzeń, jest przeciwieństwem hiperaktywnego i elokwentnego premiera Matteo Renziego.

Złośliwi twierdzą, że właśnie dlatego szef rządu wysunął kandydaturę sędziego Trybunału Konstytucyjnego, bo nie będzie rzucał na niego cienia. Obserwatorzy uprzedzają, że urząd często zmienia człowieka i zależeć będzie od sytuacji, czy nowy prezydent z arbitra, jak przewiduje konstytucja, zamieni się w aktywnego uczestnika gry politycznej, jak jego ostatni poprzednicy. Jako konstytucjonalista, podkreślają niektórzy, Mattarella nie podpisze niczego, w czym dopatrzy się odstępstwa od ustawy zasadniczej, co zdarzało się na przykład Giorgio Napolitano.

>>> Czytaj też: Piketty: Drastyczne oszczędności okazały się katastrofą. Grecja nie spłaci zadłużenia