Jak pisze "Gazeta Wyborcza", w Norwegii litr benzyny kosztuje dziś 2 dol. W Wenezueli – sto razy mniej. Ten pierwszy kraj ze spokojem reaguje na spadki cen ropy na światowych giełdach. Wydobycie ropy naftowej i gazu odpowiada za około jedną piątą PKB Norwegii, a nadwyżki petrodolarów ze sprzedaży ropy lokowane są w największym na świecie państwowym funduszu majątkowym. Dziś jest on wart ponad 845 mld dol.

Taniejąca ropa osłabiła koronę norweską, a to z kolei wzmocniło konkurencyjność norweskich eksporterów spoza sektora naftowego. Wyprzedaż ropy mocno odbija się jednak na koncernach wydobywczych. Średnia płaca w tej branży wynosi 180 tys. dol. rocznie (ponad 660 tys. zł). Teraz firmy muszą zwalniać pracowników – pracę straciło już ok. 12 tys. osób. Inwestycje w branżę naftową w Norwegii stopnieją w tym roku o jedną szóstą, a jeśli cena ropy będzie utrzymywać się poniżej 60 dol. za baryłkę, do końca dekady wydobycie zmniejszy się o ponad jedną dziesiątą.

>>> Czytaj też: Gigantyczne pensje na platformach wiertniczych i taniejąca ropa uderzają w Norwegię

Dużo gorsza sytuacja panuje w Wenezueli, która posiada największe potwierdzone złoża ropy naftowej na świecie. To także kraj z najniższymi cenami benzyny – jeden litr kosztuje tu zaledwie 2 centy. Rząd hojnie dotuje branżę naftową – na wsparcie cen benzyny jeszcze niedawno wydawał rocznie 12 mld dol. Wenezuela zmaga się z gigantyczną inflacją sięgającą 60 proc., a w ubóstwie żyje tu ponad 32 proc. mieszkańców. Aby władze Wenezueli mogły realizować swoje programy socjalne, baryłka ropy naftowej powinna jednak kosztować 100 dol. - pisze "Gazeta Wyborcza". Jeśli sprawdzą się prognozy MFW, a ceny ropy wciąż będą spadać, PKB Wenezueli może spaść w tym roku aż o 7 proc.

Czytaj więcej w "Gazecie Wyborczej"

Opuszczony dom w Puerto Cabello, Wenezuela / Bloomberg / Vladimir Marcano